Ptasi rok 2018 - startuje!

Mija właśnie siódmy dzień nowego roku ... Nadal nie ma śniegu, mrozu, a temperatury są na plusie 7-8 stopni! Słońca mało, deszcz pada czasami - śmieszna zima. 

W USA/Nowy Jork - ogłoszono właśnie stan wyjątkowy z powodu śnieżyc i mrozu ponad -20 stopni, jakiego tam nie mieli od ponad 120 lat! W tym czasie, w Australii, temperatura przekracza +40 stopni!

Dzisiajeszej nocy zrobi się zimniej, bo może być nawet -6 stopni! Jutro rano popędzę na dół i nasypię ciepłego ziarna słonecznika, i innej dobrej karmy małym ptaszkom. Wiszący karmnik balkonowy przeniosłam na dół, na drzewko, ze względu na gołębie. I żal mi bardzo, bo kiedy przylatują dzwońce i czyże, nie bardzo mogę je ugościć ... I tak źle, i tak niedobrze.

Rok 2017 skończyłam z bardzo dobrymi wynikami. Niektóre: 

1) na swojej rocznej, krajowej liście gatunków uzbierałam 150 gatunków ptaków (moja lista życiowa, polsko-zagraniczna liczy 214 gatunków!);

2) na liście warszawskiej mam 110 gatunków ptaków; na FB utworzona została zamknięta grupa "Warszawski Wielki Rok" i dlatego nasza lista nazywa się WWR. W tym roku też zbieramy gatunki w obrębie granic Warszawy;

festivfr4zdjecia.jpg

3) biorę udział w konkursie pt. Festival de l'Oiseau et de la Nature; na początku stycznia 2018 r. dostałam e-mailem wiadomość, że moje 4 zdjęcia (na 6 zgłoszonych) przeszły etap wstępnej selekcji. No, to bardzo dobry wynik! Czekam na dalsze decyzje francuskiego jury;

4) zgłosiłam się do Domu Kultury "Stokłosy" z propozycją wystawy zdjęć ptaków i/lub prelekcji (PowerPoint) na temat ptaków, i/lub innych sposobów wykorzystania mojej wiedzy i doświadczenia w ptasich sprawach. Ano, zbaczymy ...

MOJE KRZYŻODZIOBY

18 grudnia 2017

To trzeba uwiecznić, zapisać w kominie, dobrze zapamiętać ... Pierwszy raz w tym roku miałam okazję zobaczyć i podziwiać KRZYŻODZIOBY ŚWIERKOWE. Koledzy donosili o ich pojawieniu się na Żoliborzu, na Ochocie, na Polu Mokotowskim, na Starym Mokotowie. Aż wreszcie, krzyżodzioby pojawiły się na terenie parku Przy Rektoracie SGGW. 

Tak, najpierw ich poszukiwałam na Polu Mokotowskim - obchodziłam wielokrotnie wyniosłe świerki z pięknymi długimi szychami. Nasłuchiwałam dźwięków w powietrzu. Biegłam za przemieszczającym się stadkiem. Zawsze ginęło gdzieś za ścianą drzew. Byłam też na Bielanach, w rejonie metra Stare Młociny. I tam rosną cudowne świerki, wysokie, bogate w szyszki.  Nie udawało się. Ale teraz już wiem! Świerki tak, ale nie te. Szyszki - tak, ale inne! Krótkie, pękate, gęsto porastające gałązki. Nie wiem, nie zgłębiłam jeszcze tego zagadnienia - różne świerki, pewnie też różne ich gatunki.

Krzyżodziób świerkowy (L. curvirostra curvirostra) – Eurazja od Wysp Brytyjskich po Morze Ochockie. Na południu po Góry Kantabryjskie i Pireneje oraz środkowe Włochy, północne Bałkany oraz południowo-zachodnią Rosję i Syberię. 
W Polsce gniazduje nieregularnie i nielicznie w górach i na północnym wschodzie (Mazury i Podlasie). Podczas przelotów pojawia się w całym kraju, również w miastach.  Zimuje w Polsce.  W latach gdy brakuje szyszek świerkowych północne populacje krzyżodziobów rozpoczynają koczownicze migracje, przemieszczając się w stadach na znaczne dystanse. Wtedy też przylecieć mogą do Polski. Co parę lat przybywają liczniej między czerwcem a październikiem. Po jesiennym nalocie kolejnej wiosny od marca do maja trwają powroty krzyżodziobów na północ.

dsc_9126krzyzodz.jpgPtak o masywnej sylwetce z dużą głową i mocnym dziobem oraz krótkim, rozdwojonym ogonem.

Jest znany z tego, że jego dolna i górna część dzioba (szczęk) krzyżuje się  na końcu. Obie wystają z zarysu dzioba. Powodem tej
adaptacji jest wybieranie nasion z szyszek drzew iglastych, a zwłaszcza świerków. Grubym, dużym dziobem o sierpowatym profilu rozchyla zdrewniałe łuski szyszek i mięsistym językiem wybiera nasiona.

Samce ceglastoczerwone, samice rozpoznaje się po szarozielonej lub żółtawej szacie. U obu płci ciemnoszare lub brązowawe skrzydła
i ogon. Młode brązowe, kreskowane na spodniej części ciała, na skrzydłach słabo widoczna jasna pręga. Podobne są do samicy.
Samce w pierwszym i drugim roku życia mają w większości żółte upierzenie, a pomarańczowe lub czerwone gdy stają się starsze. Czasem jednak niektóre mogą już po pierwszym pierzeniu przybrać czerwone barwy.


dsc_9214krzyzodz.jpg    dsc_9161krzyzodz.jpg

Najpierw swoje krzyżodzioby usłyszałam. Potem - zobaczyłam. Było to niewielkie stadko - może 5-6 osobników. Kiedy zaczęłam je namierzać z dołu do góry, na szczytach świerków, swoim obiektywem, przerwały na chwilę wydłubywanie nasion z szyszek. Patrzyły. Trochę z zainteresowaniem, bardziej - z uwagą i czujnie. Przecież nie wiadomo, co to jest to na dole i czy nie jest groźne. Jeśli to wciąż to samo stadko (lub fragment stadka), które od dwóch tygodni krążyło po Warszawie, to nie raz już miały okazję widzieć ludzi z obiektywami wycelowanymi w górę ... 

Nie chciałam nadużywać ich cierpliwości ani tym bardziej, zaniepokoić czy spłoszyć tych pięknych ptaków. Miałam w ogóle szczęście w tym dniu, bo trochę słońce przyświecało. Od czasu do czasu, bo chmury też były. A potem, były już tylko chmury i otoczenie poszarzało.

No więc, mam swoje krzyżodzioby świerkowe. Pierwszy raz!

Wzbogaciła się moja lista gatunków o nowy gatunek. W 2017 r. zaobserwowałam w Polsce 150 gatunków ptaków, w tym - w Warszawie 115!

KARMNIK BALKONOWY DLA PTASZKÓW - OTWARTY!

28 października 2017

dsc_7728karmnik.jpg

Od wczoraj w wiszącym u mnie karmniku jest karma dla drobnych ptaszków, a nawet gołąb, sroka czy kawka coś skubną, kiedy ziarno spadnie na podłogę lub pod balkon na ziemię.

dsc_1960kwiczol.jpg

Dzisiaj towarzystwo stawiło się w pełnym składzie na śniadanie. Zatem: ponad 20 wróbli, 2 mazurki (na razie tylko dwa, będzie ich więcej), 8 bogatek, 4 modraszki, dwie sierpówki (trzecia trzymała się na uboczu; nie miała odwagi?), gołębie zmieniały się, więc nie wiem dokładnie, ale pewnie łącznie 6 skorzystało ze spadającej karmy, kawka, dwie sroki. Kwiczoły, szpaki przybyłe licznie na jarząb nie konkurowały z balkonowymi, zainteresowane wyłącznie czerwonymi owocami. Dwie wrony i jeden gawron dokonały przelotu patrolowego, bez zatrzymywania się. Na niebie krążyły śmieszki. Na szczęście one jeszcze nie odważają się zaglądać na blokowe balkony. Kręcą się w pobliżu śmietników.

Na końcu wymieniam gościa niezwykłego - razem z kwiczołami na jarząbie pojawił się JER (Fringilla montifringilla)! 

dsc_4840jesr.jpg

Tak mnie to zachwyciło, że zrobiłam zaledwie dwa dobre zdjęcia, pozostałe wyszły mi poruszone. Tak, ja też byłam poruszona. Jer to dla mnie ptak zimy, a ten - już! Gdyby nie deszcz padający prawie cały dzień i zapowiedzi szalonych wiatrów, pewnie bym wyszła z aparatem poszukać na osiedlu innych stad kwiczołów, wśród których powinno być więcej jerów ... To może i jemiołuszki wcześniej przylecą?

Na razie, leje i wieje. I zimno jest. Czyli - jutro dokarmianie od rana (o godzinkę później, drogie ptaszki!) - kontynuacja.

Będzie w niedzielę na śniadaniu ptaszków wiele ...

BUDKA LĘGOWA BOGATEK. Jak wyglądało gniazdko?

22 października 2017

Wiosną tego roku, w nowo powieszonej budce lęgowej dla sikor, bogatka miała lęg. Prawdopodobnie, co najmniej dwoje piskląt szczęśliwie odchowała i wyleciały ... Pisałam o tym kilka miesięcy temu. Dzisiaj otworzyłam budkę lęgową, żeby sprawdzić, jak jest w środku i ewentualnie ją wyczyścić. Pamiętajmy, że nie należy kręcić się przy siedliskach ptaków (budkach lęgowych, gniazdach w stropodachu czy innych miejscach potencjalnych lęgów ptaków) w okresie lęgowym, tj. pomiędzy 1 marca a 15 października.

 dsc_7443budka3.jpgZatem, dzisiaj już mogłam zajrzeć do budki. Po zdjęciu drzwiczek z otworem wlotowym, zastałam w niej przepiękne gniazdo o wysokości 7 cm i szerokości 12 cm.

dsc_7448gniazdko4.jpg

Zrobione z gałązek, mchu, sierści, trawek, piórek i innych rzeczy. Kunsztownie wszystko przeplecione, dokładnie dociśnięte do ścianek budki. Idealny prostopadłościan. W górnej części widoczne było stosowne wgłębienie dla wysiadującej samiczki i piskląt po wykluciu. Teraz, znalazłam tu resztki - odchody piskląt w woreczkach.

dsc_7450kupki.jpg

Rodzice nie zdążyli zabrać ich w odpowiednim momencie i zostały. Natomiast, nie było żadnych śladów po skorupkach. Albo zjedzone (?), albo wyniesione poza gniazdko. Naprawdę dzielne są te ptaszki. I jakie czyściochy. Dbają o higienę, bo przecież malusieńkie pisklaczki są narażone na różne choroby, więc trzeba dbać o gniazdko. I rodzice to robią. Obie bogatki (samiec i samiczka) są w to zaangażowane i dzielą się obowiązkami.

