ZIMOWE PTAKOLICZENIE 2019

Ogólnopolskie Towarzystwo Ochrony Ptaków (OTOP) opublikowało wyniki Zimowego Ptakoliczenia zorganizowanego w naszym kraju w ostatni weekend stycznia 2019 r. Polska ma ponad 38 mln ludności, jest dużym krajem, mamy ponad 450 gatunków ptaków i miliony osobników w ciągu roku (oczywiście, zimą znacznie mniej).

Wciąż mnie to jednak dziwi, że tak mało ludzi bierze udział w obserwacji i udostępnianiu do OTOP wyników - czyli tylko 2590 osób. To jest promil społeczeństwa! Ludzie, co z Wami?!!! Nie widzicie ptaków zimą? Nie macie lornetek? Nie umiecie wypełnić w internecie formularza i przesłać go do OTOP? Naprawdę nie rozumiem o co tu chodzi ... ?!!!
W Anlii to są setki tysięcy obywateli ... W małym Królestwie Niderlandów też tysiące. OTOP marzy, że to się kiedyś zmieni. Ja - też :)

Wg danych OTOP, pierwsze miejsce wśród liczonych gatunków przypadło KRZYŻÓWCE. Zgłoszono ponad 25 tys. kaczek i kaczorów. Tak jest już od wielu lat. Wniosek z tego taki, że w zimowym ptakoliczeniu biorą udział głównie mieszkańcy miast, w których są niezamarzające cieki i zbiorniki wodne, bo tylko tam można krzyżówki spotkać zimą. Również w Warszawie.

OTOP sugeruje, że należałoby krzyżówkę obwołać krolową ptaków :) Byłaby to królowa i król, bowiem w tym gatunku samiec i samica różnią się upierzeniem, zwłaszcza w okresie godowym. Na zdjęciach mojego autorstwa, z prawej jest kaczor, z lewej - kaczuszka.

               DSC_1937kacz.jpg                DSC_4554kaczor.jpg

Drugie miejsce zajął WRÓBEL (ok. 6,5 tys. zgłoszonych obserwacji)! Od 3 lat twierdzę, że liczba wróbli rośnie i miejska populacja się odradza. Brawo wróbelku! Jeśli człowiek trochę zmądrzał, przynajmniej jeśli wziąć pod uwagę wiedzę i świadomość potrzeb wróbli (i kilku innych gattunków ptaków, mieszkających z nami w budynkach), to jest szansa na realny sukces wróbli w miastach.  Dużo się pisze i mówi o tym, że trzeba zapewnić wróblom optymalne siedliska, tj. miejsca lęgowe (mogą być budki zawieszone na budynku), zwiększenie ilości zakrzaczeń i zadrzewień oraz odpowiednią naturalną bazę pokarmową (łąki, nieużytki z chwastami, drzewka owocowe). I to wystarczy. Zimy są dość lekkie, więc przy dokarmianiu w czasie większych mrozów i pokrywy śnieżnej, wróbel sobie poradzi.

DSC_5233wrobel.jpg        DSC_5236wrobla.jpg

GRATULACJE WRÓBELKI!!!!

Na trzecim miejscu uplasowała się KAWKA. Mnie to cieszy, bo je lubię. Ale nie spodziewałam się, że obserwatorzy naliczą aż tyle kawek. Raczej gołębi lub gawronów ... Ale nie - mamy kawkę, która zimą rzuca się w oczy, odzywa i ściąga głosem zainteresowanie obserwatorów. Narzekamy na kurczące się siedliska lęgowe kawek, poniważ zatykane są, kratowane wejścia do stropodachów. A jednak kawki trzymają się miasta. Znajdują prawdopodobnie dziuple i jakieś inne miejsca, w których mogą się rzomnażać. I oczywiście, łatwy choć nienaturalny często i paskudny, pokarm. Przez lata z pewnością ich żołądki dostosowały się do potraw słodkich, słonych, przyprawionych, przwtworzonych i chemicznie dosmaczanych ... Nam takie jedzenie szkodzi, a może kawkom aż tak - nie.

     DSC_9523kawka.jpg            DSC_3654kawka.jpg

10 miejsce zajęła w tym roku mewa ŚMIESZKA. Może tak być .... Na osiedlu widzę zimą głównie mewy siwe. Śmieszki spędzają czas i żerują na Wiśle. Są takie miejsca na wodzie, gdzie skupiają się i coś do jedzenia znajdują.

Warto dodać, że wszelkie obserwacje ptaków, nie tylko w czasie zimowego ptakoliczenia czy jesiennych migracji, powinno się wstawiać do bazy ptaków, prowadzonej przez OTOP - Ornitho. Baza należy do międzynarodowej sieci obserwatorów ptaków. Pozwala śledzić trendy w występowaniu i liczebności ptaków na obszarze Europy, wyciągać wnioski np. dot. wpływu ocieplania się klimtu na zmieny zachować lęgowych i migracyjnych różnych gatunków ptaków.

Ja od wielu już lat działam na Ornitho. Jest to mój obowiązek, jako członka OTOP i świadomego obserwatora ptaków.

                                                                                                         

PLAMKA MAZURKA

DSC_1204mazur.jpg

Na rynku wydawniczym pojawiła się właśnie kolejna książka Marka PIÓRO, tj. "Plamka mazurka. Jak ptaki odmieniły moje życie". Wydawnictwo Marginesy 2019. Stron 352.
A od Wydawcy otrzymujemy poniższy opis tego dzieła o ptakach:

"Mazurek ma plamkę, srokosz maskę Zorro, a czapla biała przepiękne i przeklęte pióra. Kwiczoł przeprowadza zbiorowe ataki na intruzów, jerzyk śmiga między blokami, skowronek zainspirował Williama Szekspira i Wincentego Pola. Wszystkie te gatunki zobaczysz – w odpowiednim czasie rzecz jasna – tuż za miastem. Każdy z nich jest inny, ale wszystkie nasze. Po prostu mają to coś. Urzeka w nich piękno i wolność.

To książka napisana z miłością i z miłości do ptaków – Adam Wajrak.

Jak opowiedzieć o miłości do ptaków, zgrabnie streścić klasyków ornitologii i jeszcze wpleść motywy mitologiczne? To potrafi tylko pióro Marka Pióro – Stanisław Łubieński.

Czy stare jaskółki zamieniają się w żaby? Czy jasno ubawione samce bataliona mają powodzenie podczas godów? Jaki kraj ma w herbie dudka? Marek Pióro odpowiada na te ważne pytania, przekonując, że mamy w zasięgu wzroku niezwykły świat, łatwo poddający się obserwacji – oglądana z miłością plamka na policzku mazurka jest równie piękna co błyszczące pióra zimorodka – Olga Wróbel, Kurzojady.

O tokach batalionów, o tym, czy bąk bączy, wkładając dziób pod wodę, o ostatnich w Polsce dropiach, o magicznym znaczeniu kosów, o precyzyjnym paćkaniu kwiczołów, o tym, jak (wraz z czubkiem) zadomowił się w polszczyźnie dudek, o złej sławie dzięcioła. Ale to zaledwie wierzchołek tego, o czym opowiada Marek Pióro, jeden z najsłynniejszych blogerów od ptaków.

Bada ich obecność w kulturze, mitologii, religii i zabobonach. Na pewno są tacy, którzy każdej wiosny nerwowo wypatrują pierwszego bociana, bo dzięki niemu dowiadują się, jaki czeka ich rok, a na tydzień przed przylotem kukułki noszą w kieszeni drobnej sumki pieniędzy?

Chodźcie na spacer. Posłuchajcie. Ptaki są niesamowite.".

Ja już książkę zamówiłam. Za kilka dni sama się przekonam. Znam Marka Pióro i jego poprzednią książkę. Ta z pewnością też będzie wspaniała!

Ptaki, ptaszki, ptakoidy - znowu cały rok z ptakami!

  IMG_5215.jpg        IMG_5226.jpg        IMG_5225.jpg

Do końca marca 2019 r.  można oglądać w Muzeum Etnograficznym w Warszawie fajną wystawę ludowych rzeźb ptaków pn.: "Odloty". To właściwie ani odloty, ani przyloty i w ogóle - żadne loty. To są po prostu najrozmaitsze wyobrażenia ptaków. Czasami bardzo bliskie rzeczywistego wyglądu ptaka i jego otoczenia, a częściej - impresje na temat określonych gatunków. Niewątpliwie, artyści ludowi dostrzegali zasadnicze lub charakterystyczne cechy upierzenia, sylwetki, postawy czy nawet - charakteru ptaka ... Ptaki tu stoją, zwisają, siedzą i wspinają się, są położone lub uniesione - wśród drewnianych konstrukcji i pomostów. Są podpisy i szersze objaśnienia.

Najlepiej na wystawie prezentuje się dudek. On zawsze ma na łebku czubek i jest duży. Choć tak naprawdę, to nie jest duży ptak. Ale rzuca sie w oczy i w czasie lotu i wtedy, kiedy siedzi na górze siana w obejściu, lub na belce chałupy ...  Dudki gnieżdżą się w dziuplach różnego rodzaju. Czasem w dziupli dzięcioła, innym razem w dziupli głowiastej wierzby. Jak podaje Stanisław Łubieński w swojej świetnej książeczce-katalogu z wystawy, "... nazwa dudka wcale nie pochodzi od jego czubka, ale od głosu - stale powtarzanego "ududud". Większość europejskich nazw tego gatunku oddaje właśnie ten dźwięk: rosyjska udod, angielska hoopoo czy naukowa upupa".

Książka S.Łubieńskiego nosi tytuł "Ptaki, ptaszki, ptakoidy" i wydana została w 2019 r. przez PME w Warszawie. Co ciekawe, każdy opis na stronie jest 2-języczny, pół po polsku, poniżej tekst po angielsku. To dobrze zostało pomyślane, bo książka nadaje się na prezent dla gościa z zagranicy a dla Polaka - może być pożyteczną pomocą do ćwiczenia się w języku angielskim w dziedzinie ornitologii i etnografii.

Mnie bardzo podobała się instalacja z dzięciołami. Prawda, że prześliczne jest to wyrzeżbione w drewnie  gniazdo
z pisklętami oraz dwoje krzątających się obok rodziców?
                                                                                             

      IMG_5229.jpg                  IMG_5230.jpg      

Cały grudzień Staszek poświęcił gołębiom: sierpówkom, gołębiom miejskim, wspomniał o siniakach, turkawkach i grzywaczach. W książce czytamy: gołębie "Przyzwyczajone do człowieka, nauczyły się żyć w jego sąsiedztwie i korzystać z miejskich wygód. Jedzenia tu pod dostatkiem, a w górzystym krajobrazie bloków i kamienic zawsze znajdzie się odpowiednie miejsce, by wychować nowe pokolenie. Gołębie miejskie są więc naturalnie i nierozerwalnie połączone z człowiekiem, spotykamy je tylko w pobliżu ludzkich osad.".  

         IMG_5227.jpg                   IMG_5222.jpg

Gołębia na gnieździe wyrzeźbił Władysław Sałdyka. Również człowiek trzyma na ręce gołąbka. Ta rzeźba nosi nazwę "Zabawka emausowa z gołębiem", a stworzył ją Zdzisław Dudzik. Na wystawie obie rzeźby mają takie specyficzne oświetlenie, że zdjęcia wyszły w tonacji zielono-niebieskiej, w każdym razie - dość zimny mają odcień.

Są także na wystawie gile i jastrzębie, sowy i mewy, rybitwy, papugi i pawie, bociany białe i czarne, a nawet derkacz, wodnik i przepiórka. Oczywiście słowik, skowronek i wilga, nie mówiąc o szpaku, czajce czy ślepowronie. Naprawdę, cała ptasia menażeria. I o nich też Staszek pisze ...

Pytanie, skąd i dlaczego taka nazwa "ptakoidy"? Ptakoidy to też ptaki, tylko, że właściwie nierozpoznawalne lub bardzo udziwnione. Z dużymi, nieproporcjonalnymi względem reszty korpusu, głowami czy skrzydłami, o dziwacznych kształtach dziobów, z wyłupiastymi oczami, w kolorach - chyba - niewystępujących w naturze. Tego ostatniego nie byłabym pewna, bowiem to co natura potrafi wyprawiać z kolorami, deseniami i ich umiejscowieniem na ptaku, w ogóle nie mieści się w głowie ...