Budkę wyczyściłam (odkurzyłam, bo poza tym była czysta), gniazdo obfotografowałam i ... No tak. Co z nim zrobić? Takie ładne. Włożyć z powrotem? Zniszczyć? Nie mam doświadczenia. Napisałam więc e-mil do dostawcy budek, firmy Ussuri oraz do znajomego ornitologa, Pana Mariusz Grzeniewski.
Pan Mariusz sugerował usunięcie gniazdka i pozostawienie budki pustej. Ponieważ wciąż się wahałam, przekonał mnie następującym uzasadnieniem:

"Śmiało można wyrzucić. Jak ptakom będzie zimno to sobie naniosą (to komentarz do mojego pytania co z ptakami, które zimą mogą chcieć korzystać z budki, jako schronienia; czy nie będzie im zimno?).
Pod koniec lutego trzeba zajrzeć i oczyścić. Potem już nie zaglądać bo można wypłoszyć ptaki szykujące się do lęgów.
Sikory i tak nie skorzystałyby z tego gniazda wiosną. Zbudowałyby na nim całkiem nowe, od samego początku. Wtedy byłoby zagrożenie, że wysiadujący ptak i potem pisklęta byłby blisko otworu wlotowego "wysoko", co mogłoby zwabić np. sroki i lęg mógłby być stracony. Stąd konieczność czyszczenia. W naturalnej dziupli zachodzą procesy gnilne i takie gniazdo pozostawione na zimę, wiosną jest już rozłożone, więc ptaki znów budują gniazdo wystarczająco głęboko. W budce tych procesów po prostu nie ma, dlatego musimy to czyścić.".

Dziękuję Panie Mariuszu! Jestem przekonana :) Budka wietrzyła się przez 3/4 dnia. Teraz, ma założone drzwiczki, a w środku jest pusto.
Ptaszki, zimowe mieszkanko - czeka!  :)


KEJA


Lubię sokoły wędrowne. Podglądam ich życie poprzez kamery zainstalowane w gniazdach tych wpsaniałych ptaków. Co roku  można obserwować, jak lęgną się sokoły w gniazdach usytuowanych na kominach elektrowni, elektrociepłowni i zakładów m.in. w Gdańsku, Gdyni, Warszawie, Głogowie ...  Młode sokoły są obrączkowane, mniej więcej po ok. 2 tygodniach od wylęgu. A potem, ogłaszany jest konkurs na imiona dla samic i samców. W tym roku wzięłam, jak zawsze udział w takich konkursach.

I oto, okazało się, że zgłoszone przez mnie imię dla sokolicy z gniazda w Gdańsku, wygrało konkurs. Stałam się "matką chrzestną" sokolicy, która nosi piękne imię KEJA! 

W nagrodę otrzymałam ze Stowarzyszenia na Rzecz Dzikich Zwierząt "Sokół" pakiet z drobnymi upominkami (notes, broszury i płytka CD o sokołach, nalepka, przypinka, pocztówki, długopis) oraz z koszulką z nadrukiem sokoła i CERTYFIKATEM! 

img_3850certyf1.jpg

Kiedy taką informację podałam na Facebooku, ponad 100 osób złożyło mi gratulacje!

Ja jestem dumna i szczęśliwa :)

Jerzyki (Apus apus) na Ursynowie

20.08.2017

dsc_4720jerzyk.jpg 

Jerzyki przyleciały w końcu kwietnia, w maju były już wyraźnie widoczne ... Krzyczały i piszczały po swojemu od rana do wieczora.

dsc_0561jerzyki.jpg Zaglądały do budek lęgowych, których mnóstwo zawieszono po remontach, na wysokich i niższych budynkach. Wlatywały, wylatywały, wpychały się czasami po dwa, aż trudno było stwierdzić czy one są lęgowe, czy tylko tak sobie  trenują ...

W maju wloty wieczorem do budek stały się bardziej logiczne i wyraziste. Najbardziej jednak roiło się na niebie od jerzyków w czerwcu. W gniazdach były już maluchy. Rodzice intensywnie je karmili.

  dsc_0466jerzyki.jpg     dsc_0508jerzyki.jpg

Jerzyk, po wykluciu, przebywa w budce/gnieździe ok. 2 miesięcy. Kiedy osiągnie odpowiedni ciężar i ilość tłuszczyku, pióra mu wyrosną i wydłużą się proporcjonalnie do wzrostu i budowy osobnika, jerzyki wylatują z budek i towarzyszą rodzicom. Nie można ich na niebie odróżnić od dorosłych. Ale one muszą się nauczyć polowania, latania, ewolucji w czasie lotu.  

dsc_5757jerzyki.jpg

Nabierają tężyzny, ćwiczą mięśnie i technikę lotu, a przede wszystkim - jedzą, jedzą, jedzą. Pochłaniają dziesiątki kilogramów insektów, napychają sobie nimi brzuszki. Przygotowują się do dalekiej podróży na południe, do Afryki.

Na początku sierpnia, pewnego słonecznego dnia nagle usłyszałam ... ciszę! Tak, dostrzec, że już jest cicho też trzeba umieć. Zadżwięczało na Facebookowych łączach - jerzyki odleciały! Stało się to nagle i jak nam się wszystkim wydaje, dość wcześnie. One oczywiście nie odleciały tak od razu w Polski. Po prostu, opuściły miasta i osiedla - czyli swoje siedliska, gdzie miały lęgi. Można je było spotkać żerujące nad rzekami, stawami i jeziorami.  

dsc_5664jerzyk.jpg

Dzisiaj (20.08.2017), po intensywnym opadzie deszczu w nocy i w dzień, pojawiło się na niebie 7 jerzyków. Towarzyszyły niewielkiemu stadku oknówek. Pewnie wiatr przywiał owady i przemieszczające się przez Polskę  jerzyki, urządziły sobie polowanie akurat nad Usynowem. Znowu było słychać ich radosne głosy :) Ale to trwało może 5 do 7 minut. 

I nastała cisza ...

Żegnajcie śliczne, pożyteczne jerzyki!
Szczęśliwego lotu na zimowiska!
Do zobaczenia za rok!

BUDKA LĘGOWA BOGATEK NA ŚCIANIE BUDYNKU

19 maja (piątek)

Kiedy rano wyszłam na balkon, dotarło do mnie, że nie słychać żadnego popiskiwania. Nie było też rodziców - bogatek karmiących swoje maleństwa.

Zatem - stało się! ZAKOŃCZYŁ SIĘ LĘG - BOGATKI OPUŚCIŁY BUDKĘ LĘGOWĄ  i poleciały z rodzicami w świat. Nawet nie wiem ile ich było ...

Ale czy to ważne, co ja widziałam lub czego nie widziałam? Nie. Najważniejsze, że rodzina bogatek znalazła dla siebie mieszkanko, żeby złożyć jajeczka, wysiedzieć je, a potem wykarmić swoje potomstwo.

DUŻO SZCZĘŚCIA W WASZYM BOGATKOWYM ŻYCIU! Niech będzie zdrowo i ... bogato! :)

18 maja (czwartek)

W otworze budki lęgowej pojawił się dziobek, potem oczko ... Rodzice karmili intensywniej niż dotychczas.  Już wiem, że za dzień-dwa bogatki opuszczą bezpieczne schronienie i rozpocznie się ich nowy etap życia w dzikim świecie. W świecie ciekawym, nieznanym, ale też pełnym niebezpieczeństw.

dsc_0249piskl.jpg   dsc_0258piskl.jpg

Bogatka w okienku domaga się karmienia. Rozwija się, bardzo chce jeść, chce być zdrowa, silna i jak najszybciej samodzielna :) 

dsc_0248piskl.jpg

Jednak na razie, to rodzice o wszystkim decydują a na dodatek, muszą dbać o gniazdko więc cierpliwie wynoszą kupki i czyszczą wnętrze.  dsc_0263kupka.jpg

12 maja (piątek)

Dziś po wielu dniach z deszczem, nawet mrozem w nocy i opadami śniegu w dzień, wreszcie zrobiło się ciepło. Na niebie słońce, a po błękicie z krzykiem, latają jerzyki. Całe ptasie towarzystwo w okolicy mojego balkonu ćwierka, skrzeczy, piszczy, śpiewa i lata w zalotach oraz kłótniach.

Minęło prawie 10 dni. Moje bogatki mają już w budce bardzo hałaśliwe pociechy, które odzywają się cały czas i wciąż domagają się karmienia. Rodzice latają, na zmianę, co 2 minuty i przynoszą świeże liszki, pająki i inne owady.  

dsc_9084bogatka.jpg  dsc_9857przybudce.jpg

A w czasie wylotu, wynoszą odchody swoich pociech, zamknięte w naturalnych woreczkach.
Ale ta natura jest zmyślna!
W gniazdku ma być czysto, bo i tak jest tam mnóstwo różnych bakterii, jakie ptaszki małe i duże noszą w swoich piórkach, na skórze i mają wewnątrz organizmu.   

dsc_9842bogatka.jpg dsc_8985bogatka.jpg

Samczyka nazwałam sobie "Czarny", bo ma szeroki, długi i bardzo czarny krawacik,  a samiczkę "Kropka" - ma charakterystyczną kropeczkę w okolicy dziobka, na prawym policzku.   To ona najczęściej jest widziana z woreczkiem odchodów w dziobku. Dzielna mama!

dsc_0119kupka.jpg  

Kropeczka wysuwa się z budki. Schudła, więc teraz jej łatwiej. Bo była grubsza  i bardziej napuszona w czasie wysiadywania jajeczek. Poprzednio z trudem przeciskała się przez otwór w budce lęgowej. A tu wszystko jest na tempo. Czas, czas się liczy. 


                                dsc_8699bogatka.jpg

dsc_9076bogatka.jpg

 

 

 

 

 

 

 

 

 

    Bogatki latają dość daleko po owady dla swoich dzieci.  Być może nie chcą się kręcić za blisko gniazda, żeby nie ściągnąć sobie na głowę drapieżnych srok i wron. Niestety, te są w pobliżu i jeszcze nie wiadomo jak się zachowają, kiedy maluszki zaczną wylatywać z budki. Na razie są bezpieczne. 

 


Kropeczka. Na gałązce i w zgrabnym wylocie z budki.

dsc_9091samiczka.jpg dsc_0109kropka.jpg

Teraz czekam na wylot maluszków. Może jeszcze uda się je sfotografować, kiedy będą karmione przez rodziców na gałązkach drzew i krzewów.

 3 maja 2017 (środa)

W zimie wróble, mazurki, modraszki i bogatki korzystały z karmników, pełnych łuskanego słonecznika i profesjonalnej mieszanki ziaren, które kupowałam w internecie. Ptaki były zadowolone, dobrze się odżywiały a ja miałam nadzieję, że wszystkie założą rodziny i będzie jeszcze więcej ptaków w mojej dzielnicy na Ursynowie (Warszawa).

Wiem, że wróble najchętniej gniazdują z nami w budynkach. W sobie tylko wiadome miejsca wsuwają się i wlatują przez szpary w tynku, dylatacje, drożne otwory  do stropodachów, wykruszenia betonu lub cegieł pod parapetami lub dachem. Natomiast bogatki łatwo zajmują budki lęgowe.

Ponieważ mam spory fragment wolnej ściany przy oknie balkonowym, pomyślałam, że mogłabym tam zawiesić budkę lęgową. Zamówiłam odpowiedni, specjalny typ budki dla bogatek w firmie Ussuri. Za dwa dni, a to był piątek, 31.03. br., budka już była w moich rękach, dostarczona kurierem. 

dsc_9414-budka.jpg

2 kwietnia 2017 r.  mąż zawiesił budkę na ścianie. Z pewnością cała ptasia społeczność śledziła jego ruchy, skryta w krzewach i na gałązkach okolicznych drzew. No, musiało tak być … Bo ledwo budka zawisła na ścianie, przyleciała bogatka. Jak to bogatka – zawisła pazurkami na brzegu otworu i rozejrzała się na boki. Po chwili zajrzała do wnętrza, potem wsunęła łepek do otworu, pół ciała i … zniknęła w środku.    Za moment – wyleciała.

dsc_6523bogatka.jpg

Po 10 minutach od zawieszenia budki lęgowej, bogatki zaczęły na zmianę przynosić materiał gniazdowy!  Mech, trawę suchą, jakieś listki, patyczki i cienkie lub grubsze gałązki. Niesamowity był to widok. I sytuacja, którą aż trudno mi było uzasadnić. Bo przecież budek lęgowych na drzewach i budynkach w mojej okolicy jest wiele.  A jednak ta okazała się tak atrakcyjna.                                                               

dsc_2373bogatka.jpg

dsc_2377bogatk.jpg

Do 4 kwietnia rano obserwowałam krzątaninę bogatek. Nie rezygnowały. To nie był słomiany ogień. Z pełną determinacją szykowały się do lęgu. Tego dnia musieliśmy wyjechać
i wróciliśmy 6 kwietnia.

 

 

7 kwietnia nie mogłam spać i wcześnie wstałam.  Wyjrzałam ostrożnie  na balkon. Podeszłam do budki. Potem postałam w oknie … Nic! Nic się nie działo, żadnego ruchu …
Pomyślałam, że jednak bogatki zrezygnowały lub ta budka była dla nich jedynie poligonem doświadczalnym. Wiadomo, czasami trzeba poćwiczyć, żeby dobrze wyposażyć gniazdko i ulokować je we właściwym miejscu.
Wydawało mi się, że to jest najlepsze miejsce na bezpieczne gniazdowanie. U mnie był matowy daszek nad całym balkonem. Balkon typu tarasowego, otwarty, wygodny dla ptaków dolatujących i odlatujących. Przy budce, pnącza winorośli, więc doskonałe miejsce przystankowe  przed wlotem do otworu.  Sikory tak lubią  - zaczepić się na bocznej gałązce, rozejrzeć czujnie na boki i dopiero potem wlecieć do budki. 
Zwłaszcza w okresie karmienia, kiedy trzeba zwracać uwagę na potencjalnych
wrogów.  

dsc_5558-spiewa.jpg

Obserwowałam i powoli traciłam nadzieję …
Zastanawiające było jedynie to, że co jakiś czas, ze strony coraz bardziej ulistnionego jarząbu, dobiegał głośny, intensywny głos kontaktowy i śpiew samca bogatki. Czasami samiec zmieniał miejsce śpiewania. Czasami znikał na kilka godzin. Ale rano i wieczorem – był! Śpiewał, nawoływał .... Tak jakby chciał swoją samiczkę wywołać, zachęcić do spotkania z nim w celach – wiadomo jakich -  trzeba przecież zalężać jajeczka (dla niewtajemniczonych – kopulować).

dsc_6524samiczka.jpg

Drugiego dnia moich upartych obserwacji, doczekałam się rezultatu. Z budki wyleciała samiczka i skierował się w gąszcz liści, skąd dobiegało nawoływanie samca.  

dsc_5615samiec.jpg                                      dsc_4825pije.jpg

Zaobserwowałam też moment powrotu do budki. Ale to jeszcze nie oznaczało, że samiczka wysiaduje jajka.

dsc_9510budka.jpg  

Nie pasowały mi daty. Budowa gniazdka i jego wyposażanie musiały trwać 4-5 dni. Od 2 do być może 6-8 kwietnia. Bogatka znosi 6-12 jajeczek. Jeśli codziennie znosiłaby jedno, to wysiadywanie mogłoby się zacząć najwcześniej ok. 12-14 kwietnia. Trwa takie wysiadywanie mniej niż dwa tygodnie. Czyli, pierwsze pisklęta mogłyby się wykluć ok. 28-30 kwietnia. Tak to sobie wymyśliłam, wzbogacona wiedzą z naukowych książek …

W międzyczasie, samiczka wlatywała i wylatywała kilka razy dziennie, a samiec śpiewał i nawoływał w ciągu dnia wiele razy. Czasami pojawiał się w pobliżu budki.  Widziałam, że ma w dziobku muchę.
Raz nawet zajrzał do środka. dsc_4878bogat.jpg
To znaczy, ja raz to zauważyłam. A przecież nie mogłam tkwić przy szybie drzwi balkonowych od rana do wieczora. Więc takie sytuacje mogły się zdarzać częściej.
I powinny, bo kiedy samiczka wysiaduje, samiec dostarcza jej pożywienia …

Oczywiście, wychodziłam i wychodzę na balkon.  Żeby posprzątać, posadzić bratki w doniczkach i skrzyneczkach,  nalać ptakom wody, a także – ze względu na zimne (były mrozy w kwietniu!)  i deszczowe dni – utrzymywanie poziomu słonecznika w walcu-karmniku,  wiszącym nad podłogą balkonu. Korzystały z niego wróble, mazurki, sikory, a nawet sroka i gołębie. Moje lęgowe bogatki – również.

dsc_6513samiec.jpg

Aż nadszedł poranek 28 kwietnia (piątek).
Nagle zobaczyłam samca na krawędzi drewnianej obudowy balkonu z potężną liszką w dziobie.
Ojej! Karmienie! Zaczęło się! Moje wyliczenia były zatem prawidłowe. Kiedy samiec odleciał, podeszłam na palcach do ściany i wytężyłam słuch. Nie usłyszałam żadnego dźwięku. Natomiast z budki wyleciała samiczka. Zafurkotała mi nad głową …

Wycofałam się natychmiast. I byłam bardzo ostrożna przez pierwsze dni. Żeby tylko nie wystraszyć i nie zestresować zalatanych rodziców. Nie wiadomo, czy to ich pierwszy wspólny lęg, czy mieli już potomstwo kiedykolwiek?  Z tym lub innym partnerem?
W każdym razie, teraz zaczął się dla bogatek czas wytężonego latania, zdobywania zdrowego pożywienia, odpowiedzialności – wytężonej uwagi i ostrożności. Przynajmniej z mojej strony nie powinno być dla nich żadnego zagrożenia.

 Kilka zdjęć zrobić jednak musiałam i bardzo chciałam. Okazało się, że samiczka całkowicie toleruje moją obecność na balkonie, nawet z aparatem. Samczyk był bardziej strachliwy. Zawsze zatrzymywał się na patyczku zatkniętym w wiszący karmnik (pusty)  lub na jakimkolwiek innym wystającym elemencie w pobliżu budki lęgowej. Czekał aż ja wycofam się do pokoju. Wtedy wlatywał do budki. Ciekawe, że nie raz oboje rodziców przebywało w środku.
Zastanawiałam się ile mają piskląt?

dsc_5612bogatka.jpg            dsc_5520-slonecznik.jpg

Minęło 5 dni. Samiec przestał się mnie obawiać, samiczka stała się jeszcze odważniejsza. Nawet wtedy kiedy ja jestem na balkonie (dzieli nas jakieś 3 m), samiczka sięga po słonecznik z walca i przysiada na jakimkolwiek patyku przy ściance balkonu. Rozdrabnia nasionko i czasami sama zjada, a czasami leci z okruszkami do budki. Od dwóch dni słychać kwilenie maluszków. Jest coraz wyraźniejsze.  Pisklęta muszą być w budce karmione jeszcze co najmniej 10 dni, a nawet tydzień dłużej (przebywają w gnieździe 15-22 dni).  

dsc_6549samiec.jpg

I kiedy maluszki/podloty wylecą – nadejdą te trudne dni. Bo niebezpieczeństw czyha na nie wiele. Od srok, wron, po koty, ale też choroby, niedożywienie, zimno i deszcze. Mam nadzieję, że dobrze są teraz karmione, bo widać jak wiele białka dostają. Białka przeplatanego ziarnem słonecznika bogatym w tłuszcze i witaminy.  

14.03.2017 (poniedziałek)

dsc_0064czyz.jpgCzyże są nadal. Wydaje mi się, że przybywa ich z każdym dniem. Dzisiaj było ok. 25!
Żerują. Oczywiście, bo ja co kilka godzin dosypuję mieszanki dla dzikich ptaków i słonecznika do walca na moim balkonie.

Żerują, śpiewają, kłócą się i gonią, podrywają samiczki i konkurują z rywalami, latają między moim balkonem a jarząbem. Przesiadują na jarząbie od rana do zmierzchu. Już się nauczyły, co to - sroka i czy może być groźna. Może. Tej lepiej unikać i kryć się przed jej dziobem i szponami.

Wiedzą, że pod balkonem czatuje czarny kot ... O, to jest naprawdę niebezpieczne. Jakiegoś ptaszka musiał złapać, bo piórka leżą na ziemi.

Przyzwyczaiły się do mnie. Rozumieją, że kiedy pojawiam się na balkonie to znaczy tylko tyle, że będzie nowa dostawa. Jeśli macham czymś zza szyby, to znaczy, że gołąb jest tu persona non grata, ale nie one. Czyże są mile widziane i korzystają z tego w pełni!

dsc_0067czyz.jpg

9 stycznia 2017

Początek stycznia 2017 r. zapamiętam ze względu na śnieg i siarczyste mrozy, nalot kwiczołów i jemiołuszek na jarząby a także z powodu … szpaka.

5 stycznia (czwartek) był mroźnym dniem (ok. -7 stopni), ale prawdziwie ostre mrozy miały dopiero nadejść …  W każdym razie, było bardzo słonecznie i zimno. Zdecydowałam się wyjść z aparatem, kiedy usłyszałam skwierczenie jemiołuszek. Nie było ich nigdzie widać. Natomiast były kwiczoły. Wszędzie! Latały jak szalone, z otwartymi dziobami i krzykiem (kwiczeniem), i z dziobami zapchanymi czerwonymi owocami jarząbu, gubiąc je po drodze.
Na jarząbie, w stadku żerujących kwiczołów i jemiołuszek,  dostrzegłam dwa przycupnięte szpaki. Były trochę spłoszone, niepewne ... i szybko odleciały.  Nie zdziwił mnie ich widok, bo niektóre szpaki co roku zostają na zimę –5-9 osobników. Chętnie korzystają z moich karmników na balkonie, odwiedzają też innych dobrych ludzi, którzy nie żałują im nasion i jabłek.