Kiedy czytam "Kalendarz" Staszka Łubieńskiego i oglądam prezentowane w nim prace rzeźbiarskie, wydaje mi się, że odwiedziliśmy dwie różne wystawy. Nie widziałm wielu rzeźb, albo ich nie zauważyłam. Fakt, nie byłam sama. Obecność innej osoby obok - rozprasza, albo kieruje uwagę na inne przedmioty i detale ... Trzeba też przyznać, że rzadko korzystałam z wiszących w sali lornetek, żeby przybiżyć sobie obraz maleńkich figurek ptaków, umiejscowionych pod syfitem lub skrytych pomiędzy drewnianymi przepierzeniami. W rezultacie, w książce znalazłam kolejne piękne i ciekawe eksponaty.

Fantastyczny jest ten perkoz na gnieździe! Prawdopodobnie - zausznik :)

IMG_5216.jpg

Oczywiście, wystawa lada dzień się kończy. Ci, którzy jej nie widzieli, nie zobaczą. Ale pozostaje nam "Kalendarz - Paki, ptaszki, ptakoidy", który zawiera ciekawe, choć krótkie, opisy poszczególnych gatunków ptaków. A ja, czytając, wciąż odkrywam nowe wiadomości. Czy zdajemy sobie sprawę z tego, że  mamy 21 gatunków mew? 10 gatunków dzięciołów? 5 gatunków gołębi?

W książce jest spis ilustracji - autor, tytuł pracy, rok powstania. I fajne, zabawne, uproszczone rysuneczki ptaków Wacława Marata.

Kupić, przeczytać i nie raz do tej pozycji zaglądać - to moje przesłanie do Was, odwiedzających tę stronę internetową i blog.

KALENDARZ PTAKÓW ...

Taki tytuł nosi najnowsza książka mojego kolegi z Facebooka a również z Rzeczpospolitej Ptasiej (RP) - MARKA PIÓRO. Marek jest Ambasadorem RP w Warszawie (siedziba jest w Słońsku), a ja jestem dumną obywatelką RP.

"Rzeczpospolita Ptasia jest to zupełnie nowa, unikalna w skali Polski inicjatywa Towarzystwa Przyjaciół Słońska "Unitis viribus", której celem jest klubowe zrzeszenie miłośników ptaków odwiedzających Słońsk. (...) Wszystkich obywateli Rzeczpospolitej Ptasiej będzie obowiązywała konstytucja i kodeks obserwatora ptaków.  Miłośnicy ptaków otrzymają paszporty, w których będą zbierać pieczątki potwierdzające pobyt (różne w każdym roku). Każdy rok poświęcony będzie innemu gatunkowi ptaka, wybranemu spośród rzadkich lub zagrożonych, występujących w Rzeczpospolitej Ptasiej.".

9788394950545.jpg 

Ale nie o RP chcę tu napisać a o książce "Klendarz ptaków. Opowieści o ptasim życiu i zwyczajach na cały rok", Wydawnictwo Paśny Buriat, Kielce 2019.

Pierwsza sprawa - to nie jest taki kalendarz, jaki sobie wyobrażamy: daty w miesiącach i zdjęcia. No, powiedzmy, skoro "ptaków", to pewnie bądą tu fotografie naszych latających braci mniejszych i kalendarium.  Daty, owszem, są, ale pojawiające się - w pionie - na marginesach książki. Tych dat jest 365 - od 1 stycznia do 31 grudnia. Rok - nieważny. Ważne są opisy ptaków. Krótkie, treściwe, konkretne. Chwilami jest i pozezja, i romantyczne nastroje.  Zresztą, są i zdjęcia, ale nie tak jak w zwyczajnym kalendarzu.

Druga sprawa - Marek nie jest ornitologiem, ale kocha ptaki całym sobą (kocha też i inne zwierzęta; te, które ma w domu i te z lasów i pól). Natomiast, Marek pisze tak o ptakach, że od razu chce się je zobaczyć, poczytać o nich jeszcze więcej, spotkać, usłyszeć ...

Staszek Łubieński, na okładce książki z całym przekonaniem napisał: "Marek Pióro to z całą pewnością jeden z najlepszych i najważniejszych popularyzatorów ptasiarstwa w Polsce. Ze świetnym, lekkim piórem i ogromną wiedzą." Swoją opinię o tej książce napisał też Adam Wajrak.

Ja się z tym w pełni zgadzam i ... czytam ten kalendarz od końca do początku i na odwrót, od czasu do czasu w środku, lub po datach swoich i rodzinnych imienin, urodzin, różnych wybranych dni i miesięcy. Marek wygrzebał z książek o ptakach (takich wspaniałych autorów, jak: Władysław Taczanowski, Simona Kossak, Jan Sokołowski, Włodzimierz Puchalski, a także tych nowszych, jak Stanisław Łubieński, Andrzej Kruszewicz czy Marek Siuchno), mnóstwo ciekawostek, anegdot, wspomnień i faktów. A to, że Marek dotarł także do krakowskiej Asocjacji Promotorów Radosnego Ptaka - ruchu społecznego pod kierownictwem Miotacza Idei, nieocenionego Waldemara Domańskiego, walczącego o wróble w Krakowie i nie tylko - wprawiło mnie w orawdziwy zachwyt! I podziw. Asocjację można znaleźć na Facebooku.

Wiele rzeczy w Kalendarzu było dla mnie nowych. Np. to, że ptaki tak znane, jak wróbel, gawron czy sójka, mają swoiste cechy a przez to, swoje miejsce w naszej polskiej kulturze, czy tradycji, o czym nie wiedziałam lub nie spodziewałam się. Np. o zachowaniach przedmałżeńskich i małżeńskich samicy muchołówki żałobnej ...  Dowiedziałam się, że o naszym małym, szarym i niepozornym WRÓBLU jest mnóstwo porzekadeł, co tylko świadczy o jego znaczeniu, sile prztrwania, bliskości z człowiekiem. "Kto strzela z armaty do wróbla, może go najwyżej ogłuszyć" - to jest fajne, nie znałam :) Również odniesienia do postaci czy sytuacji w mitologii.

Bardzo mi się podoba wynajdywanie przez Marka Pióro najdziwniejszych i najstarszych nazw ptaków, np. jaskółka brzegówka to "grzebółka" a orzechówka "kostygryz" ... Albo rozbieranie na czynniki pierwsze nazw łacińsko-greckich, czy dawnych polskich, wynikających z zachowania ptaka, jego upierzenia czy rodzaju pokarmu, jaki preferuje.
No i te anegdoty, skojarzenia, nawiązania, powroty do starej literatury ornitologicznej. Przy okazji można się dowiedzieć, kiedy są dni Żurawia, Wróbla, Orła Białego, Światowy Dzień Rybołówstwa czy Ptaków Migrujących.

"Kalendarz ptaków" to po prostu kopalnia wiedzy!

A zdobyłam ją, kupiłam! logując się na stronie "Magazynu Kontynenty" już w ubiegłym roku, w przedsprzedaży. W połowie stycznia br. kurier przywiózł mi książkę do domu. Zresztą kupiłam 2, druga będzie na prezent. Bo to jest taki prezent, który cieszy przez cały rok i niejeden dzień więcej! Ja polecam! Co zresztą ujawniłam nie raz, nie dwa na stronach Facebooka :)

W dniu 15.02.br., w siedzibie Wydawnictwa Czarne w Warszawie, przy ul. Marszałkowskiej 43/1, o godz. 19, odbędzie się wieczór autorski Marka Pióro. Z pewnością podpisze mi oba egzemplarze.  Do zobaczenia!

Źródła: https://magazynkontynenty.pl/produkt/kalendarz-ptakow-opowiesci-o-ptasim-zyciu-i-zwyczajach-na-caly-rok/

http://www.tps-unitisviribus.org.pl/rzeczpospolita-ptasia

 

STYCZEŃ 2019 roku - zaczynam nowy cykl: obserwacji ptaków, fotografowania, czytania ...

DSC_0376bogatk.jpg             Styczeń 2019 r. zaczął się silnym mrozem i sporym opadem śniegu. Uznałam, że to już czas, żeby dokarmiać ptaki bardziej intensywnie. Robiłam to od listopada, ale po trochu, nieregularnie. Tyle tylko, żeby ptaki przyzwyczaiły się do wiszących karmników, walców ze słonecznikiem, miejsc gdzie można napić się wody, a nawet wykąpać.

W czasie mrozu woda zamarza. To oczywiste. I trzeba wyrzucać lód
 wielokrotnie w ciągu dnia. Tak, to wymaga poświęcenia czasu i uwagi, żeby dostrzec, że ta woda już jest skuta lodem, a ptaszki stoją na krawędzi i dziobkami próbują rozbić przeszkodę. Ciepłej wody nie nalewam. Bo chyba byłaby niesmaczna i niezdrowa dla ptasich gardeł, narażonych na ciągłe oziębianie na powietrzu.

DSC_7853rozen.jpg

Od początku roku powróciłam do udziału w tworzeniu listy gatunków ptaków, spotkanych w granicach administracyjnych Warszawy. Już mam ich 34! Wszystkie osiedlowe, to nie ulega wątpliwości - zobaczyłam je w ciągu pierwszych dwóch dni stycznia.   A potem, nad Wisłą m.in. rożeńca (samaca i samiczkę), krzyżówki, nurogęsi, mewy srebrzystą, białogłową, kormorany ... W centrum Warszawy spotkałam rudzika - śliczny, mało płochliwy - pewnie dlatego, że właśnie wydziobywał ostatnie ziarenka słonecznika, które ktoś wcześniej rzucił ptaszkom pod krzaczek. Na terenie parku SGGW, przy starym Rektoracie, na drzewach pojawiły się: kowalik, dzięcioł duży, kosy, kwiczoły ...

Odwiedziłam też ośnieżone tereny Pola Mokotowskiego.                       DSC_0223sojka.jpg
Pięknie wyglądały wtedy świerki i sosny, odwiedzane przez
sikory a nawet ... mazurki! Tam też zobaczyłam pierwszą w tym roku, sójkę.
A kosów było aż 7! Dużą popularnością cieszyło się drzewko
z malutkimi jabłuszkami, chyba nie jedyne w tym parku, mam nadzieję :)

Na Facebooku mam obcnie następujące strony, gdzie pokazuję zdjęcia ptaków i przyrody: "Hanna Żelichowska" (to moja główna strona); "Ptaki na Stokłosach"; "Kochany wróbel"; Kwiaty i nie tylko". Poza tym, mam funkcję moderatora na stronach: "Internetowy Atlas Ptaków"; "Ptasi Patrol - ptaki i nietoperze w budynkach"; "Warszawskie oknówki".

Tak, oknówki - jaskółki, które mają w Warszawie trudne życie.  Ludzie nie chcą ich czarek z błota we framugach okien lub przy suficie balkonu. Nie chcą ich potomstwa, które robi kupki a przy karmieniu też sporo zabrudzeń powstaje. Poza tym, oknówki potrzebują błota, wilgotnej gleby, wody - do budowy gniazd, a tu wszędzie kostka Bauma i beton, albo - w najlepszym razie - trawniki i klomby z roślinnością. Dobre i to, bo tam oknówka znajdzie owady, ale to muszą być owady latające dość wysoko. Może nie tak wysoko jak w przypadku jerzyków. Oknówki polują nieco niżej, ale owady na kwiatkach przy ziemi, to nie jest ich cel ... Razem z koleżanką i kolegą przygotowujemy projekt dotyczący sztucznych gniazd dla oknówek, finansowany z budżetu obywatelskiego. Oraz - mamy pomysł na projekt pilotażowy,
sfinansowany z datków społecznych,  żeby oknówkom pomóc już, w 2019 r.     

                                                                DSC_2143oknowka.jpg

20 stycznia, kiedy wyszło piękne słońce i był tylko niewielki mróz, wybraliśmy się na rozlewiska Słudwi w Złakowie Kościelnym. Och! Tam oddycha się pełną piersią. Rozległe przestrzenie i gęgania nadlatujących z różnych stron, kluczy gęsi. Kruki, myszołowy, pustułka ... Byliśmy krótko, bo i dzień w styczniu wciąż jest taki krótki! Ale wypiliśmy naszą domową kawkę, zjedliśmy kanapki w samochodzie. I było naprawdę relaksująco ... Zdjęcia jeszcze nie obrobione, ale wstawię niedługo. 

MEWY CZY RYBITWY? CZEGO TE PTAKI SZUKAJĄ NA URSYNOWIE?

DSC_7904KEN 1.jpg                Wrzaski, piski, jękliwe biadolenie i żebrzące pokrzykiwania …  Gonitwy, ucieczki, nieomalże walki w powietrzu, ostre skręty
w dół lub w górę, przepychanki …
Latają  przed oknami, stoją na lampach. Mewy?!
A może rybitwy?

DSC_0638rybitwa rzecz1.jpg

Rybitwy, z których najbardziej rozpoznawalna w Polsce jest rybitwa rzeczna, odlatują pod koniec lata, aż do Afryki.  W okresie późnej jesieni i zimy  nie można ich zobaczyć ani na niebie, ani na wodach naszego kraju. Wrócą! Często wracają do miejsc, w których się wylęgły i wychowały. Jednak to nastąpi dopiero w kwietniu.
Rybitwy mają zasadniczo węższe skrzydła, niż mewy, dłuższe i bardziej ostre dzioby. Są lżejsze, mniejsze, bardzo zwrotne w czasie lotu i sprytnie polują na ryby w morzu czy w rzece. Latające w środowisku mew, rybitwy od razu można rozpoznać. Jednak, tak jak i mew, rybitw jest w Polsce kilka gatunków a ich identyfikacja wymaga sporej wiedzy i doświadczenia.

Zatem, w tej chwili na Ursynowie latają tylko mewy. Łatwo zauważyć, że te mewy są różne – mniejsze, większe, mniej śmiałe i bardziej agresywne. Krzyczą też różnie. Czy można określić gatunki mew  pojawiających się na Ursynowie?

Korzystając ze swoich obserwacji oraz pomocy naukowych,  gdzie króluje Przewodnik Collinsa „Ptaki” (Najpełniejszy przewodnik do rozpoznawania ptaków Europy i obszaru śródziemnomorskiego z 2017 r.), mogę stwierdzić, że na Ursynowie  widujemy głównie mewy śmieszki i mewy siwe (dawniej „pospolite”), a czasami  mewy białogłowe i srebrzyste.
W połowie zimy w niektórych miejscach latają prawie same mewy siwe, a śmieszki gdzieś znikają …
Nad warszawską Wisłą spotykamy nieliczne mewy siodłate o bardzo ciemnym upierzeniu grzbietu, a jeszcze rzadziej - mewy żółtonogie i romańskie.
Rozpoznawanie gatunków mew jest trudne, ponieważ mają one zróżnicowane szaty, czyli upierzenie,  zależnie od wieku i pory roku. Najłatwiej zidentyfikować mewy dorosłe, w szatach godowych.

DSC_9472siwa-1.jpg

Mewa siwa jest ptakiem średnich rozmiarów; mniejszym niż mewa srebrzysta, większym niż śmieszka. Stojąc, robi wrażenie eleganckiego ptaka o długich szarych (w szacie godowej – żółtych) nogach, zaokrąglonej głowie ze stosunkowo krótkim, żółtawym dziobem. Kiedy leci, widzimy jej długie skrzydła, na końcach tak ciemne jakby mewa umoczyła je w czarnej farbie (dawniej powiedziałabym – w kałamarzu).

DSC_5872siwa1.jpg

Mewa siwa w szacie niedojrzałej. Jest całkiem inna niż mewy w szatach ostatecznych. Można ją pomylić z młodocianą mewą śmieszką.

 DSC_9481siwa mloda-1.jpg

Mewa srebrzysta (i jej odmiana „mewa białogłowa”) to duże ptaki,  wielkości myszołowa (!), z żółtym mocnym dziobem z czerwoną plamką,  jasnymi oczami, jasnym płaszczem i dość długimi nogami barwy cielistej lub różowawej. 

DSC_5519srebrzysta.jpg

Mewa srebrzysta jest liczna na wybrzeżu, rzadsza na śródlądziu, a na Ursynów zalatują pojedyncze osobniki.

DSC_0023smieszka1.jpg

W zawołaniu mewy śmieszki niektórzy słyszą śmiech. Coś w tym musi być, skoro nawet jej łacińska nazwa zawiera w drugim członie słowo  ridibudndus  „śmiejący się”. Śmieszka to piękny ptak, który w szacie godowej pyszni się swoim czekoladowym kapturem, ciemno-czerwonym ostrym dziobem i czerwonymi długimi nogami. Białe półksiężyce okalają oko śmieszki z brązową
tęczówką.

  DSC_4385smieszka stoi1.jpg

 Reszta ciała śmieszki, za wyjątkiem grzbietu (jasno-popielaty) i czarnych końcówek ogona oraz skrzydeł,  jest pokryta śnieżno-białymi piórami. W czasie lotu ujawnia się ważna cecha diagnostyczna śmieszki – białe kliny wzdłuż przedniej krawędzi dość długich i zaostrzonych skrzydeł.  

DSC_9467siwa smiechy-1.jpg

Śmieszki w różnych fazach swojego życia mają w upierzeniu brązy, różne odcienie szarości, a nogi i dzioby miewają wręcz pomarańczowe (z czarną końcówką). Śmieszka jest ptakiem stadnym, to znaczy, że preferuje grupowe żerowanie i odpoczynek. W czasie okresu lęgowego śmieszki tworzą kolonie liczące od kilkunastu do kilkudziesięciu i więcej gniazd.

Mewy żywią się głównie pokarmem mięsnym – rybami, skorupiakami, mięczakami, również owadami. Ich dieta jest zróżnicowana, dostosowana do pory roku i zasobności w pokarm terenu, gdzie ptaki przebywają. Np. mewy siwe i śmieszki swoje pisklęta karmią dżdżownicami i … owocami! Tak, podają im truskawki, wiśnie i czereśnie! Oczywiście, potrafią porywać pisklęta innych ptaków i wyjadać zawartość jaj z cudzych gniazd. Zimą brak jednak takich rarytasów. Ale np. śmieszki lubią owoce głogu czy jarząbu, a tego na Ursynowie jest dużo.

Osoby wyjeżdżające latem na wakacje nad morze lub nad jeziora, widują mewy wysiadujące na balustradach i poręczach mola, huśtające się na falach, szybujące  po niebie, a czasami pikujące do wody ... Krzyk mew przyjemnie brzmi nad morzem i jest stałym elementem wakacyjnego nastroju a potem wspomnień … Ale mewy w mieście? Może to z powodu zmian klimatycznych? – myślą niektórzy.

DSC_9386latarnie-1.jpg 

Miasto ze swoimi osiedlami mieszkaniowymi, blokowiskami, infrastrukturą techniczną, parkami, terenami zieleni na działkach, cmentarzach czy przy budynkach, stawami, jeziorami i rzekami jest dla wielu gatunków ptaków miejscem atrakcyjnym.

Szczególnie  zimą.    DSC_6875cieplo1.jpg  Wtedy miasto jest o kilka stopni cieplejsze, niż tereny pozamiejskie. Śnieg jest uprzątany, a ten który leży – szybciej się topi. Tu ptaki znajdują miejsca schronienia w nocy i odpoczynku w dzień (np. na dachach wysokich bloków). Wysypiska śmieci, śmietniki oraz kosze na śmieci wypełnione odpadkami to dla wielu ptaków zasobne w pokarm żerowiska. Zimą ludzie dokarmiają ptaki. Dlaczego więc mewy miałyby nie skorzystać z tych specyficznych „walorów” miejskiego środowiska?

Również na Ursynów śmieszki i mewy siwe przylatują po łatwy pokarm. Oblatują śmietniki i korzystają z pokarmu wyrzucanego lub podrzucanego ptakom przez ludzi. Czego to ludzie nie wyrzucają! Bywa, że z okien, mimo apeli i zakazów władz spółdzielni, lecą resztki obiadowe, pieczywo, obrzynki mięsa, odpadki z obróbki ryb i drobiu. To właśnie wtedy między mewami odbywa się istna walka z wrzaskiem i  piskiem o takie smakołyki, które nie trafiają się im zbyt często (powiedzmy sobie szczerze – na szczęście!).

  DSC_9805mewy1.jpg

Wtedy też mewy najbardziej rzucają nam się w oczy.

Mewy są bardzo plastyczne, mają zdolność przestawiania swojej diety  na pokarm, który jest osiągalny, np. zbożowo-roślinny. Podkradają wtedy gołębiom i ptakom krukowatym, dokarmianym zimą przez ludzi  -  kasze, gotowane warzywa, płatki owsiane,mieszanki ziaren i zbóż.

DSC_9464smieszki-1.jpg

Znalazłam w jednym z artykułów określenie mew – „ptasi kloszardzi”, bo całymi dniami żywią się na wysypiskach śmieci. W tym sensie, mewy, podobnie jak wszystkie ptaki krukowate w Warszawie (wrony siwe, gawrony, kawki i sroki), pełnią ważną funkcję „czyścicieli” miasta, wyjadając resztki po człowieku i usuwając padlinę.

Warto o tym pamiętać, kiedy narzekamy na ptasie hałasy i odchody lecące z drzew na ulice i chodniki.  Coś za coś …

Czy mewy jedynie zimą przylatują na Ursynów czy są tu obecne w pozostałych częściach roku? Tak naprawdę, to również na Ursynowie, mamy stawy i jeziora, a nawet nieduże rzeczki. Był nawet na ten temat świetny artykuł w Halo Ursynów https://www.haloursynow.pl/niezbednik/ursynowskie-pojezierze,208 pt. : „Ursynowskie pojezierze”.  W naszej dzielnicy występuje aż 26 zbiorników wodnych, co plasuje Ursynów na I miejscu w Warszawie. Zachowanymi po zlodowaceniach reliktowymi zbiornikami wytopiskowymi o dużych walorach przyrodniczych i krajobrazowych na terenie Ursynowa są m.in. jeziora: Grabowskie, Zgorzała, Imielińskie oraz stawy: Pozytywka, Wąsal, Nowe Ługi.


DSC_0174Zgorzala.jpg

Np. na Jeziorze Zgorzała jest wyspa ze sporą kolonią gniazdujących śmieszek. Ptaki wysiadują jaja na zmianę i agresywnie bronią swojego terytorium, gniazda a potem – piskląt.  Kolonia śmieszek na Zielonym Ursynowie jest  regularnie odwiedzana przez ptaki szponiaste, jak błotniak stawowy, myszołów, krogulec a nawet przez bieliki. Po co? Jak zwykle – chodzi o pokarm. Śmieszki zespołowo odganiają intruzów, robiąc przy tym niemiłosierny hałas, bicie skrzydłami i wykonując pikujące loty. Agresor ma jednak przewagę masy ciała i siły, więc nierzadko udaje mu się zniszczyć lęg lub porwać pisklę. Natura …

Kiedy zamarzają stawy i jeziora, mewy przenoszą się tam, gdzie jest bieżąca woda, jak kolektory ściekowe nad Wisłą lub mniejsze i większe rzeki miejskie.
Możliwe, że na Ursynów przylatują mewy znad Stawu Służewieckiego. Staw w pobliżu ul. Puławskiej powstał dzięki spiętrzeniu wody Potoku Służewieckiego. Na jazie, przez który wypływa woda ze stawu, miasto zbudowało małą elektrownię wodną. Woda nie zamarza tam całkowicie, więc mewy gromadzą się na obrzeżach, sztucznej wyspie oraz wysiadują na molo. Dookoła powstał  w 2018 r. park miejski, a przy samym stawie znajduje się petal tramwajowa “Wyścigi”. Świetne miejsce do wypoczynku i obserwacji mew oraz innych ptaków we wszystkich porach roku.  

 

Ekstremalne temperatury! +29, 30 i 32 stopnie - takie mamy lato 2018!

DSC_7660sroka.jpgWODA, WODA!!! Do picia, kąpieli, dla ochłody ... Nikt, kto myśli, czuje i rozumie, że upał dotyka każdą żywą istotę, a więc zarówno ludzi, jak i zwierzęta oraz rośliny, nie odmówi zimnej wody.

DSC_7853pije.jpg

Tak, tak! Woda dla ptaków, psów, kotów, jeży i wszystkiego co żyje. Wszyscy potrzebują wody, czasem tylko kropli wody, którą wypija mucha, osa i pszczoła.

DSC_3666wro pije.jpg

Zatem, nadal wystawiajmy pojemniki z wodą wszędzie, gdzie tylko wyobraźnia nam podpowiada, że może znaleźć się chętny. Pod sklepami, na stoiskach plenerowych, bazarach, balkonach, w krzakach, przy śmietniku, pod lampą, przy wejściu do budynku. No, wszędzie! 