Kiedy wróciłam do domu, dowiedziałam się, że na jarząbie naprzeciwko naszego balkonu kilkanaście minut temu, żerowało  stado ok. 50 szpaków. No, tak. Wszystkiego mieć nie można. Tam kwiczoły i jemiołuszki, tu – szpaki. Ha, trudno! 

dsc_3988szpak.jpg
Wyjrzałam na balkon. Na udekorowanej świątecznie balkonowej barierce przycupnął szpak. Taki był skulony, niemrawy, pewnie przemarznięty … chyba nie w formie. Karmy wszelakiej dla ptaków jest tu bez liku, dla każdego coś miłego. Zobaczyłam, że szpak skorzystał, więc zostawiłam go samemu sobie. O zmierzchu – odleciał.

dsc_4164szpak.jpg Następnego dnia (6 stycznia) pojawił się znowu. Ucieszyłam się, że mądrze wybrał miejsce dokarmiania, bo tu mu na pewno niczego nie zabraknie. Dziwne jedynie, że nie odleciał ze stadem. Może był za słaby? Wciąż nie wyglądał dobrze. Często przysiadał, kiwał się na boki, podsypiał i nie okazywał strachu, kiedy zbliżałam się do szyby. A nawet, kiedy otwierałam balkon, żeby podrzucić ziarna, odchodził w drugą część po balustradzie i nie odlatywał, jak to czyni większość moich gości (za wyjątkiem gołębi).
Na końcówkę drabinki ogrodowej nadziałam połówkę jabłka. Jest dostępna z poziomu balustrady.  Poza tym, ptaki dostały rano świeżą karmę do karmników i do wszelkich możliwych naczyń i podstawek, oraz bułkę w kawałkach, zatkniętą w kilku miejscach. Bułkę lubią wróble, mazurki i sikory.

Szpak żarłocznie najadał się jabłkiem, a następnie na podkurczonych nóżkach, przetaczał się do miejsca, gdzie zatknięta była bułeczka. Dziobał ją przez kilka minut. Okazało się, że i szpaczek jest amatorem pieczywa i lubi jeść mokre i suche na zmianę. Poza jabłkiem i bułką, wyjadał z naczynek karmę dla dzikich ptaków (słonecznik i wiele innych ziaren i nasion).

Nie rozpychał się, nikogo nie dziobał, nie był agresywny. dsc_3993szpak2.jpg 

Maluchy po prostu ustępowały mu miejsca, respektując jego masę. Szpak nie przejmował się gołębiami, które też kilka razy przylatywały na balkon, nie bał się ich. Jedynie sroka wzbudzała powszechny strach i wszystkie ptaki, widząc ją, rozlatywały się na boki, kryjąc w krzakach.  Szpak ociężale, również odlatywał z balkonu i bardzo szybko wracał na swoją pozycję przy jabłku. W ciągu tego dnia, szpaczek pochłonął dwie połówki jabłka. Właściwie – sam, bo skubnięć modraszki liczyć raczej nie można …

7 stycznia szpaczek pojawił się znowu. Acha! To już jest rezydent. Bardzo się cieszę! Siedział  na swoim „starym” miejscu i cierpliwie czekał aż przyniosę jego połówkę jabłka. Resztka, jaka pozostała po uczcie z poprzedniego dnia, była zamarznięta na kość.

Kiedy wyszłam powoli na balkon, odleciał na drzewo. dsc_4196szpak.jpg   Ledwo nacisnęłam dorodną połówkę jabłka na bolec, szpaczek wrócił. Na dworze było niemiłosiernie zimno! -15 stopni, po nocy z temperaturą co najmniej -19! Patrzyłam z niepokojem na ptaki. Ale – stawiły się na śniadanie wszystkie, lub nawet więcej. Rytuał jedzenia, chodzenia po barierce, spadania na podłogę balkonu, wzlatywania do pokarmu w podstawkach na kwiatki, skubania jabłka lub po prostu – obserwacji, był taki sam, jak poprzedniego dnia. Jednak szpaczek wydał mi się bardziej dziarski, w lepszej formie.

 8 stycznia (niedziela) szpaczek był ożywiony, lotny i wszędobylski. Jadł wszystko i wciąż zagryzał jabłkiem! Już po pierwszym dniu, kiedy zobaczyliśmy z jakim apetytem dziobie wnętrze połówki owocu, nadaliśmy szpakowi imię: Jabłczany Król :) 

 

dsc_4035szpak.jpg

dsc_4321toaleta.jpg 

 

Ogromnie się ucieszyłam, kiedy w pewnej chwili zastałam szpaczka czyszczącego piórka. Wraca do dobrej formy, to już było wyraźnie widoczne. Ma siłę i chęć, żeby zadbać o siebie. Czyste, dobrze natłuszczone, błyszczące pióra są u ptaka niezwykle ważne. Warunkują sprawność lotu, zapewniają ciepło, świadczą o zdrowiu. 
Nasz szpaczek – dożywiany na naszym balkonie – odzyskał siły i wigor. Wróciły znajome, instynktowne zachowania ptaka – obawa przed człowiekiem (nawet takim karmicielem, jak ja) i różne inne lęki, ostrożność, uważność, rozglądanie się na boki, a nawet lekkie zachowania agresywne wobec innych ptaków. 
Tego dnia wystarczyło jedno jabłko. Szpak więcej jadł innych rodzajów karmy, mniej jabłka.  Więcej się ruszał, częściej przelatywał na drzewo i w krzaki – znikał z balkonu na jakiś czas, potem – wracał.
I, co tu owijać w bawełnę, niemiłosiernie kupkał na wszystko. No trudno. Na razie to wszystko zamarza, ale jak się zrobi cieplej, posprzątam i po kłopocie …

dsc_4225szpak.jpg 9 stycznia – Jabłczany Król jest już szpakiem o pięknym, błyszczącym upierzeniu. Żywym bystrzakiem, wspaniale latającym, wyszukującym pokarmu wszędzie i bez lęku. Zrobiło się na tyle ciepło, że mogłam na pół dnia, w nasłonecznionym miejscu, wystawić dla ptaków naczynie z wodą. Pierwsze skorzystały z tego gołębie. W swoim stylu, zanurzając w wodzie pół głowy i ciągnąc wodę jak smoki, wytrąbiły bardzo szybko prawie wszystko. Nalałam wody znowu.

Kiedy w pewnym momencie spojrzałam na balkon, oniemiałam! Szpaczek siedział w naczynku cały zanurzony w wodzie, machał skrzydełkami, wyskakiwał, wskakiwał znowu, zanurzał raz głowę, raz ogonek, przekręcał się w kąpieli – był w swoim żywiole! Przy temperaturze ok. -6 stopni.

dsc_4275szpak.jpgPrawdziwy mors! Wyskoczył z wody, otrząsnął się, poleciał na kilka minut na drzewo. A kiedy wrócił, spokojnie przystąpił do pałaszowania jabłka.  Oczywiście, wylałam tę wodę. Wstawiłam nową i dodałam drugie naczynko, bo może wszystkie ptaki zaczną się kąpać? Ale więcej morsów nie było …

dsc_4291szpak.jpgSzpaczku – jesteś wspaniały! A ja – ogromnie się cieszę, że pomogłam ci wrócić do formy, wzmocnić się i nabrać ptasiego wigoru. Teraz już nie jest takie ważne, czy szpak zostanie u nas, czy może poleci dalej … Ważne, że jest zdrowy, silny i zna swoje możliwości.

Wiwat, Jabłczany Król!!!

dsc_4048szpak.jpg

 

5 stycznia 2017

W pierwszych dniach stycznia do Polski zawitała zima. Prawdziwa zima! Ze śniegiem, mrozem do -18 stopni ( w Warszawie), silnymi wiatrami. Na Wybrzeżu wiatr wiał bardzo silnie z północy i wepchnął wody Bałtyku do rzek! Powstały tzw. cofki - zalane zostały przybrzeżne strefy a w nich - domy, pola, bulwary, nabrzeża. Spore zniszczenia!

Ludzie pochowali się w domach, niechętnie wychodzili na zewnątrz. 5 stycznia odważyłam się wyjść na teren osiedla, bo usłyszałam dzwonienie jemiołuszek, a na niebie zobaczyłam spore stado kwiczołów.  To był nalot! Całkiem zrozumiały ... Na Stokłosach na wielu jarząbach nadal pełno było owoców. Niektóre drzewka wprost uginały się pod ciężarem czerwonych, dojrzałych i wciąż jeszcze nie zamarzniętych kuleczek. Ptaki gromadnie zabrały się za jedzenie.    Płoszone przez przechodzących ludzi, odlatywały, żeby zaraz powrócić i kontynuować owocobranie. Fantastyczny widok!

Ale byłam bardzo ostrożna i starałam się im nie przeszkadzać i nie straszyć. Więcej czasu zajęła mi obserwacja tych pięknych ptaków, niż fotografowanie. :)

Następnego dnia jarząb był całkowicie obrany z kuleczek. Ptaki poleciały gdzieś dalej ...


dsc_3626kwiczol.jpg

dsc_3808jemiolu.jpg

dsc_3765kwiczol.jpgdsc_3733kwiczoly.jpg

30 grudnia 2016

W takim dniu wybrałam się do Łazienek Królewskich. Impulsem do tego był wpis i zdjęcie kolegi fotografa na Facebooku. Zdjęcie puszczyków - samca i samicy puszczyków przytulonych do siebie w jednej dziupli! Piękne, wzruszające! Wiem, gdzie w Łazienkach jest ta dziupla. Nie raz obserwowałam tam samca, drzemiącego w słońcu ... Nigdy nie widziałam tej pary puszczyków razem. Korzystając z pięknego, słonecznego dnia, popędziłam do Łazienek "na puszczyki". 