DSC_1940golab.jpg

Nie widzimy, że piją, ale one korzystają. Przychodzą, człapią do wody, przylatują, podskakują i wpadają do niej. Codziennie wyławiam drobne owady, rozpaczliwie przebierające odnóżami na powierzchni wody. Niech takiego owada/insekta złapie i zje ptak, ale niech nie cierpi i męczy się tonąc w wodzie, do której przyleciał po ratunek: napić się i przeżyć kolejną godzinę tego trudnego lata ...

DSC_1608bogatka.jpg

DSC_5498modra.jpg

WarsawWildlife photography competition

 IMG_4546.JPG         Chyba od marca 2018 r. na Facebooku wisiała
informacja o konkursie fotograficznym, organizowanym przez Marion CHATELAIN, pracującej naukowo w ramach grantu na Uniwersytecie Warszawskim w Centrum Nowych Technologii, Laboratorium Ewolucji i Ekologii w Mieście.
Termin przysyłania zdjęć (max. 5) - 30 maja 2018 r. 

         Ja swoich 5 wysłałam 17 maja br. Następujące:

1) WRÓBEL (Passer domesticus); ul. Zamiany, Ursynów-Stokłos
(osiedlowe krzewy); 22/12/2016; 

2) GAWRON (Corvus frugilegus); osiedlowy placyk,
Ursynów-Stokłosy; 05/01/2017; 

3) CZECZOTKA (Carduelis flammea); ul. G. Bacewiczówny, Ursynów-Stokłosy; 08/02/2017; 

4) RUDZIK (Erithacus rubecula); nieużytki przy metrze Stokłosy, Ursynów-Stokłosy; 15/09/2017; 

5) MANDARYNKA (Aix galericulata); Łazienki Królewskie, Śródmieście; 16/04/2018;

         6 czerwca br. otrzymałam taki mail:

Good morning to all of you,

Thank you very much for your participation to WarsawWildlife photography competition!

The evaluation board will now meet to evaluate your pictures. The results of the contest should be available on the 18th of June. The results will be communicated by e-mail and will be announced on the competition webpage.

Best wishes,
- - - - - - - - - - - - - -
Marion Chatelain

Wild Urban Evolution and Ecology Lab (WUEE)
Center of New Technologies (CeNT), University of Warsaw
S. Banacha 2C, 02-097 Warsaw, Poland
website: marion.chatelain

         Następny e-mail dostaliśmy 18 czerwca a jego fragment był taki:

Good afternoon to all of you,

I am very pleased to announce the result of WarsawWildlife photography competition!

The favorite picture of the evaluation board is unanimously the female common merganser and its chicks walking in the street. This picture could not have illustrated better the topic of this photography competition! Congratulations to Urszula Frydrych who obtains the first position of the contest for this picture. The second position is hold by Hanna Żelichowska for her picture of the common redpolls, while the third position is attributed to Michal Adamowicz for his picture of the tawny owl. Both species are not easy to spot in the city; hats off to both of you! That’s not all! Twenty pictures have been selected to be exhibited! The ranking of those selected pictures is detailed below:

         dsc_9897rudzik.jpgPoniżej została zamieszczona tabela z nazwami zdjęć i nazwiskami dwudziestki osób - nagrodzonych miejscami od I do III, oraz 17 zdjęć wyróżnionych, wśród których były trzy moje zdjęcia: wróbel, gawron i rudzik. Oczywiście, bardzo się ucieszyłam zarówno z II miejsca (czeczotki) jak i z wyróżnień. Pochwaliłam się zaraz na FB. Ponad 100 osób złożyło mi gratulacje! :)

        Na 20 lipca br. zaplanowano otwarcie plenerowej wystawy naszych prac. Wydruki zdjęć zawisły na ogrodzeniu od strony ul. Ondraszka, w pobliżu Pubu Tola na Polu Mokotowskim. O godz. 17 zebrały się organizatorki, w tym Marion Chatelain i prof. Marta Szulkin, i kilkoro przybyłych osób, w tym - my (ja, Ryszard i Bożena).

       

Jako nagrodę dostałam piękny 2-tomowy "Atlas owadów" - duży, ciężki i bogato ilustrowany oraz niedużą książeczkę po angielsku o życiu (przyrody) w mieście. W ramach poczęstunku znaczącą rolę w tym gorocym dniu odgrywały polski, smakowity i zimny cydr oraz różowe wino.

       Trochę rozmów, trochę zdjęć, obejrzenie jeszcze raz wszystkich prac, podziękowania, gratulacje i ... koniec uroczystości. Trochę szkoda, że nie ma z tego konkursu żadnej wyrazistej rzeczy - jakiegoś papierka, wpisu do Atlasu. Jedynie e-mail z tabelą osób wyróżnionych.

__________________________________________________________________________

Laboratorium Ewolucji i Ekologii w Mieście

 
Wiele ważnych pytań z dziedziny ekologii i biologii ewolucyjnej dotyczy zmienności cech osobniczych, jakie można zaobserwować u zwierząt w ich naturalnym środowisku. Do niedawna niemal wszystkie długoterminowe badania wolnożyjących kręgowców, często uznawane jako kluczowe w badaniach z zakresu ekologii i biologii ewolucyjnej, były prowadzone w środowisku naturalnym i mało przekształconym przez człowieka. Biorąc pod uwagę fakt, że w 2000 r. tereny miejskie zajmowały 0,5% powierzchni Ziemi, a ich obszar wzrośnie wielokrotnie w latach 2000-2050, potrzebne staje się dogłębne poznanie biologii i ekologii ewolucyjnej wolno żyjących zwierząt w środowiskach miejskich.
Środowiska miejskie niewątpliwie narzucają nowe presje selekcyjne na żyjące organizmy żywe, wyraźnie inne od presji występujących w pierwotnie zasiedlanych przez nie środowiskach. Sikora bogatka Parus major to idealny obiekt badawczy dla biologów i ekologów ewolucyjnych zajmujących się wpływem miast na dziko żyjące kręgowce: występuje licznie w całej Europie – w różnorodnych lasach, ale też i w sąsiedztwie człowieka; w parkach i ogrodach, na cmentarzach, jak i w zieleni przy osiedlach mieszkaniowych.
Laboratorium Ewolucji i Ekologii w Mieście rozpoczyna długoterminowe badania dotyczące genetyki, ekologii i ewolucji sikory bogatki wzdłuż gradientu urbanizacji, co pozwoli zrozumieć wpływ miast na ich fenotyp (zmiany w morfologii, upierzeniu, zachowaniu czy strategii reprodukcyjnej) i genotyp (zmiany na poziomie genetycznym). Badania te pozwolą na lepsze zrozumienie tego, jak zwierzęta żyjące na wolności dostosowują się do nowej niszy ekologicznej, jaką jest miasto.
 
Wywiad ze mną w "HaloUrsynów.pl"

      8 lipca 2018 r. ukazał się na portalu HaloUrsynów.pl wywiad, jaki przeprowadziła ze mną - telefonicznie - Pani Marta Siesicka-Osiak, redaktorka. Rozmawiałyśmy o ptakach i ich potrzebach, przyrodzie i moich relacjach z sąsiadami, moich obserwacjach i refleksjach na temat sytuacji ptasiej populacji na Ursynowie, o moich działaniach i zainteresowaniach ...

Wywiad dość długi i bogato ilustrowany zdjęciami, jakie zrobiłam na Ursynowie w ostatnich 2-3 latach. 

Fragment wywiadu:

"Hanna Żelichowska, nasza sąsiadka z osiedla Stokłosy. Zna Ursynów od podszewki, bo mieszka tu od samego „początku” i często przemierza długie dystanse w poszukiwaniu... ptaków. Właśnie zajęła drugie miejsce w konkursie "WarsawWildlife Fotografii Zwierząt w Mieście". U nas przestawia niepublikowane jeszcze dotąd zdjęcia skrzydlatych mieszkańców dzielnicy.

Jej fotografie miejskich ptaków są doceniane na konkursach, wykorzystywane w publikacjach popularno-naukowych, kalendarzach i plakatach promujących ochronę ptaków. Osobiste archiwum zawiera kilkadziesiąt tysięcy zdjęć, w tym znakomita część, została zrobiona na Ursynowie. Kocha i szanuje przyrodę.

O sobie mówi, że jest typem osoby pogodnej, przyjaznej, zwolenniczką kompromisów, stara się pomagać tam gdzie poproszą ją o pomoc lub sama zobaczy, że przyroda jej potrzebuje. Matka natura to jej dobra przyjaciółka, z którą bardzo lubi się od dzieciństwa. Od lat udziela się w organizacjach pomagających zwierzętom, zwłaszcza ptakom.

Teraz, kiedy jest na emeryturze ma więcej czasu na to, żeby pogłębiać przyrodniczą wiedzę, a przede wszystkim realizować wielką pasję, jaką jest obserwacja i fotografowanie ptaków. Ostatnio zdjęcia jej autorstwa zostały docenione w konkursie "WarsawWildlife Fotografii Zwierząt w Mieście", organizowanym przez Marion Chatelain, pracującą w Centrum Nowych Technologii Uniwersytetu Warszawskiego.".

         Podsumowując, napiszę i powiem, że nie jest źle :) Przyroda na Ursynowie jest bujna, dużo krzewów, drzew, parki i jeziora, stawy i oczka wodne, na budynkach wiesza się coraz więcej budek lęgowych, również w parkach i w zieleni osiedlowej widać liczne budki dla różnych gatunków ptaków.

         Ważne, że jest sporo, coraz więcej - WRÓBLI, które kocham nad wyraz

         Liczenie, to jedno, a zrozumienie, co zrobić, żeby wróblom było z nami dobrze żyć, to druga sprawa. Ja mam obserwacje oraz wnioski o charakterze intuicyjnym oraz oparte na emocjach. Nie wydaje mi się jadnek, żeby były tu potrzebne jakieś wielce naukowe badania. To przecież bardzo proste. Wróbel potrzebuje miejsca na gniazdo (najlepiej otworu/szpary/głębszej luki w budynku; w ostateczności budki lęgowej na budynku); krzaków i drzew, żeby się chronić przed drapieżnikami oraz przesiadywać w rodzinnym gronie i ćwierkać, bić się, zalecać, tokować, cieszyć życiem, odpoczywać, robić toaletę; dzikich łączek i trawników z chwastami, z których są nasiona do jedzenia; codziennej garści słonecznika i innego ziarna - zimą, a w lecie i zimie - wody do picia. Piach do kąpieli wróbel sobie znajdzie, wodę do kąpieli można mu zaoferować - ucieszy się. I tyle. Proste jak drut, tylko tyle i aż tyle. 
Drapieżnymi wronami, srokami czy kotami bym się za bardzo nie przejmowała. Wróble sobie poradzą, żeby tylko człowiek mu nie przeszkadzał ...

DSC_8689malec.jpg     DSC_7985wrobel.jpg

W artykule była też mowa o wynikach konkursu fotograficznego WorldLife Warsaw. Moje zdjęcie czeczotek zajęło tam II miejesce. O tym napiszę w kolejnym tekście ...

DSC_8461modrasie.jpg

https://www.haloursynow.pl/artykuly/ptaki-z-ursynowa-na-pieknych-fotografiach-wywiad,10003.htm

Idzie luty, podkuj buty! A - nie! Zima jest nadal lekka ...

7 lutego 2018

Kiedy zaczynałam pisać blog w styczniu 2018 r., podałam kilka informacji. Oto one:

dsc_7369mandary.jpg

1) na swojej rocznej, krajowej liście gatunków uzbierałam w 2017 r. 150 gatunków ptaków (moja lista życiowa, polsko-zagraniczna liczy 214 gatunków!);
teraz kontynuuję zbieranie gatunków; mam ich już 55 :) 

2) na FB utworzona została zamknięta grupa "Warszawski Wielki Rok", której celem było gromadzenie gatunków ptaków w granicach Warszawy. W 2017 r. naliczyłam ich 110!  
w tym roku też współzwodniczę; na razie mam 47 gatunków ptaków :)

3) biorę udział w konkursie pt. Festival de l'Oiseau et de la Nature; na początku stycznia 2018 r.
dostałam e-mailem wiadomość, że moje 4 zdjęcia (na 6 zgłoszonych) przeszły etap wstępnej selekcji.
No, to bardzo dobry wynik! Czekam na dalsze decyzje francuskiego jury;

w drugiej połowie stycznia 2018 r. dostałam e-mailem widomość, że niestety żadne z moich zdjęć nie znalazło się w gronie nagrodzonych lub wyróżnionych :(

4) zgłosiłam się do Domu Kultury "Stokłosy" z propozycją wystawy zdjęć ptaków i/lub prelekcji (PowerPoint) na temat ptaków, i/lub innych sposobów wykorzystania mojej wiedzy i doświadczenia w ptasich sprawach. Ano, zbaczymy ...
Brak jakiejkolwiek reakcji :(

Luty zaczęłam od prelekcji (PP) dla dzieci ze szkoły podstawowej na Powiślu, z kl. Ib. Prelekcja dotyczyła ptaków w zimie, pozostających z nami w mieście.  Przekazałam także kilka informacji o tych ptakach, które odlatują przed sezonem zimowym (migracje ptaków). Podobno się dzieciom i wychowawczyniom podobało ...

 

DSC_3766gawron.jpgMądrze patrzy ten gawronek. Wydaje się, że dużo wie, wiele rozumie, niejedno już w swoim życiu widział. Lubię gawrony. W ogóle - wciągnęłam się w to swoje ptasie hobby. Dużo czasu poświęcam ptakom,  generalnie sprawę ujmując. 

Pogoda tej zimy jest zmienna, z przewagą szarzyzny, opadów deszczu, temperatury
powyżej zera. A jeśli dodać do tego brak pokarmu dla ptaków w postaci nasion i owoców na drzewach, to trudno się dziwić, że intensywnie dokarmiam ptaki. Zdjęć robię mało, bo i gatunków zimowych ptaków nie za wiele. Np. nie zawitały na Ursynów jemiołuszki. Nie widziałam tu grubodzioba, choć inni - z dalszych częśći Ursynowa - podobno je widują. Gile nieliczne. Czyży - kilka. Zaledwie 2-4 dzwońce w moim rejonie. Kilka kwiczołów, dwa kosy,  oczywiście modraszki, bogatki, wróble i mazurki. Tych ostatnich też niewiele widziałam w naszej dzielnicy. Nieodmiennie, mewy siwe i śmieszki, gawrony, wrony, kawki i sroki. No i oczywiście - gołębie miejskie.
Na zdjęciu - mewa śmieszka w szacie młodocianej.  Coraz więcej śmieszek, które licznie występują nad Wisłą,  ma brązowe eleganckie kapturki, należące do zimowej szaty godowej tych ptaków.

 

DSC_2133smieszka.jpg

Niespodziankę zrobiła mi sosnówka, która zaczęła regularnie przylatywać do kokosa z masą tłuszczowo-orzechową, zawieszonego na moim balkonie. Niestety, w takim miejscu, że trudno jest ją fotografować, kiedy tak wisi sobie i dziobie. Ale mam kilka fajnych zdjęć :)

DSC_1632sosnowka.jpg 

DSC_1676gile.jpg

Zrobiłam tej zimy odkrycie: zawsze myślałam, że kiedy słyszę specyficzny, metaliczny głos kontaktowy gila, to na pewno zobaczę czerwony brzuszek i będzie to samczyk. Ostatnio obserwowałam samiczkę, głos kontaktowy dawał się słyszeć, a samca na pewno wtedy nie było. Co oznacza, że samiczka też tak potrafi ...  

DSC_1656gile.jpg

 

 

 

 

 

 

 

 

W ostatni weekend stycznia 2018 r. (27-28.01) w całej Polsce trwało Zimowe Ptakoliczenie. Ja też wzięłam w nim udział, tradycyjnie już, od lat. Wypełniłam elektroniczną kartę zgłoszenia, którą trzeba było wysłać do Ogólnopolskiego Towarzystwa Ochrony Ptaków (OTOP). 
Wstępne wyniki pokazały, że na pierwszym miejscu listy znalazła się krzyżówka, ale drugie miejsce zajął WRÓBEL!
Jestem tym zachwycona! Uważam, że w ostatnich dwóch latach, przynajmniej na Ursynowie, populacja wróbli zwiększyła się 2 lub 3-krotnie! Co się do tego przyczyniło? To moim zdaniem, proste: wieszanie wielu budek lęgowych i nasadzenia krzewów, a nawet - choć w niewielkiej skali, ale jednak - robienie dzikich łączek na nieużytkach. Ursynów ma, na szczęście, jeszcze sporo takich miejsc niezagodpodarowanych, nieużytków, gdzie rosną chwasty, są zakrzaczenia, jakieś stare drzewka owocowe, wszelakie badylki a także oczka wodne.  
Nadal też mamy na Ursynowie niewyremontowane budynki. Wróblom w to graj! Mają gdzie mieszkać! 

DSC_0989wrobel.jpg

DSC_3776wrobelka.jpg

Teraz pilnuję, żeby władze mojej spółdzielni przypadkiem nie zaczęły kratowania otworów w stropodachach. Jest kilka budynków, wymagających remontu. Są stare i na pewno ten remont jest im potrzebny. Jednak zanim podejmie się decyzję o likwidacji siedlisk ptasich w stropodachach i wszelkich dziurach, szparach, miejscach za rynnami czy pod balkonami, trzeba - z udziałem ornitologa - sprawdzić, czy już nie zaczęło się składanie jaj a nawet wysiadywanie (gołębie) i w ogóle - czy są/były tu gniazda ptasie. Na tej podstawie, ornitolog w swojej opinii wskazuje ile i gdzie mają być powieszone - jako rekompensata - budki lęgowe dla ptaków, żyjących z nami w budynkach. Chodzi głównie o wróble, jerzyki, kawki, gołębie i sikory.

dsc_7179wrobelek.jpg

 

Według mnie, szczególnie trzeba zadbać
o mieszkania dla wróbli.

Skoro już doczekaliśmy się takiej dużej liczby
tych naszych pierzastych przyjaciół,
to trzeba je chronić, dbać o nie i dogadzać im ...
I tak ich życie nie jest łatwe i czyha na nie mnóstwo niebezpieczeństw.

 

 

 

 

 

Na moim balkonie wiszą kule tłuszczowe, walec ze słonecznikiem łuskanym, świeża woda w miseczce, bułeczka na deser, a do karmników  na dworze codziennie nasypuję słonecznika i profesjonalnej zimowej karmy dla dzikich ptaków. Mam nadzieję, że wróbelki i inne ptaki będą na wiosnę silne i zdrowe. I takie też będzie ich potomstwo.

Do mojej budki lęgowej na ścianie balkonu przymierzają się na zmianę - modraszka i bogatka. Ciekawe, co z tego wyniknie?   

Dziś w nocy było -7 stopni! I leży śnieg.Ma jeszcze padać, ale będzie dużo cieplej ...

Ptasi rok 2018 - startuje!

Mija właśnie siódmy dzień nowego roku ... Nadal nie ma śniegu, mrozu, a temperatury są na plusie 7-8 stopni! Słońca mało, deszcz pada czasami - śmieszna zima. 

W USA/Nowy Jork - ogłoszono właśnie stan wyjątkowy z powodu śnieżyc i mrozu ponad -20 stopni, jakiego tam nie mieli od ponad 120 lat! W tym czasie, w Australii, temperatura przekracza +40 stopni!

Dzisiajeszej nocy zrobi się zimniej, bo może być nawet -6 stopni! Jutro rano popędzę na dół i nasypię ciepłego ziarna słonecznika, i innej dobrej karmy małym ptaszkom. Wiszący karmnik balkonowy przeniosłam na dół, na drzewko, ze względu na gołębie. I żal mi bardzo, bo kiedy przylatują dzwońce i czyże, nie bardzo mogę je ugościć ... I tak źle, i tak niedobrze.

Rok 2017 skończyłam z bardzo dobrymi wynikami. Niektóre: 

1) na swojej rocznej, krajowej liście gatunków uzbierałam 150 gatunków ptaków (moja lista życiowa, polsko-zagraniczna liczy 214 gatunków!);

2) na liście warszawskiej mam 110 gatunków ptaków; na FB utworzona została zamknięta grupa "Warszawski Wielki Rok" i dlatego nasza lista nazywa się WWR. W tym roku też zbieramy gatunki w obrębie granic Warszawy;

festivfr4zdjecia.jpg

3) biorę udział w konkursie pt. Festival de l'Oiseau et de la Nature; na początku stycznia 2018 r. dostałam e-mailem wiadomość, że moje 4 zdjęcia (na 6 zgłoszonych) przeszły etap wstępnej selekcji. No, to bardzo dobry wynik! Czekam na dalsze decyzje francuskiego jury;

4) zgłosiłam się do Domu Kultury "Stokłosy" z propozycją wystawy zdjęć ptaków i/lub prelekcji (PowerPoint) na temat ptaków, i/lub innych sposobów wykorzystania mojej wiedzy i doświadczenia w ptasich sprawach. Ano, zbaczymy ...

MOJE KRZYŻODZIOBY

18 grudnia 2017

To trzeba uwiecznić, zapisać w kominie, dobrze zapamiętać ... Pierwszy raz w tym roku miałam okazję zobaczyć i podziwiać KRZYŻODZIOBY ŚWIERKOWE. Koledzy donosili o ich pojawieniu się na Żoliborzu, na Ochocie, na Polu Mokotowskim, na Starym Mokotowie. Aż wreszcie, krzyżodzioby pojawiły się na terenie parku Przy Rektoracie SGGW. 

Tak, najpierw ich poszukiwałam na Polu Mokotowskim - obchodziłam wielokrotnie wyniosłe świerki z pięknymi długimi szychami. Nasłuchiwałam dźwięków w powietrzu. Biegłam za przemieszczającym się stadkiem. Zawsze ginęło gdzieś za ścianą drzew. Byłam też na Bielanach, w rejonie metra Stare Młociny. I tam rosną cudowne świerki, wysokie, bogate w szyszki.  Nie udawało się. Ale teraz już wiem! Świerki tak, ale nie te. Szyszki - tak, ale inne! Krótkie, pękate, gęsto porastające gałązki. Nie wiem, nie zgłębiłam jeszcze tego zagadnienia - różne świerki, pewnie też różne ich gatunki.

Krzyżodziób świerkowy (L. curvirostra curvirostra) – Eurazja od Wysp Brytyjskich po Morze Ochockie. Na południu po Góry Kantabryjskie i Pireneje oraz środkowe Włochy, północne Bałkany oraz południowo-zachodnią Rosję i Syberię. 
W Polsce gniazduje nieregularnie i nielicznie w górach i na północnym wschodzie (Mazury i Podlasie). Podczas przelotów pojawia się w całym kraju, również w miastach.  Zimuje w Polsce.  W latach gdy brakuje szyszek świerkowych północne populacje krzyżodziobów rozpoczynają koczownicze migracje, przemieszczając się w stadach na znaczne dystanse. Wtedy też przylecieć mogą do Polski. Co parę lat przybywają liczniej między czerwcem a październikiem. Po jesiennym nalocie kolejnej wiosny od marca do maja trwają powroty krzyżodziobów na północ.

dsc_9126krzyzodz.jpgPtak o masywnej sylwetce z dużą głową i mocnym dziobem oraz krótkim, rozdwojonym ogonem.

Jest znany z tego, że jego dolna i górna część dzioba (szczęk) krzyżuje się  na końcu. Obie wystają z zarysu dzioba. Powodem tej
adaptacji jest wybieranie nasion z szyszek drzew iglastych, a zwłaszcza świerków. Grubym, dużym dziobem o sierpowatym profilu rozchyla zdrewniałe łuski szyszek i mięsistym językiem wybiera nasiona.

Samce ceglastoczerwone, samice rozpoznaje się po szarozielonej lub żółtawej szacie. U obu płci ciemnoszare lub brązowawe skrzydła
i ogon. Młode brązowe, kreskowane na spodniej części ciała, na skrzydłach słabo widoczna jasna pręga. Podobne są do samicy.
Samce w pierwszym i drugim roku życia mają w większości żółte upierzenie, a pomarańczowe lub czerwone gdy stają się starsze. Czasem jednak niektóre mogą już po pierwszym pierzeniu przybrać czerwone barwy.


dsc_9214krzyzodz.jpg    dsc_9161krzyzodz.jpg

Najpierw swoje krzyżodzioby usłyszałam. Potem - zobaczyłam. Było to niewielkie stadko - może 5-6 osobników. Kiedy zaczęłam je namierzać z dołu do góry, na szczytach świerków, swoim obiektywem, przerwały na chwilę wydłubywanie nasion z szyszek. Patrzyły. Trochę z zainteresowaniem, bardziej - z uwagą i czujnie. Przecież nie wiadomo, co to jest to na dole i czy nie jest groźne. Jeśli to wciąż to samo stadko (lub fragment stadka), które od dwóch tygodni krążyło po Warszawie, to nie raz już miały okazję widzieć ludzi z obiektywami wycelowanymi w górę ... 