Zanim tam jednak dojechałam, najpierw tu, na Ursynowie pogoniłam za jemiołuszkami. Było ich tylko 9! Z całego, ostatnio spotkanego stada 120-150 osobników, dzisiaj tylko 9! Dobre i to.

 dsc_2770jemiol.jpg     dsc_2771jemiol.jpg     dsc_2733jemiol.jpg

Na górze, na krzewie jemiołuszki, na dole na trawie - kwiczoły. Trochę to dziwne, ale może były nieco speszone obecnością dużych i głośnych kuzynek z Syberii (lub z Europy Północnej) ... W każdym razie, kwiczoły na ziemi, w trawie znajdowały całkiem duże grona owoców jarząbu. Wyglądały na bardzo zadowolone :) 

dsc_2753kwiczoly.jpg           dsc_2746kwiczoly.jpg

A na niebie odbywał się balet krążących i pikujących mew. Zauważyłam mewy srebrzyste i zaraz to utrwaliłam ...  Mewy w locie i ich krzyki bardzo lubię, bo zawsze kojarzą mi się z wolnością i morzem, przestrzenią i kolorami. Mewy na Ursynowie , a zwłaszcza obecność wielu mew siwych, to dla mnie dziwne i niewyjaśnione zjawisko. Oczywiście, znajdują tu śmieciowe pożywienie. Ale, czy im to może wystarczać? Czy to jest jedyny powód, że w zimie siedzą w osiedlach mieszkaniowych a nie np. nad Wisłą lub jeziorami? 

   dsc_2717srebrzy.jpg            dsc_2716srebrzy.jpg           dsc_2728srebrzysta.jpg

W Łazienkach, szybko znalazłam właściwe drzewo. Puszczyk siedział w dziupli z zamkniętymi oczami. Drzemał. Słońce świeciło jeszcze nadal z boku. Natomiast, powyżej, nad górnym wlotem do dziupli, siedziała - też śpiąca - samiczka puszczyka. Ona jest pomarańczowa (tak przynajmniej wyglądają jej pióra w słońcu), a on - brązowo-beżowo-szarawy. Oboje są piękni! 

   dsc_2798puszczyspi.jpg       dsc_2804puszczyk.jpg

I wiem, że już od dwóch lat mają w Łazienkach lęgi - z dużym  sukcesem. Pierwszy raz miały czworo dzieci, w 2016 r. - pięcioro! Czy można się z tego cieszyć? Pewnie - trzeba, bo w końcu to są ptaki, a im więcej ptaków, tym lepiej. Jednak, to są drapieżniki. Polują na myszy, norniki ale też na drobne wróblaki. Już teraz widać w Łazienkach, jak mało jest sikor, kowalików i innych drobnych ptaków. Może przyczyną jest brak krzewów, które dyrekcja Łazienek wycina na potęgę, zbiera też ściółkę, grabi i kosi co tylko się da ... :( Ale obecność obok puszczyków, także wron, gawronów, kawek i srok, może przyczyniać się do zmniejszenia populacji sikor. Próbowałm na nie dzisiaj gwizdać i wyciągałam rękę z orzeszkami. Przyleciała tylko jedna bogatka i jedna modraszka. Inne - bały się. A w ogóle, było ich bardzo mało!

Za to przybiegła wiewiórka i śmiało wspięła się po moich spodniach i zaczęła węszyć w plecaku. Dostała orzeszek za swoją odwagę i spryt :) Na jednym z drzew wylądował dzięcioł duży.  Pokrzyczał, pobębnił i zaraz odleciał.  Ale na zdjęciu się znalazł ...

dsc_2893wiew.jpg                 dsc_2825duzy.jpg

Ale wróćmy do naszych puszczyków. Słońce przeszło już bliżej zachodu i zaczęło oświetlać spory fragment dziupli. Samiczka na górze zabrała się za toaletę i na chwilę ożywiła się. Nie na tyle jednak, żeby otworzyć oczy i pokazać swoją piękną, sowią twarz. Natomiast, udało się to z puszczykiem. Oczy ma wielkie i okrągłe, czarne i błyszczące. Puszczyki znoszą obecność fotografów, którzy stale się tu kręca i podglądają je, celując obiektywami w gniazdo. Jednak nie lubią zbytniego natręctwa. Więc, po krótkiej chwili, puszczyk odwrócił się i spokojnie opuścił w dół, do wnętrza dziupli. Widowisko skończone, dał do zrozumienia. Zatem, rozpoczęłam odwrót do domu.

               dsc_2803puszczyk.jpg                     dsc_3034puszczy.jpg

dsc_2807puszcz.jpg

Słońce świeciło, niebo było błękitne, ale dość ostry wiatr potęgował wrażenie mroźnego popołudnia. Szłam przez park, podziwiając błyszczące pióra gawronów. Są teraz w parach. I okazują sobie czułości. A nawet jeśli nie, to wciąż trzymają się blisko i często patrzą sobie w oczy. Piękne ptaszyska!  Oczy mają nieduże, okrągłe i bardzo błyszczące. A pióra połyskują fioletowo-granatowo-czernią. Ten mniejszy gawron, to - moim zdaniem - samiczka. Opiekun, samiec hardo patrzy w moją stronę, jakby chciał pokazać, że jest gotów bronić swojej damy ... Ja jednak nie miałam żadnych złych zamiarów. Wręcz przeciwnie, sypnęłam gawronom i wronom karmy dla dzikich ptaków. Rzuciły się do dziobania, popatrując nieufnie na mnie i mój aparat. 

dsc_2943gawrony.jpg   dsc_2946gawrony.jpg

Kawki są jeszcze bardziej nieufne i ostrożne. To zrozumiałe. Są przecież najmniejsze wśród naszych miejskich ptaków krukowatych. Ale zadziorne i sprytne - bardzo!

dsc_2993kawka.jpg

Na zamarzniętym stawie, za Pałacem na Wodzie, zebrały się mewy: śmieszki, mewy siwe i srebrzyste. Stworzyły takie białe, "kwiatowe" zgromadzenia. Z daleka wyglądało to niezwykle. Pierwszy raz zobaczyłam je w takiej formacji!

dsc_2881mewy.jpg

Nie spotkałam dzisiaj zbyt wielu gatunków ptaków, zresztą - byłam w Łazienkach tylko jakieś dwie i pół godziny. Jednak, ptaki, które mi pozowały, robiły to ładnie i grzecznie. Mają teraz portrety i dobrą pamiątkę. A ja - przyjemne zakończenie 2016 roku.

Dziękuję wam ptaszki!
I życzę, żebyście nie cierpiały głodu i niedostatku ani w zimie, ani w lecie.
Żeby ludzie rozumieli wasze potrzeby i zaspokajali je, m.in. sadząc dużo krzewów, drzew i tworząc łąki z chwastami.
I żeby udały wam się lęgi, a dzięki temu - żeby nam przybyło wiele ptaków!


Do siego roku!

dsc_3787kwiat.jpg26 grudnia 2016

Śniegiem nie posypało, mrozu nie było - Święta w deszczu i przy temperaturze do +9 stopni! Tak w ostatnich latach bywa. Zimy już nie są takie ostre, więcej ptaków pozostaje z nami, bo łatwo im przetrzymać zimę. Dwa dni przed Świętami na Ursynowie żerowało stadko ponad 40 szpaków! I oczywiście - jemiołuszki ...

Na jemiołuszki wyprawiliśmy się 25 grudnia, w pierwszy dzień Świąt. To był najmniej szary dzień tego świątecznego okresu. Nie tylko my to dostrzegliśmy. Ptaki też były bardziej radosne. Wiele z nich kąpało się w kałużacj. Jemiołuszki też, ale zdjęć nie mam, bo wtedy nie byłam z aparatem ... Szkoda!

dsc_2645jemiol.jpg

Ale przyleciało duże stado. Podzieliło się na grupy. Jedne siedziały na brzozach, inne na topolach a jeszcze inne na krzewach jarząbu. Grupka objadała jemiołowe kule, inne - bardzo płochliwe - wciąż zmieniały lokalizację, przestraszone przez przechodzących ludzi lub dźwięki samochodów. 

dsc_2127jemiol.jpgTego dnia dużym popytem cieszyły się smakołyki na moim balkonie.  Bogatki, modraszki, wróble, mazurki pożerały ziarno, skubały kulę tłuszczową, przepychały się na walcu ze słonecznikiem. A na jarząbie przysiadały spokojne mazurki, czekając na miejsce w karmniku.

 dsc_2582bogatka.jpg

                dsc_2547mazurek.jpg

 

 Tego dnia spotkałam też  młodocianego gawronka i kwiczoły na  jarząbach oraz dzwońca siedzącego na czubku drzewa i śpiewającego do nieba. 

 Niebo jednak bardzo krótko było jasne z przebłyskami słońca.    Jemiołuszki piękne w świetle, a jeszcze wspanialesze w słońcu, zaczęły wychodzić czarno na zdjęciach. Ukryte w bałaganie owoców i gałązek nie dawały szansy na dobre ujęcie.

 

 

Szbko napłynęły szare chmury i po południu znowu zaczął padać deszcz. 

Zima zimowa pewnie jeszcze będzie, ale Boże Narodzenie było bezśniegowe ... I już minęło ... Na balkonie i w mieszkaniu zostały jeszcze dekoracje, które cieszą oczy. Mam nadzieję, że ptakom też się podobają ...

dsc_2557swieta.jpg

 

22 grudnia 2016

Dzień wcześniej zaczęła się zima astronomiczna - mieliśmy najkrótszy dzień w roku. Od dzisiaj - obowiązuje zima kalendarzowa. Trzeba to tak określić, bo niestety atrybutów zimy - brak! Co prawda, w nocy temperatura spada lekko poniżej zera, ale w dzień - jest na plusie. Śniegu nie ma. Po tym, co w ostatnich dniach jesieni napadało, nie ma śladu. 

Dzisiaj wyszło słońce i poprawiło wszystkim nam humory. Bo te ostatnio szare i mdłe dni, były mocno frustrujące. Dzięki ładnej pogodzie, wreszcie dały się obejrzeć, a nawet sfotografować piękne jemiołuszki. To goście ze Wschodu - z Syberii, z dalekiej Rosji. Przylatują do nas, skuszone owocami jarzębin, jarząbów, oliwnika a także nasionami jemioły, którą bardzo lubią. 

dsc_2479hi.jpg

Hi, przyleciałam! - łapką macha do nas piękna jemiołuszka. Ptak niezwykły, egzotyczny bo ma japońską maskę na oczach, jedwabiście błyszczące piórka w kolorze śmietankowego różu, czubek, żółte zapałeczki na ogonie i różowe piórka na końcówkach skrzydeł. W locie lub w grupie ptaków siedzących na szczytach topól, słychać krystaliczne dźwięki - rozpoznawalne z dużej odległości. 

Jemiołuszki grupowo latają, razem żerują, trzymają się blisko siebie. Często widać jak ciasno siadają na poziomych gałęziach brzóz czy topól. Tworzą wtedy wieloramienne świeczniki, które na dodatek pięknie dzwonią, jak kryształki w kandelabrze, poruszane wiatrem. 

Tak się cieszę z dzisiejszego dnia! Jemiołuszki wniosły trochę radości do tych ostatnich dni, z wieloma przykrymi doniesieniami z Polski i ze świata. Żeby nowy rok przyniósł nam więcej nadziei i optymizmu! 

dsc_2411jemiol.jpgKiedy tak chodziłam po swoim osiedlu, spotkałam spore stadko wróbelków. Wygrzewały się w słońcu na krzaczku i w krzaczku, ćwierkając radośnie i podskakując. One gwarantują dobry nastrój i radość w miejscu, gdzie przebywają. Dlatego trzeba bardzo dbać o wróbelki i stwarzać im jak najlepsze warunki do życia!

 dsc_2230wrobel.jpg

17 grudnia 2016

Dzień dzisiaj szary, z mieszaniną mokrej mgły i siąpiących igiełek lodu ... A ptaszki - jakieś takie radosne, rozgrzane, goniące się wokół drzew i szczebiotliwe. Wróble i mazurki urządziły taki harmider pod moim balkonem, że co chwila wyglądałam, zaniepokojona ... I dzwońce dzwoniły, przelatując kilkakrotnie. Nawet były jakieś przymiarki do karmnika, ale na razie - nie odważyły się.
dsc_1790-kwiczo.jpg Spore stado kwiczołów zleciało się na jarząby w okolicy.
Jarząb przed moim balkonem, wciąż jeszcze zasobny w owoce, jak magnes przyciągnął liczne ptaki, w tym nawet trzy szpaki.

Oczywiście, wykorzystałam sytuację i zrobiłam kilkanaście ujęć. Musiałam ISO ustawić na 1600, potem zmniejszyłam do 1250. Było jednak wciąż tak szaro, że ruchliwe ptaki rozmywały się w kadrze. Albo dobrze wychodziły skrzydła, ale kręcący się łepek był rozmazany, albo cały ptak stawał się ezoterycznym aniołem bujającym nad gałązką z owocami ...
Zauważyłam, że ptaki lubią takie dni ... Bez słońca, w przyrodzie jest jakoś spokojniej, a brązowo-szare wróble, mazurki, kwiczoły stają się jeszcze mniej widoczne.  I ludzie są mniej aktywni, nie kręcą się tak po osiedlu, nie śmigają na rowerach czy desko-rolkach. Mniej jest głośnych rozmów, zatrzymywania się pod drzewem na ploteczki czy nawoływań dzieci, psów i siebie wzajemnie.

Płochliwe kwiczoły i tak podrywały się co chwila, i całe stado wzlatywało w niebo. Na szczęście, wracały ... Głód! Jeste jedzenie, trzeba jeść, a nie uciekać przed nieistniejącym niebezpieczeństwem.

dsc_1517bogatka.jpg

Oczywiście, bogatki, modraszki czy dzwońce świecą swoim upierzeniem wyjątkowo, właśnie w takim szarym, marudnym dniu ...
I zaraz nam weselej! dsc_1478mazurek.jpg

14 grudnia 2016 r.

W dn. 13 grudnia br. Stołeczne Towarzystwo Ochrony Ptaków (STOP) zorganizował w sali wykładowej przy warszawskim ZOO spogtkanie z ornitologiem Krzysztofem JANUSEM. Pojechałam, ponieważ temat był zachęcający. A mianowicie: "Czy ptaki krukowate wpływają na zgrupowania ptaków na terenach zurbanizowanych?".  
Krzysztof Janus, jak napisał STOP, jest ornitologiem z urodzenia. Bada ptaki i nietoperze na terenach miejskich, fascynuje go synurbizacja fauny. W swoich badaniach opisuje dynamikę zmian i zależności miejskich populacji ptaków. Obecnie realizuje doktorat w Szkole Głównej Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie na Wydziale Nauk o Zwierzętach. Tematem pracy doktorskiej jest analiza drapieżnictwa ptaków krukowatych w stosunku do innych gatunków ptaków.

Jak się okazało, w ramach swojej pracy badawczej Krzysztof wytypował w Łodzi, Żyrardowie, Skierniewicach i w Warszawie 100-hektarowe obszary, na których liczył realnie wykorzystywane gniazda dwóch gatunków ptaków z rodziny krukowatych, tj. wrony siwej i sroki. Jednocześnie, sprawdzał jakie gatunki ptaków budujących gniazda otwarte (czyli nie w budynkach, nie w dziuplach i nie w budkach lęgowych), występują na tych obszarach i jaki jest ich sukces lęgowy.

Nie notowałam wszystkiego, bo szczegółowe dane nie są mi potrzebne. Natomiast, zainteresowały mnie wyniki dla wytypowanego obszaru na Ursynowie-Stokłosach!  Okazuje się, że na tym obszarze w r. 2016 lęgowych było 65 par srok i - jeśli dobrze pamiętam - prawie 20 par wron. Jednocześnie, Krzysztof znalazł na Stokłosach czynne gniazda jedynie!  5 gatunków ptaków, tj.: grzywacza, sierpówki, kwiczoła, piegży i kosa. W sumie ok. 25 gniazd otwartych tych właśnie ptaków. 

Z tego, co ja sama widziałam na swoim terenie, na Stokłosach,  to na pewno młode miała w tym roku para piegż. Na zdjęciu - rodzic w sezonie godowym. Wiem o 2 podlotach. Jednego sfotografowałam na murku pod blokiem. Karmienie drugiego, widziałam :)

                                                                             f81ec8c1686443019508db8a66cf905d.jpg    
        

        Uroczy podlotek :) Świetnie sobie radził, a jego mama bardzo odważnie odstraszała  kota.

         ff2a37b3590e49fdb712ce93673f79a2.jpg


Nawiązałam kontakt z Panem Krzysztofem Janusem i w miarę możliwości będę go wspierać swoimi obserwacjami i zdjęciami, dokumentującymi relacje międzygatunkowe, wewnątrz-gatunkowe i wszelkie inne zdarzenia w ptasim świecie na Stokłosach. 

Ptaki krukowate, zwłaszcza te najbardziej agresywne jak wrona siwa i sroka, zagrażają przede wszystkim lęgom ptaków, które mają gniazda otwarte, budowane na drzewach. Rzadko w takim zagęszczeniu srok i wron, inne ptaki jak grzywacze, sierpówki, gołębie miejskie, kosy, kwiczoły są w stanie doprowadzić do sukcesu lęgowego. Krukowate już na etapie składania jaj niszczą lęg, bo jaja zjadają. A kiedy wylęgną się młode, wyciągają je z gniazd pod nieobecność rodziców i zabijają. Okazuje się, że często nie zjadają swoich ofiar. Znajdowane są nieżywe, naruszone jedynie zabite ptaki, porzucone przez wronę czy srokę. Obydwa te gatunki niszczą sobie wzajemnie swoje lęgi. Wrony są przy tym silniejsze i częściej plądrują gniazda innych ptaków, zatem - wygrywają ze słabszymi srokami. 

Badania K.Janusa koncentrowały się na ptakach z gniazdami otwartymi. A przecież w diecie naszych ptaków krukowatych występują też wróble, sikory, mazurki i inne ptaki wróblowe, a nawet czasami gołębie miejskie. Nie raz słyszałam informacje o wróbelkach-podlotach wyciąganych z gniazda w murze budynku przez sroki. Sroka potrafi jakoś pazurkami uczepić się chropowatej ściany i siegnąć swoim długim dziobem do dziupli wróbli. Jest dla nich naprawdę niebezpieczna!

Czy grozi nam inwazja wron siwych na miasta? Właściwie dlaczego wrony siwe opuściły tereny wiejskie, rolnicze i tak chętnie przeniosły się do miasta? Dlaczego w Skierniewicach jest tak mało wron lęgowych i w ogóle mało wron i srok? Za to liczne tam są gatunki ptaków wróblowych, wyprowadzających udane lęgi.

Czy sroki będą ustępowały miejsca? A co z kawkami i gawronami. Kawki też są dość agresywne, ale coraz mnie mają miejsc do zakładania lęgów, na co potrzebują dziupli/stropodachów w budynkach/skrzynek lęgowych.  Gawrony boją się zarówno swoich kuzynów z rodziny, jak i ludzi. A ludzie nie lubią gawronów i wycinają im drzewa. Miejsca dla lęgów gawronów w mieście, kurczą się. K. Janus powiedział, że obserwuje się stopniową zmianę zachowań gawronów: z bardzo licznie kolonijnego ptaka, gawrony przekształcają się w ptaki żyjące w koloniach złożonych z 3-4 par. Jest to rzeczywiście sposób na, w miarę, mało inwazyjne dla ludzi egzystowanie tych ptaków na osiedlach miejskich. 

Znam 7-gniazdową kolonię gawronów na Stokłosach. A, może to już jednak inna dzielnica Ursynowa? Osiedle na Skraju? Muszę to jeszcze sprawdzić. 

Warto było posłuchać wykładu Pana Janusa. A teraz, czekam na wyniki jego badań i pracę doktorską, która powstanie za jakiś czas. Powodzenia! młody ornitologu :)

8 grudnia 2016

Koleżanka już dwa razy odwiedzała to samo miejsce w rej. wiaduktu i Alei Witosa. Tam, gdzie buszują szczygły. Namówiła mnie :)
W czwartkowy poranek przyjechałam na miejsce i poszłyśmy w głąb chaszczy.  Szaro było, choć na horyzoncie majaczyły przebłyski słońca. Dawały nadzieję na rozjaśnienie nieba ... Niestety, to była tylko nadzieja. Przez cały czas trwała mniejsza lub większa szarość a na dodatek zaczął wiać porywisty wiatr. 
To widać. Gawron siedzi na słupku, a wiatr robi mu z piór prawie kaptur na głowie ... Piękne, grafitowe ptaszysko.  Ładnie mi pozował, no ale my idziemy na szczygły!                               

dsc_1366gawron.jpg    

 

 

 

 

 

 

 

 

Z Wikipedii: "Szczygły należą do najładniej i najjaskrawiej upierzonych europejskich ptaków. Obie płci są podobnej wielkości. Najbardziej charakterystyczną cechą jest karminowoczerwona "twarz" (maska), kontrastująca z czarnym wierzchem głowy i pręgą za uszami  oraz z białymi policzkami. Upierzenie na grzbiecie kasztanowobrązowe, boki głowy, podgardle, pierś biała z niewyraźną brązową przepaską, brzuch i kuper białe. Szczygły mają żółtobiałe dzioby, ciemniejsze na końcach. Tęczówki oczu, podobnie jak nogi, są brązowe.  Pod względem rozmiaru jest mniejszy od wróbla i ma rozwidlony ogon.".   Szczygieł waży 16 g. To prawdziwe maleństwo. :) Kolorowy klejnocik.

Idziemy i nasłuchujemy. Bo tych malutkich ptaszków, siedzących gdzieś w badylkach, może daleko, nie widać ... Można je usłyszeć. I usłyszałyśmy, a potem - zobaczyłyśmy. Stadko - jakieś 25 osobników, lecących w lewo, potem wracających i ... no, niestety, opadających na badyle i znikających nam z oczu.   

dsc_1386szczygly.jpg

Złapałam jako-tako lecące szczygły i bardzo się z tego ucieszyłam. Na pierwszy raz to i tak dobrze. Bo byłyśmy w tym miejscu jeszcze co najmniej godzinę, a szczygły przelciały tylko raz - bardzo szybko i już mniejszym stadkiem. Chyba ten wiatr tak je rozproszył.