Nie chciałam nadużywać ich cierpliwości ani tym bardziej, zaniepokoić czy spłoszyć tych pięknych ptaków. Miałam w ogóle szczęście w tym dniu, bo trochę słońce przyświecało. Od czasu do czasu, bo chmury też były. A potem, były już tylko chmury i otoczenie poszarzało.

No więc, mam swoje krzyżodzioby świerkowe. Pierwszy raz!

Wzbogaciła się moja lista gatunków o nowy gatunek. W 2017 r. zaobserwowałam w Polsce 150 gatunków ptaków, w tym - w Warszawie 115!

KARMNIK BALKONOWY DLA PTASZKÓW - OTWARTY!

28 października 2017

dsc_7728karmnik.jpg

Od wczoraj w wiszącym u mnie karmniku jest karma dla drobnych ptaszków, a nawet gołąb, sroka czy kawka coś skubną, kiedy ziarno spadnie na podłogę lub pod balkon na ziemię.

dsc_1960kwiczol.jpg

Dzisiaj towarzystwo stawiło się w pełnym składzie na śniadanie. Zatem: ponad 20 wróbli, 2 mazurki (na razie tylko dwa, będzie ich więcej), 8 bogatek, 4 modraszki, dwie sierpówki (trzecia trzymała się na uboczu; nie miała odwagi?), gołębie zmieniały się, więc nie wiem dokładnie, ale pewnie łącznie 6 skorzystało ze spadającej karmy, kawka, dwie sroki. Kwiczoły, szpaki przybyłe licznie na jarząb nie konkurowały z balkonowymi, zainteresowane wyłącznie czerwonymi owocami. Dwie wrony i jeden gawron dokonały przelotu patrolowego, bez zatrzymywania się. Na niebie krążyły śmieszki. Na szczęście one jeszcze nie odważają się zaglądać na blokowe balkony. Kręcą się w pobliżu śmietników.

Na końcu wymieniam gościa niezwykłego - razem z kwiczołami na jarząbie pojawił się JER (Fringilla montifringilla)! 

dsc_4840jesr.jpg

Tak mnie to zachwyciło, że zrobiłam zaledwie dwa dobre zdjęcia, pozostałe wyszły mi poruszone. Tak, ja też byłam poruszona. Jer to dla mnie ptak zimy, a ten - już! Gdyby nie deszcz padający prawie cały dzień i zapowiedzi szalonych wiatrów, pewnie bym wyszła z aparatem poszukać na osiedlu innych stad kwiczołów, wśród których powinno być więcej jerów ... To może i jemiołuszki wcześniej przylecą?

Na razie, leje i wieje. I zimno jest. Czyli - jutro dokarmianie od rana (o godzinkę później, drogie ptaszki!) - kontynuacja.

Będzie w niedzielę na śniadaniu ptaszków wiele ...

BUDKA LĘGOWA BOGATEK. Jak wyglądało gniazdko?

22 października 2017

Wiosną tego roku, w nowo powieszonej budce lęgowej dla sikor, bogatka miała lęg. Prawdopodobnie, co najmniej dwoje piskląt szczęśliwie odchowała i wyleciały ... Pisałam o tym kilka miesięcy temu. Dzisiaj otworzyłam budkę lęgową, żeby sprawdzić, jak jest w środku i ewentualnie ją wyczyścić. Pamiętajmy, że nie należy kręcić się przy siedliskach ptaków (budkach lęgowych, gniazdach w stropodachu czy innych miejscach potencjalnych lęgów ptaków) w okresie lęgowym, tj. pomiędzy 1 marca a 15 października.

 dsc_7443budka3.jpgZatem, dzisiaj już mogłam zajrzeć do budki. Po zdjęciu drzwiczek z otworem wlotowym, zastałam w niej przepiękne gniazdo o wysokości 7 cm i szerokości 12 cm.

dsc_7448gniazdko4.jpg

Zrobione z gałązek, mchu, sierści, trawek, piórek i innych rzeczy. Kunsztownie wszystko przeplecione, dokładnie dociśnięte do ścianek budki. Idealny prostopadłościan. W górnej części widoczne było stosowne wgłębienie dla wysiadującej samiczki i piskląt po wykluciu. Teraz, znalazłam tu resztki - odchody piskląt w woreczkach.

dsc_7450kupki.jpg

Rodzice nie zdążyli zabrać ich w odpowiednim momencie i zostały. Natomiast, nie było żadnych śladów po skorupkach. Albo zjedzone (?), albo wyniesione poza gniazdko. Naprawdę dzielne są te ptaszki. I jakie czyściochy. Dbają o higienę, bo przecież malusieńkie pisklaczki są narażone na różne choroby, więc trzeba dbać o gniazdko. I rodzice to robią. Obie bogatki (samiec i samiczka) są w to zaangażowane i dzielą się obowiązkami.

Budkę wyczyściłam (odkurzyłam, bo poza tym była czysta), gniazdo obfotografowałam i ... No tak. Co z nim zrobić? Takie ładne. Włożyć z powrotem? Zniszczyć? Nie mam doświadczenia. Napisałam więc e-mil do dostawcy budek, firmy Ussuri oraz do znajomego ornitologa, Pana Mariusz Grzeniewski.
Pan Mariusz sugerował usunięcie gniazdka i pozostawienie budki pustej. Ponieważ wciąż się wahałam, przekonał mnie następującym uzasadnieniem:

"Śmiało można wyrzucić. Jak ptakom będzie zimno to sobie naniosą (to komentarz do mojego pytania co z ptakami, które zimą mogą chcieć korzystać z budki, jako schronienia; czy nie będzie im zimno?).
Pod koniec lutego trzeba zajrzeć i oczyścić. Potem już nie zaglądać bo można wypłoszyć ptaki szykujące się do lęgów.
Sikory i tak nie skorzystałyby z tego gniazda wiosną. Zbudowałyby na nim całkiem nowe, od samego początku. Wtedy byłoby zagrożenie, że wysiadujący ptak i potem pisklęta byłby blisko otworu wlotowego "wysoko", co mogłoby zwabić np. sroki i lęg mógłby być stracony. Stąd konieczność czyszczenia. W naturalnej dziupli zachodzą procesy gnilne i takie gniazdo pozostawione na zimę, wiosną jest już rozłożone, więc ptaki znów budują gniazdo wystarczająco głęboko. W budce tych procesów po prostu nie ma, dlatego musimy to czyścić.".

Dziękuję Panie Mariuszu! Jestem przekonana :) Budka wietrzyła się przez 3/4 dnia. Teraz, ma założone drzwiczki, a w środku jest pusto.
Ptaszki, zimowe mieszkanko - czeka!  :)


KEJA


Lubię sokoły wędrowne. Podglądam ich życie poprzez kamery zainstalowane w gniazdach tych wpsaniałych ptaków. Co roku  można obserwować, jak lęgną się sokoły w gniazdach usytuowanych na kominach elektrowni, elektrociepłowni i zakładów m.in. w Gdańsku, Gdyni, Warszawie, Głogowie ...  Młode sokoły są obrączkowane, mniej więcej po ok. 2 tygodniach od wylęgu. A potem, ogłaszany jest konkurs na imiona dla samic i samców. W tym roku wzięłam, jak zawsze udział w takich konkursach.

I oto, okazało się, że zgłoszone przez mnie imię dla sokolicy z gniazda w Gdańsku, wygrało konkurs. Stałam się "matką chrzestną" sokolicy, która nosi piękne imię KEJA! 

W nagrodę otrzymałam ze Stowarzyszenia na Rzecz Dzikich Zwierząt "Sokół" pakiet z drobnymi upominkami (notes, broszury i płytka CD o sokołach, nalepka, przypinka, pocztówki, długopis) oraz z koszulką z nadrukiem sokoła i CERTYFIKATEM! 

img_3850certyf1.jpg

Kiedy taką informację podałam na Facebooku, ponad 100 osób złożyło mi gratulacje!

Ja jestem dumna i szczęśliwa :)

Jerzyki (Apus apus) na Ursynowie

20.08.2017

dsc_4720jerzyk.jpg 

Jerzyki przyleciały w końcu kwietnia, w maju były już wyraźnie widoczne ... Krzyczały i piszczały po swojemu od rana do wieczora.

dsc_0561jerzyki.jpg Zaglądały do budek lęgowych, których mnóstwo zawieszono po remontach, na wysokich i niższych budynkach. Wlatywały, wylatywały, wpychały się czasami po dwa, aż trudno było stwierdzić czy one są lęgowe, czy tylko tak sobie  trenują ...

W maju wloty wieczorem do budek stały się bardziej logiczne i wyraziste. Najbardziej jednak roiło się na niebie od jerzyków w czerwcu. W gniazdach były już maluchy. Rodzice intensywnie je karmili.

  dsc_0466jerzyki.jpg     dsc_0508jerzyki.jpg

Jerzyk, po wykluciu, przebywa w budce/gnieździe ok. 2 miesięcy. Kiedy osiągnie odpowiedni ciężar i ilość tłuszczyku, pióra mu wyrosną i wydłużą się proporcjonalnie do wzrostu i budowy osobnika, jerzyki wylatują z budek i towarzyszą rodzicom. Nie można ich na niebie odróżnić od dorosłych. Ale one muszą się nauczyć polowania, latania, ewolucji w czasie lotu.  

dsc_5757jerzyki.jpg

Nabierają tężyzny, ćwiczą mięśnie i technikę lotu, a przede wszystkim - jedzą, jedzą, jedzą. Pochłaniają dziesiątki kilogramów insektów, napychają sobie nimi brzuszki. Przygotowują się do dalekiej podróży na południe, do Afryki.

Na początku sierpnia, pewnego słonecznego dnia nagle usłyszałam ... ciszę! Tak, dostrzec, że już jest cicho też trzeba umieć. Zadżwięczało na Facebookowych łączach - jerzyki odleciały! Stało się to nagle i jak nam się wszystkim wydaje, dość wcześnie. One oczywiście nie odleciały tak od razu w Polski. Po prostu, opuściły miasta i osiedla - czyli swoje siedliska, gdzie miały lęgi. Można je było spotkać żerujące nad rzekami, stawami i jeziorami.  

dsc_5664jerzyk.jpg

Dzisiaj (20.08.2017), po intensywnym opadzie deszczu w nocy i w dzień, pojawiło się na niebie 7 jerzyków. Towarzyszyły niewielkiemu stadku oknówek. Pewnie wiatr przywiał owady i przemieszczające się przez Polskę  jerzyki, urządziły sobie polowanie akurat nad Usynowem. Znowu było słychać ich radosne głosy :) Ale to trwało może 5 do 7 minut. 

I nastała cisza ...

Żegnajcie śliczne, pożyteczne jerzyki!
Szczęśliwego lotu na zimowiska!
Do zobaczenia za rok!

BUDKA LĘGOWA BOGATEK NA ŚCIANIE BUDYNKU

19 maja (piątek)

Kiedy rano wyszłam na balkon, dotarło do mnie, że nie słychać żadnego popiskiwania. Nie było też rodziców - bogatek karmiących swoje maleństwa.

Zatem - stało się! ZAKOŃCZYŁ SIĘ LĘG - BOGATKI OPUŚCIŁY BUDKĘ LĘGOWĄ  i poleciały z rodzicami w świat. Nawet nie wiem ile ich było ...

Ale czy to ważne, co ja widziałam lub czego nie widziałam? Nie. Najważniejsze, że rodzina bogatek znalazła dla siebie mieszkanko, żeby złożyć jajeczka, wysiedzieć je, a potem wykarmić swoje potomstwo.