Tu 3, tam 5 - widoczne były siedzące na szczytach drzewek. A potem, jak to one, spadające w dół i znikające w chabadziach. Podobno, ich podstawowe pożywienie na tym terenie to szczeć pospolita. Ale mnie wydawało się, że owocostany tej rośliny są puste. To co właściwie te szczygły tu znajdowały? Może też z tego powodu były takie ruchliwe. Bo wciąż nie mogły znaleźć porządnego miejsca do pozostania dłużej ...

dsc_1405szczygielki_1.jpg

Trzeba było wracać. Za zimno, za szaro, za duży wiatr, a szczygłów brak!

Zatem, do następnego razu, ptaszki :) 

 

2 grudnia 2016

Rano za oknami widać było roślinność, krzewy, drzewa, placyki, dachy samochodów całkowicie zasypane śniegiem. Gawrony smętnie chodziły po białym puchu, nie za bardzo wiedząc co z tym zrobić ... Słychać było pokrzykiwania kwiczołów, przelatujących nad osiedlem. Sroka z gałęzi orzecha włoskiego rozglądała się po okolicy, wypatrując jakiegoś jedzenia ... Zaczęła obskakiwać balkony.

Modraszka nie miała takich dylematów. Na śniegowych pacynkach czuła się całkiem dobrze. Jedyne, co ją interesowało, to dostępność czerwonych owoców jarząbu. Nadają się do jedzenia czy zamarzły na kość?   Dziobała owoc energicznie, zmieniając ustawienie - raz z prawej,  raz z lewej, nie odpuszczała. I miała rację, bo po pewnym czasie dobrała się do wnętrza i wydobyła smakołyk, czyli pesteczkę.

dsc_1113modra.jpgb3c475b8ce4a4f0cb3fd3dd492d645e7.jpg

Na zimowy jarząb przyleciały też  kwiczoły. No, proszę, taka gwałtowna zmiana pogody, a ptaki - jak gdyby nic. Swoje robią, czyli latają, szukają jedzenia i wydobywają znajome owoce spod śniegu. 

Było ich kilka, niewielkie fragment stadka, które oblatywało osiedle. One krzyczały po swojemu, darły się sroki, krakały wrony ... Może to taka nerwowa reakcja z powodu nieoczekiwanego śniegu. Ludzie na pewno nie byłi na to przygotowani. Ptaki może czuły coś wcześniej i nie przeżywały takiego szoku, jak my ...

dsc_1202kwiczol.jpg    dsc_1211kwicz.jpg

Z przyjemnością obserwowałam czekoladowe grzbiety tych pięknych kwiczołów. Dzisiaj w ogóle były mniej płochliwe. Miały cel: najeść się, bo zima na całego. Człowiek na balkonie? No, to co? Przecież jest w pewnej odległości i nie zachowuje się agresywnie. Bardzo dobrze, kwiczołki. Ja jestem przyjacielem ptaków i nie trzeba mnie się bać :)

Czy zrozumiały to także dzwońce? Bo i one pojawiły się na jarząbie! Dzioby usmarowane owocami, które musiały być jedzone w innym miejscu, oczki ciekawskie, lustrujące :)

 dsc_1163dzwonek.jpg                                           dsc_1157dzwoniec.jpg

Ten pierwszy, śnieg szybko zaczął wilgotnieć, co dzieci wykorzystały do lepienia bałwanów. Pod koniec dnia stopniał w dużym stopniu i zrobiło się brejowato.
Następnego dnia niewiele z niego pozostało. Jedynie na świerkach leżały płaty śniegu, na których kręciły się spragnione wody kwiczoły. Nie wiem, czy dobrze to oceniam? Może one po prostu lubią śnieg? Bo przecież wszędzie są kałuże na ulicach i można napić się wody. To po co wlatują wysoko na świerki i dziobią śnieg?

dsc_1298kwiczol.jpg

dsc_13192kwipion.jpg   

Napatrzeć się nie mogłam na te piękne ptaki! Jaka finezja wzoru, ile kolorów i jakie zestawienie! Ptak stojący na śniegu wygląda jak figurka z porcelany.

Potem już takiego opadu śniegu nie było. Za to kwiczoły jeszcze dwa razy urządzały naloty na jarząbowe drzewka i wyjadały śnieg z gałązek świerkowych.

A na moim balkonie ruch przy karmnikach ... Ale o tym innym razem.

Pozdrawiam :)

 

21 listopada 2016

Korzystając z ciepłych i słonecznych dni, zrobiliśmy sobie wycieczkę
poza Warszawę. Już dwa razy byliśmy w Pruszkowie.  dsc_0125staw.jpg
Mają tam piękny Park Potulickich ze stawami, wysepkami, mostkami, ławeczkami. Rosną stare, piękne drzewa, krzewy i jest roślinnie bogato ...
Co ciekawe, w parku stoi tablica na temat ptaków, które można spotkać tu i w okolicy oraz porady dotyczące karmienia ptaków zimą - bardzo ładna tablica.

A obok, znane mi już z kilku parków w Warszawie, zielone urządzenie na karmę za pieniązek, dla kaczek i łabędzi.  Niestety, z mostku ludzie karmili ptactwo wodne wyłącznie bułami i chlebem ... :(

dsc_0266tablica.jpg dsc_0268karma.jpg

W ciągu tych dwóch, niedługich czasowo, spacerów po parku i okolicach spotkaliśmy, zidentyfikowaliśmy a ja sfotografowałam następujące gatunki ptaków: 

sójka (dwa razy po 2); dzięcioł zielony (2);
                                      dsc_0188sojka.jpg                  
dsc_0638zielony.jpg  krzyżówki (samce i samice) pływające i odpoczywające;   łabędzie nieme, w tym dwa młodociane (razem 5);

dsc_0165rodzinka_1.jpgmyszołowy (3); mewy śmieszki, kilka siwych i dwie srebrzyste;

      dsc_0760myszo.jpg

 gawrony, wrony, sroki, kawki;dsc_0131gawron.jpg

wróble i mazurki; oczywiście gołębie miejskie (bardzo dużo!) I jeszcze jeden ważny osobnik: kaczorek mandarynki. Śliczny, kolorowy, czyściutki, zachwycający!

dsc_0251mandaryn_1.jpgNaprawdę bogaty w ptaki teren i warto  będzie zaglądać tam częściej :)

Natomiast, jeśli chodzi o stawy Pęcickie, to  spotkała nas niemiła niespodzianka! Okazało się, że stawy owszem, są, ale dojśc do nich nie można. Wszędzie ogrodzenia, parkany, żadnego dostępu do brzegu. Widać było mewy na ziemi, bo woda już zasadniczo spuszczona, ale nic więcej ... 

dsc_0708mewy1.jpg 

Mewy zresztą, poderwały się całą gromadą, spłoszone kołującymi wysoko, trzema myszołowami. To było jedyne widowisko, jakie urządziły nam mewy! Po drodze do stawów, mijaliśmy stadninę koni. Koniki rżały, a jeden młodzieniec hasał radośnie w zagrodzie. Aż mama musiała go uspokoić, tak się rozbrykał!

dsc_0706brzozy.jpgBrzozy jesienią, podobnie jak i wiosną, są obsypane delikatnymi,
kolorowymi listkami. Pięknie jest w słońcu!

Warto wpaść na jeden dzień do Pruszkowa :)

 

11 listopada 2016

Pierwsze płatki śniegu latały w powietrzu dwa dni temu. Ale dzisiaj, czyli w świąteczny piątek, świat za oknem został całkowicie otulony białą kołderką. Śnieg leżał na drzewach iglastych, na trawnikach i oblepiał wiszące jeszcze, wielkie liście kasztanowca.

A jak ptaki zareagowały na zimę? Dla wielu z nich to przecież pierwsza zima w ich życiu i całkiem nowe doświadczenie ... Kiedy wyjrzałam przez okno, nie zobaczyłam żadnego wróbla, ani sikory. Tylko SROKA buszowała w świerkowych gałęziach, strącając płaty śniegu ... Na trawniku, jak zawsze mocno zajęty z głową i dziobem pochylonymi w dół, dreptał GAWRON. Pewnie poszukiwał pędraków w ziemi albo ukrytych gdzieś między liśćmi, orzechów, które sam przed sobą schował ;) 

Po kilkunastu minutach nadleciało stadko WRÓBLI, kilka sikor BOGATEK i MODRASZEK (tych ostatnich jest zawsze mniej, ale są odwazniejsze i bardziej aktywne) a w końcu usłyszałam srebrzyste głosy DZWOŃCÓW.  Wysypałam dwie garści słonecznika  na podłogę mojego balkonu. To jest otwarty taras, więc ptaki czują się tu swobodnie i nie mają oporów przed lądowaniem poniżej barierek. Oczywiście, rzuciły się na jedzenie od razu! 

dsc_9960dzwoniec.jpg   dsc_9925wroble.jpg

Po nich, a w zasadzie - z nimi - przyleciały trzy gołębie. Oj, tak, one zjadłyby wszystko w minutę. Na razie muszą poczekać, a najlepiej - niech się tu za bardzo nie kręcą. Zawsze mogą znaleźć coś do jedzenie pod śmietnikiem, ponieważ żywią się prawie wszystkim. No tak, to jest problem z tymi dużymi, upartymi i wciąż głodnymi GOŁĘBIAMI.  Żal mi ich, bo przecież lubią dobre jedzonko.

Z drugiej strony mieszkania, na parapecie, też posypałam słonecznika. Ptaki przyleciały, rozległo się intensywne tupanie i stukanie dziobkami o parapet. Stukają wróble, mazurki a najgłośniej - dzwońce. Bo sikory łapią ziarenko i szybko odlatują na gałązkę. Tu, trzymając ziarenko między łapkami, szybciutko dziobią, wyłuskując z łuskanego słonecznika, sam środek, to co one najbardziej lubią. 

Tak było rano ....

W południe, wypełniłam ziarnem słonecznika plastikowy walec z czterema otworami i żerdkami do siadania dla ptaków. Bardzo byłam ciekawa, kto pierwszy zacznie korzystać z tego wygodnego dozownika pokarmu. Tak, jak się spodziewałam - BOGATKA pierwsza przysiadła przy otworze i zaczęła wyciągać ziarenko po ziarenku.

Do wiszącego nad balkonem drewnianego karmnika wrzuciłam sporą garść karmy-mieszanki ziaren i nasion, którą już wcześniej kupiłam (przez internet) w firmie polecanej przez OTOP.  Karma jest zbilansowana a składniki dobrane tak, że mają zaspokoić wybredne apetyty dzikich ptaków wróblowych, które zimą pojawiają się w karmnikach. Moje ptaszki są zepsute słonecznikiem, ale jeśli będzie go mało, przestawią się - mam nadzieję - na bardziej zróżnicowaną mieszankę wszystkiego, co ptak powinien zjadać.