DUŻO SZCZĘŚCIA W WASZYM BOGATKOWYM ŻYCIU! Niech będzie zdrowo i ... bogato! :)

18 maja (czwartek)

W otworze budki lęgowej pojawił się dziobek, potem oczko ... Rodzice karmili intensywniej niż dotychczas.  Już wiem, że za dzień-dwa bogatki opuszczą bezpieczne schronienie i rozpocznie się ich nowy etap życia w dzikim świecie. W świecie ciekawym, nieznanym, ale też pełnym niebezpieczeństw.

dsc_0249piskl.jpg   dsc_0258piskl.jpg

Bogatka w okienku domaga się karmienia. Rozwija się, bardzo chce jeść, chce być zdrowa, silna i jak najszybciej samodzielna :) 

dsc_0248piskl.jpg

Jednak na razie, to rodzice o wszystkim decydują a na dodatek, muszą dbać o gniazdko więc cierpliwie wynoszą kupki i czyszczą wnętrze.  dsc_0263kupka.jpg

12 maja (piątek)

Dziś po wielu dniach z deszczem, nawet mrozem w nocy i opadami śniegu w dzień, wreszcie zrobiło się ciepło. Na niebie słońce, a po błękicie z krzykiem, latają jerzyki. Całe ptasie towarzystwo w okolicy mojego balkonu ćwierka, skrzeczy, piszczy, śpiewa i lata w zalotach oraz kłótniach.

Minęło prawie 10 dni. Moje bogatki mają już w budce bardzo hałaśliwe pociechy, które odzywają się cały czas i wciąż domagają się karmienia. Rodzice latają, na zmianę, co 2 minuty i przynoszą świeże liszki, pająki i inne owady.  

dsc_9084bogatka.jpg  dsc_9857przybudce.jpg

A w czasie wylotu, wynoszą odchody swoich pociech, zamknięte w naturalnych woreczkach.
Ale ta natura jest zmyślna!
W gniazdku ma być czysto, bo i tak jest tam mnóstwo różnych bakterii, jakie ptaszki małe i duże noszą w swoich piórkach, na skórze i mają wewnątrz organizmu.   

dsc_9842bogatka.jpg dsc_8985bogatka.jpg

Samczyka nazwałam sobie "Czarny", bo ma szeroki, długi i bardzo czarny krawacik,  a samiczkę "Kropka" - ma charakterystyczną kropeczkę w okolicy dziobka, na prawym policzku.   To ona najczęściej jest widziana z woreczkiem odchodów w dziobku. Dzielna mama!

dsc_0119kupka.jpg  

Kropeczka wysuwa się z budki. Schudła, więc teraz jej łatwiej. Bo była grubsza  i bardziej napuszona w czasie wysiadywania jajeczek. Poprzednio z trudem przeciskała się przez otwór w budce lęgowej. A tu wszystko jest na tempo. Czas, czas się liczy. 


                                dsc_8699bogatka.jpg

dsc_9076bogatka.jpg

 

 

 

 

 

 

 

 

 

    Bogatki latają dość daleko po owady dla swoich dzieci.  Być może nie chcą się kręcić za blisko gniazda, żeby nie ściągnąć sobie na głowę drapieżnych srok i wron. Niestety, te są w pobliżu i jeszcze nie wiadomo jak się zachowają, kiedy maluszki zaczną wylatywać z budki. Na razie są bezpieczne. 

 


Kropeczka. Na gałązce i w zgrabnym wylocie z budki.

dsc_9091samiczka.jpg dsc_0109kropka.jpg

Teraz czekam na wylot maluszków. Może jeszcze uda się je sfotografować, kiedy będą karmione przez rodziców na gałązkach drzew i krzewów.

 3 maja 2017 (środa)

W zimie wróble, mazurki, modraszki i bogatki korzystały z karmników, pełnych łuskanego słonecznika i profesjonalnej mieszanki ziaren, które kupowałam w internecie. Ptaki były zadowolone, dobrze się odżywiały a ja miałam nadzieję, że wszystkie założą rodziny i będzie jeszcze więcej ptaków w mojej dzielnicy na Ursynowie (Warszawa).

Wiem, że wróble najchętniej gniazdują z nami w budynkach. W sobie tylko wiadome miejsca wsuwają się i wlatują przez szpary w tynku, dylatacje, drożne otwory  do stropodachów, wykruszenia betonu lub cegieł pod parapetami lub dachem. Natomiast bogatki łatwo zajmują budki lęgowe.

Ponieważ mam spory fragment wolnej ściany przy oknie balkonowym, pomyślałam, że mogłabym tam zawiesić budkę lęgową. Zamówiłam odpowiedni, specjalny typ budki dla bogatek w firmie Ussuri. Za dwa dni, a to był piątek, 31.03. br., budka już była w moich rękach, dostarczona kurierem. 

dsc_9414-budka.jpg

2 kwietnia 2017 r.  mąż zawiesił budkę na ścianie. Z pewnością cała ptasia społeczność śledziła jego ruchy, skryta w krzewach i na gałązkach okolicznych drzew. No, musiało tak być … Bo ledwo budka zawisła na ścianie, przyleciała bogatka. Jak to bogatka – zawisła pazurkami na brzegu otworu i rozejrzała się na boki. Po chwili zajrzała do wnętrza, potem wsunęła łepek do otworu, pół ciała i … zniknęła w środku.    Za moment – wyleciała.

dsc_6523bogatka.jpg

Po 10 minutach od zawieszenia budki lęgowej, bogatki zaczęły na zmianę przynosić materiał gniazdowy!  Mech, trawę suchą, jakieś listki, patyczki i cienkie lub grubsze gałązki. Niesamowity był to widok. I sytuacja, którą aż trudno mi było uzasadnić. Bo przecież budek lęgowych na drzewach i budynkach w mojej okolicy jest wiele.  A jednak ta okazała się tak atrakcyjna.                                                               

dsc_2373bogatka.jpg

dsc_2377bogatk.jpg

Do 4 kwietnia rano obserwowałam krzątaninę bogatek. Nie rezygnowały. To nie był słomiany ogień. Z pełną determinacją szykowały się do lęgu. Tego dnia musieliśmy wyjechać
i wróciliśmy 6 kwietnia.

 

 

7 kwietnia nie mogłam spać i wcześnie wstałam.  Wyjrzałam ostrożnie  na balkon. Podeszłam do budki. Potem postałam w oknie … Nic! Nic się nie działo, żadnego ruchu …
Pomyślałam, że jednak bogatki zrezygnowały lub ta budka była dla nich jedynie poligonem doświadczalnym. Wiadomo, czasami trzeba poćwiczyć, żeby dobrze wyposażyć gniazdko i ulokować je we właściwym miejscu.
Wydawało mi się, że to jest najlepsze miejsce na bezpieczne gniazdowanie. U mnie był matowy daszek nad całym balkonem. Balkon typu tarasowego, otwarty, wygodny dla ptaków dolatujących i odlatujących. Przy budce, pnącza winorośli, więc doskonałe miejsce przystankowe  przed wlotem do otworu.  Sikory tak lubią  - zaczepić się na bocznej gałązce, rozejrzeć czujnie na boki i dopiero potem wlecieć do budki. 
Zwłaszcza w okresie karmienia, kiedy trzeba zwracać uwagę na potencjalnych
wrogów.  

dsc_5558-spiewa.jpg

Obserwowałam i powoli traciłam nadzieję …
Zastanawiające było jedynie to, że co jakiś czas, ze strony coraz bardziej ulistnionego jarząbu, dobiegał głośny, intensywny głos kontaktowy i śpiew samca bogatki. Czasami samiec zmieniał miejsce śpiewania. Czasami znikał na kilka godzin. Ale rano i wieczorem – był! Śpiewał, nawoływał .... Tak jakby chciał swoją samiczkę wywołać, zachęcić do spotkania z nim w celach – wiadomo jakich -  trzeba przecież zalężać jajeczka (dla niewtajemniczonych – kopulować).

dsc_6524samiczka.jpg

Drugiego dnia moich upartych obserwacji, doczekałam się rezultatu. Z budki wyleciała samiczka i skierował się w gąszcz liści, skąd dobiegało nawoływanie samca.  

dsc_5615samiec.jpg                                      dsc_4825pije.jpg

Zaobserwowałam też moment powrotu do budki. Ale to jeszcze nie oznaczało, że samiczka wysiaduje jajka.

dsc_9510budka.jpg  

Nie pasowały mi daty. Budowa gniazdka i jego wyposażanie musiały trwać 4-5 dni. Od 2 do być może 6-8 kwietnia. Bogatka znosi 6-12 jajeczek. Jeśli codziennie znosiłaby jedno, to wysiadywanie mogłoby się zacząć najwcześniej ok. 12-14 kwietnia. Trwa takie wysiadywanie mniej niż dwa tygodnie. Czyli, pierwsze pisklęta mogłyby się wykluć ok. 28-30 kwietnia. Tak to sobie wymyśliłam, wzbogacona wiedzą z naukowych książek …

W międzyczasie, samiczka wlatywała i wylatywała kilka razy dziennie, a samiec śpiewał i nawoływał w ciągu dnia wiele razy. Czasami pojawiał się w pobliżu budki.  Widziałam, że ma w dziobku muchę.
Raz nawet zajrzał do środka. dsc_4878bogat.jpg
To znaczy, ja raz to zauważyłam. A przecież nie mogłam tkwić przy szybie drzwi balkonowych od rana do wieczora. Więc takie sytuacje mogły się zdarzać częściej.
I powinny, bo kiedy samiczka wysiaduje, samiec dostarcza jej pożywienia …

Oczywiście, wychodziłam i wychodzę na balkon.  Żeby posprzątać, posadzić bratki w doniczkach i skrzyneczkach,  nalać ptakom wody, a także – ze względu na zimne (były mrozy w kwietniu!)  i deszczowe dni – utrzymywanie poziomu słonecznika w walcu-karmniku,  wiszącym nad podłogą balkonu. Korzystały z niego wróble, mazurki, sikory, a nawet sroka i gołębie. Moje lęgowe bogatki – również.

dsc_6513samiec.jpg

Aż nadszedł poranek 28 kwietnia (piątek).
Nagle zobaczyłam samca na krawędzi drewnianej obudowy balkonu z potężną liszką w dziobie.
Ojej! Karmienie! Zaczęło się! Moje wyliczenia były zatem prawidłowe. Kiedy samiec odleciał, podeszłam na palcach do ściany i wytężyłam słuch. Nie usłyszałam żadnego dźwięku. Natomiast z budki wyleciała samiczka. Zafurkotała mi nad głową …

Wycofałam się natychmiast. I byłam bardzo ostrożna przez pierwsze dni. Żeby tylko nie wystraszyć i nie zestresować zalatanych rodziców. Nie wiadomo, czy to ich pierwszy wspólny lęg, czy mieli już potomstwo kiedykolwiek?  Z tym lub innym partnerem?
W każdym razie, teraz zaczął się dla bogatek czas wytężonego latania, zdobywania zdrowego pożywienia, odpowiedzialności – wytężonej uwagi i ostrożności. Przynajmniej z mojej strony nie powinno być dla nich żadnego zagrożenia.

 Kilka zdjęć zrobić jednak musiałam i bardzo chciałam. Okazało się, że samiczka całkowicie toleruje moją obecność na balkonie, nawet z aparatem. Samczyk był bardziej strachliwy. Zawsze zatrzymywał się na patyczku zatkniętym w wiszący karmnik (pusty)  lub na jakimkolwiek innym wystającym elemencie w pobliżu budki lęgowej. Czekał aż ja wycofam się do pokoju. Wtedy wlatywał do budki. Ciekawe, że nie raz oboje rodziców przebywało w środku.
Zastanawiałam się ile mają piskląt?

dsc_5612bogatka.jpg            dsc_5520-slonecznik.jpg

Minęło 5 dni. Samiec przestał się mnie obawiać, samiczka stała się jeszcze odważniejsza. Nawet wtedy kiedy ja jestem na balkonie (dzieli nas jakieś 3 m), samiczka sięga po słonecznik z walca i przysiada na jakimkolwiek patyku przy ściance balkonu. Rozdrabnia nasionko i czasami sama zjada, a czasami leci z okruszkami do budki. Od dwóch dni słychać kwilenie maluszków. Jest coraz wyraźniejsze.  Pisklęta muszą być w budce karmione jeszcze co najmniej 10 dni, a nawet tydzień dłużej (przebywają w gnieździe 15-22 dni).  

dsc_6549samiec.jpg

I kiedy maluszki/podloty wylecą – nadejdą te trudne dni. Bo niebezpieczeństw czyha na nie wiele. Od srok, wron, po koty, ale też choroby, niedożywienie, zimno i deszcze. Mam nadzieję, że dobrze są teraz karmione, bo widać jak wiele białka dostają. Białka przeplatanego ziarnem słonecznika bogatym w tłuszcze i witaminy.  