W ten sposób, sezon karmnikowego dokarmiania ptaków - uważam za otwarty! Zapraszam wszystkie ptaszki na dobry posiłek, podawany regularnie i bez przerw przez całą zimę! Woda do picia też jest! I będzie nawet w czasie mrozów. :)  

8 listopada 2016

Dawno już nie było tak pięknej pogody ... Na niebie trochę chmurek, przyjemny błękit, lekki wiatr. Świetna pogoda na dłuższy spacer. Zatem - z Ursynowa nad Wisłę w okolice mostu Poniatowskiego. Spodziewałam się zobaczyć wiele ptaków odpoczywających na piaszczystej łasze wokół jednego z przęseł mostu.

Nic nie było! No, niezupełnie ... Dwie WRONY SIWE spacerowały po "plaży", a jedna z nich nawet się wykąpała. Oczywiście, w słońcu szybko wyschną jej pióra. Lepiej teraz, bo nie wiadomo jak długo trzeba będzie czekać na następny słoneczny dzień w listopadzie. Na dodatek, po wschodniej stronie piaszczystej łachy, zobaczyłam płynące - jak po sznurku - trzy NUROGĘSI. Wszystkie w szatach godowych, samce. Białe upierzenie, ciemne kaptury, czerwone dzioby.

dsc_9648nurogesi.jpgDobrze, że chociaż nurogęsi spotkałam. Poza nimi,
nie było innych ptaków wodnych na Wiśle.

Kiedy tak szłam bulwarem, obserwując niebo i wodę,
zobaczyłam przelagtującego KORMORANA. Bardzo się spieszył :)

dsc_9653kormoran.jpg

Przeleciały też mewy - ŚMIESZKA i SREBRZYSTA. Dziwne! Nad Wisłą, w tym rejonie zazwyczaj więcej mew latało, na ogół też pływały tu krzyżówki, a teraz - nic!

Kiedy zobaczyłam barki oraz jakieś inne urządzenia techniczne przy prawym brzegu Wisły, zrozumiałam dlaczego ptaki wyniosły się w inne, spokojniejsze rejony. Tylko jeszcze jeden kormoran pokazał swoje możliwości lotu i lądowania na wodzie.   Przecież nie po to tu jednak wskoczył, żeby się popisywać ... Kormoran wspaniale nurkuje i często wyłania się z rybą w dziobie. Tym razem chyba łupu nie było. Przynajmniej ja, nie zauważyłam.

Ot, i tyle moich obserwacji na Wiśle.

dsc_9673kormor.jpg


2 listopada 2016

Deszcz pada, wiatr szarpie, liście lecą prawie poziomo, słońca ani na lekarstwo! To nie jest dobra pogoda na fotografowanie ptaków w terenie.

Zatem rozglądam się za ptakami na drzewach i krzeewach, siedząc lub stojąc w mieszkaniu. I tym sposobem wypatrzyłam dzisiaj  SOSNÓWKĘ (Periparus ater) na czubku świerka

   dsc_9124-sosnowka.jpg

dsc_9104pelzacz.jpgi PEŁZACZA LEŚNEGO (Certhia familiaris) na pniu lipy. Nawet oba ptaki sfotografowałam. Zdjęcia są wybitnie dokumentacyjne, czyli w zasadzie nie nadają się do publicznego pokazania, ale pokażę ...

Pełzacz leśny ma trochę krótszy dziób, dłuższy tylny pazur, jaśniejsze upierzenie na brzuszku i szerszą białą brew niż pełzacz ogrodowy. Sosnówka z kolei, na pierwszy rzut oka, jest bardzo podobna do bogatki. Jednak ma dużo mniej żółtego koloru na brzuszku, nie ma czarnego krwata, większą głowę z czarną czapeczką, na czubku której widoczny jest biały paseczek. Na pokrywach sosnówka ma dwa białe paseczki.

Oba ptaki - pełzacz leśny i sosnówka - pozostają w czasie zimy na danym terenie, jeśli znajdują dość pokarmu i schronienie. Jeśli zima będzie bardzo mroźna, a pokarmu nie znajdą, przeniosą się na południe Polski lub nawet Europy.

Szpaki i kwiczoły znalazły sobie zasobniejsze drzewa jarząbu na osiedlu i nie przylatują już tak masowo przed mój balkon, jak do tej pory.  Nie będzie już chyba tak dobrych ujęć, jakie miałam w dniach 28 i 29 października.

Spece od pogody zapowiadają rychłe nadejście zimy ze śniegiem i mrozem....

28 października 2016 r.

Zimne wietrzysko  przeganiało chmury po niebie.  Robiło się szaro i ołowiane mazaje przysłaniały świat, ale chwilami przejaśniało się. Wciąż miałam nadzieję, że wyjrzy słońce. W końcu stwierdziłam, że czekanie na lepszą pogodę, nie ma sensu.  Zdecydowałam się zrobić dokumentację z nalotu kwiczołów i szpaków na jarząb mączny rosnący przed moim balkonem.  Nie wiadomo, kiedy taka sytuacja znowu się powtórzy. Owoców coraz mniej. Kolejny wiatr i mocny deszcz wiele ich zrzucą na ziemię, a ptaki dopełnią reszty ...

dsc_7869kwiczol.jpg 

Kwiczołów było ponad 20. Szpaków ok. 40. Nalatywały na drzewo falami, wzajemnie się przeganiając i odstraszając skrzekliwymi głosami i gwizdaniem. Płoszyły się przy każdym podmuchu wiatru lub ruchu firanki na moim oknie. Musiałam jednak otworzyć drzwi balkonowe, żeby zrobić jakieś sensowne zdjęcia. 

Piękne ptaki. Głodne, to było widać. Skąd przyleciały? Czy to nasze kwiczoły? A może taki przelot migracyjny - kierunek południowy-zachód Europy. Ale kwiczoły zimą są na naszym osiedlu. Dostają ode mnie kawałki jabłek, owoce suszone, ziarno. Tak jak i reszta ptaszków.
Czerwone kuleczki znikały w dziobkach kwiczołów z wielką szybkością. Drugie tyle lądowało pod drzewem. Jak nadejdą chude dni, te opadłe owoce też się ptakom przydadzą. Żeby tylko dozorca wszystkiego nie wygrabił i nie zniszczył tej ptasiej stołówki. No, ale żeby tego nie zrobić trzeba mieć trochę serca, trochę wiedzy i dużo wyobraźni, a nawet - gram empatii. Nie spodziewam się tego, niestety, po dozorcy z rurą spalinową do gonienia listków po chodnikach i drogach osiedlowych. :(   

dsc_7888kwicz.jpg

 

 

 

 

 

 

 


Do żerujących kwiczołów dołączyły równie głodne szpaczki. W zasadzie, one znają to miejsce, bo są na Ursynowie od dawna. Latają grupkami i dobrze wiedzą,  gdzie co rośnie i jaki jest do tego dostęp. Naprawdę, obrodził nasz jarząb w tym roku  "na bogato" ...

Ciekawie zachowywały się wróble, które mój balkon i to drzewo, traktują jak swoje. Widać było, że nie tylko są zaniepokojone. One były po prostu rozzłoszczone na tych intruzów, rzucających się - z pewnością bez pytania - na czerwone kulki. Wróble też od czasu do czasu skubią owoce jarząbu. Chwilami odbywały się więc gonitwy szpaków i wróbli, wróbli i kwiczołów i wszystkich ptaków razem ...

dsc_8169szpak.jpg

No trudno, musiały się pogodzić z tą sytuacją.  Na zdjęciu, samiec wróbla obserwuje poczynania szpaków i kwiczołów, usadowiony na wygodnej gałązce, lekko ukryty za żółtym listkiem. Skoro nic nie można zrobić, to trzeba nalot przeczekać :)

A po południu zaczęło padać. I tak się rozpadało na całego ... Ej, ten październik!

 

dsc_8196wrobel.jpg

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

26 października 2016 r.

Rano - pada, w południe - mży, ale nie pada, wieczorem ... Eee, wieczorem to już nie ma znaczenia czy pada, czy nie :(  Słońca jak na lekarstwo. Raz w tygodniu, może ze dwa - na kilka chwil, od czasu do czasu ... W taki dzień, kiedy nie świeci słońce, patrzę na kolorowe liście drzew i żal mi, że brak im żywych barw. Patrzę na szpaki przeskakujące z gałązki na gałązke. Wydaje się, że  są czarne, a przecież ich pióra w promieniach słońca, mienią się kolorami tęczy. Białe plamki w kształcie litery V pięknie kontrastują z ciemną barwą piór szpaków. Liście szybko opadają, szpaki zbierają się w stada i niedługo odlecą - a słońce nie świeci!

A wróble w takie ponure, deszczowe dni w ogóle znikają wśród liści. Wytężam wzrok. Słyszę, ale prawie ich nie widzę. Bo nawet piaskowe upierzenie wróbli inaczej wygląda w słonecznym oświetleniu. Błyszczą im oczki, połyskują dziobki. I z tej radości, wróble nagle stają się widoczne w krzaku czy na trawniku. I tak jest ze wszystkim, prawie ...

obraz25102golab.jpg

Gołębi jednak nikt nie przeoczy. Szczególnie, kiedy przysiadają na barierce balkonu, ustawiając ogony do środka. Wołam wtedy -"Ogony na zewnątrz!". Wiecie, dlaczego? Na pewno każdy, kto choć raz miał gołębie na balkonie, wie że ich nieprzyjemne odchody lądują nie tam, gdzie trzeba. A potem, jest sprzątanie. Myślę, że to podstawowa wada tych pięknych ptaków. Z daleka - szare, ale z bliska widać tonacje i barwy - na szyi, po bokach ciała. Mają też swoją mimikę, kiedy przekrzywiają łebki, przyglądają się uważnie i wnikliwie, jakby chciały zrozumieć człowieka ... A ciemno różowe łapki gołębi są mięciutkie i bardzo przyjemne w dotyku. Lubię gołębie. I zawsze interweniuję, kiedy rodzic pozwala dziecku gonić gołębia po trawniku ...

23 października 2016 r.

Po kilku dniach szarych, deszczowych i chłodnych, pogoda odrobinę się poprawiła. Wzięłam aparat i wyszłam w osiedlowy "teren". Ptaki śpiewały (sikory), ćwierkały (wróble), gwizdały (szpaki) i skrzeczały/krakały (krukowate). 

Zrobiłam fajne zdjęcia kawkom. Gawrony nie  miały chęci na bliższy kontakt ze mną i szybko odleciały. Bogatka zatrzymała się na chwilę na drzewie, ale bardziej zainteresowana była tym, co znajdzie pod korą ...

d64f3d05a1a9482bb82b44394dc4dd1d.jpg

Usłyszałam stukanie na wyższej gałęzi. Acha! Dzięcioł! Stukał, pukał, okrążał pień i wspinał się po konarach, przelatywał to tu, to tam. Udało mi się wydobyć go z cienia i zrobić kilka fotek dokumentacyjnych. Dopiero na ekranie komputera zidentyfikowałam ptaka. To jest dzięcioł BIAŁOSZYI.  Bardzo podobny do dzięcioła dużego, ale znacznie rzadszy.

Ale rarytas mi się trafił!