14.03.2017 (poniedziałek)

dsc_0064czyz.jpgCzyże są nadal. Wydaje mi się, że przybywa ich z każdym dniem. Dzisiaj było ok. 25!
Żerują. Oczywiście, bo ja co kilka godzin dosypuję mieszanki dla dzikich ptaków i słonecznika do walca na moim balkonie.

Żerują, śpiewają, kłócą się i gonią, podrywają samiczki i konkurują z rywalami, latają między moim balkonem a jarząbem. Przesiadują na jarząbie od rana do zmierzchu. Już się nauczyły, co to - sroka i czy może być groźna. Może. Tej lepiej unikać i kryć się przed jej dziobem i szponami.

Wiedzą, że pod balkonem czatuje czarny kot ... O, to jest naprawdę niebezpieczne. Jakiegoś ptaszka musiał złapać, bo piórka leżą na ziemi.

Przyzwyczaiły się do mnie. Rozumieją, że kiedy pojawiam się na balkonie to znaczy tylko tyle, że będzie nowa dostawa. Jeśli macham czymś zza szyby, to znaczy, że gołąb jest tu persona non grata, ale nie one. Czyże są mile widziane i korzystają z tego w pełni!

dsc_0067czyz.jpg

9 stycznia 2017

Początek stycznia 2017 r. zapamiętam ze względu na śnieg i siarczyste mrozy, nalot kwiczołów i jemiołuszek na jarząby a także z powodu … szpaka.

5 stycznia (czwartek) był mroźnym dniem (ok. -7 stopni), ale prawdziwie ostre mrozy miały dopiero nadejść …  W każdym razie, było bardzo słonecznie i zimno. Zdecydowałam się wyjść z aparatem, kiedy usłyszałam skwierczenie jemiołuszek. Nie było ich nigdzie widać. Natomiast były kwiczoły. Wszędzie! Latały jak szalone, z otwartymi dziobami i krzykiem (kwiczeniem), i z dziobami zapchanymi czerwonymi owocami jarząbu, gubiąc je po drodze.
Na jarząbie, w stadku żerujących kwiczołów i jemiołuszek,  dostrzegłam dwa przycupnięte szpaki. Były trochę spłoszone, niepewne ... i szybko odleciały.  Nie zdziwił mnie ich widok, bo niektóre szpaki co roku zostają na zimę –5-9 osobników. Chętnie korzystają z moich karmników na balkonie, odwiedzają też innych dobrych ludzi, którzy nie żałują im nasion i jabłek.

Kiedy wróciłam do domu, dowiedziałam się, że na jarząbie naprzeciwko naszego balkonu kilkanaście minut temu, żerowało  stado ok. 50 szpaków. No, tak. Wszystkiego mieć nie można. Tam kwiczoły i jemiołuszki, tu – szpaki. Ha, trudno! 

dsc_3988szpak.jpg
Wyjrzałam na balkon. Na udekorowanej świątecznie balkonowej barierce przycupnął szpak. Taki był skulony, niemrawy, pewnie przemarznięty … chyba nie w formie. Karmy wszelakiej dla ptaków jest tu bez liku, dla każdego coś miłego. Zobaczyłam, że szpak skorzystał, więc zostawiłam go samemu sobie. O zmierzchu – odleciał.

dsc_4164szpak.jpg Następnego dnia (6 stycznia) pojawił się znowu. Ucieszyłam się, że mądrze wybrał miejsce dokarmiania, bo tu mu na pewno niczego nie zabraknie. Dziwne jedynie, że nie odleciał ze stadem. Może był za słaby? Wciąż nie wyglądał dobrze. Często przysiadał, kiwał się na boki, podsypiał i nie okazywał strachu, kiedy zbliżałam się do szyby. A nawet, kiedy otwierałam balkon, żeby podrzucić ziarna, odchodził w drugą część po balustradzie i nie odlatywał, jak to czyni większość moich gości (za wyjątkiem gołębi).
Na końcówkę drabinki ogrodowej nadziałam połówkę jabłka. Jest dostępna z poziomu balustrady.  Poza tym, ptaki dostały rano świeżą karmę do karmników i do wszelkich możliwych naczyń i podstawek, oraz bułkę w kawałkach, zatkniętą w kilku miejscach. Bułkę lubią wróble, mazurki i sikory.

Szpak żarłocznie najadał się jabłkiem, a następnie na podkurczonych nóżkach, przetaczał się do miejsca, gdzie zatknięta była bułeczka. Dziobał ją przez kilka minut. Okazało się, że i szpaczek jest amatorem pieczywa i lubi jeść mokre i suche na zmianę. Poza jabłkiem i bułką, wyjadał z naczynek karmę dla dzikich ptaków (słonecznik i wiele innych ziaren i nasion).

Nie rozpychał się, nikogo nie dziobał, nie był agresywny. dsc_3993szpak2.jpg 

Maluchy po prostu ustępowały mu miejsca, respektując jego masę. Szpak nie przejmował się gołębiami, które też kilka razy przylatywały na balkon, nie bał się ich. Jedynie sroka wzbudzała powszechny strach i wszystkie ptaki, widząc ją, rozlatywały się na boki, kryjąc w krzakach.  Szpak ociężale, również odlatywał z balkonu i bardzo szybko wracał na swoją pozycję przy jabłku. W ciągu tego dnia, szpaczek pochłonął dwie połówki jabłka. Właściwie – sam, bo skubnięć modraszki liczyć raczej nie można …

7 stycznia szpaczek pojawił się znowu. Acha! To już jest rezydent. Bardzo się cieszę! Siedział  na swoim „starym” miejscu i cierpliwie czekał aż przyniosę jego połówkę jabłka. Resztka, jaka pozostała po uczcie z poprzedniego dnia, była zamarznięta na kość.

Kiedy wyszłam powoli na balkon, odleciał na drzewo. dsc_4196szpak.jpg   Ledwo nacisnęłam dorodną połówkę jabłka na bolec, szpaczek wrócił. Na dworze było niemiłosiernie zimno! -15 stopni, po nocy z temperaturą co najmniej -19! Patrzyłam z niepokojem na ptaki. Ale – stawiły się na śniadanie wszystkie, lub nawet więcej. Rytuał jedzenia, chodzenia po barierce, spadania na podłogę balkonu, wzlatywania do pokarmu w podstawkach na kwiatki, skubania jabłka lub po prostu – obserwacji, był taki sam, jak poprzedniego dnia. Jednak szpaczek wydał mi się bardziej dziarski, w lepszej formie.

 8 stycznia (niedziela) szpaczek był ożywiony, lotny i wszędobylski. Jadł wszystko i wciąż zagryzał jabłkiem! Już po pierwszym dniu, kiedy zobaczyliśmy z jakim apetytem dziobie wnętrze połówki owocu, nadaliśmy szpakowi imię: Jabłczany Król :) 

 

dsc_4035szpak.jpg

dsc_4321toaleta.jpg 

 

Ogromnie się ucieszyłam, kiedy w pewnej chwili zastałam szpaczka czyszczącego piórka. Wraca do dobrej formy, to już było wyraźnie widoczne. Ma siłę i chęć, żeby zadbać o siebie. Czyste, dobrze natłuszczone, błyszczące pióra są u ptaka niezwykle ważne. Warunkują sprawność lotu, zapewniają ciepło, świadczą o zdrowiu. 
Nasz szpaczek – dożywiany na naszym balkonie – odzyskał siły i wigor. Wróciły znajome, instynktowne zachowania ptaka – obawa przed człowiekiem (nawet takim karmicielem, jak ja) i różne inne lęki, ostrożność, uważność, rozglądanie się na boki, a nawet lekkie zachowania agresywne wobec innych ptaków. 
Tego dnia wystarczyło jedno jabłko. Szpak więcej jadł innych rodzajów karmy, mniej jabłka.  Więcej się ruszał, częściej przelatywał na drzewo i w krzaki – znikał z balkonu na jakiś czas, potem – wracał.
I, co tu owijać w bawełnę, niemiłosiernie kupkał na wszystko. No trudno. Na razie to wszystko zamarza, ale jak się zrobi cieplej, posprzątam i po kłopocie …

dsc_4225szpak.jpg 9 stycznia – Jabłczany Król jest już szpakiem o pięknym, błyszczącym upierzeniu. Żywym bystrzakiem, wspaniale latającym, wyszukującym pokarmu wszędzie i bez lęku. Zrobiło się na tyle ciepło, że mogłam na pół dnia, w nasłonecznionym miejscu, wystawić dla ptaków naczynie z wodą. Pierwsze skorzystały z tego gołębie. W swoim stylu, zanurzając w wodzie pół głowy i ciągnąc wodę jak smoki, wytrąbiły bardzo szybko prawie wszystko. Nalałam wody znowu.

Kiedy w pewnym momencie spojrzałam na balkon, oniemiałam! Szpaczek siedział w naczynku cały zanurzony w wodzie, machał skrzydełkami, wyskakiwał, wskakiwał znowu, zanurzał raz głowę, raz ogonek, przekręcał się w kąpieli – był w swoim żywiole! Przy temperaturze ok. -6 stopni.

dsc_4275szpak.jpgPrawdziwy mors! Wyskoczył z wody, otrząsnął się, poleciał na kilka minut na drzewo. A kiedy wrócił, spokojnie przystąpił do pałaszowania jabłka.  Oczywiście, wylałam tę wodę. Wstawiłam nową i dodałam drugie naczynko, bo może wszystkie ptaki zaczną się kąpać? Ale więcej morsów nie było …

dsc_4291szpak.jpgSzpaczku – jesteś wspaniały! A ja – ogromnie się cieszę, że pomogłam ci wrócić do formy, wzmocnić się i nabrać ptasiego wigoru. Teraz już nie jest takie ważne, czy szpak zostanie u nas, czy może poleci dalej … Ważne, że jest zdrowy, silny i zna swoje możliwości.

Wiwat, Jabłczany Król!!!

dsc_4048szpak.jpg

 

5 stycznia 2017

W pierwszych dniach stycznia do Polski zawitała zima. Prawdziwa zima! Ze śniegiem, mrozem do -18 stopni ( w Warszawie), silnymi wiatrami. Na Wybrzeżu wiatr wiał bardzo silnie z północy i wepchnął wody Bałtyku do rzek! Powstały tzw. cofki - zalane zostały przybrzeżne strefy a w nich - domy, pola, bulwary, nabrzeża. Spore zniszczenia!

Ludzie pochowali się w domach, niechętnie wychodzili na zewnątrz. 5 stycznia odważyłam się wyjść na teren osiedla, bo usłyszałam dzwonienie jemiołuszek, a na niebie zobaczyłam spore stado kwiczołów.  To był nalot! Całkiem zrozumiały ... Na Stokłosach na wielu jarząbach nadal pełno było owoców. Niektóre drzewka wprost uginały się pod ciężarem czerwonych, dojrzałych i wciąż jeszcze nie zamarzniętych kuleczek. Ptaki gromadnie zabrały się za jedzenie.    Płoszone przez przechodzących ludzi, odlatywały, żeby zaraz powrócić i kontynuować owocobranie. Fantastyczny widok!

Ale byłam bardzo ostrożna i starałam się im nie przeszkadzać i nie straszyć. Więcej czasu zajęła mi obserwacja tych pięknych ptaków, niż fotografowanie. :)

Następnego dnia jarząb był całkowicie obrany z kuleczek. Ptaki poleciały gdzieś dalej ...


dsc_3626kwiczol.jpg

dsc_3808jemiolu.jpg

dsc_3765kwiczol.jpgdsc_3733kwiczoly.jpg

30 grudnia 2016

W takim dniu wybrałam się do Łazienek Królewskich. Impulsem do tego był wpis i zdjęcie kolegi fotografa na Facebooku. Zdjęcie puszczyków - samca i samicy puszczyków przytulonych do siebie w jednej dziupli! Piękne, wzruszające! Wiem, gdzie w Łazienkach jest ta dziupla. Nie raz obserwowałam tam samca, drzemiącego w słońcu ... Nigdy nie widziałam tej pary puszczyków razem. Korzystając z pięknego, słonecznego dnia, popędziłam do Łazienek "na puszczyki". 

Zanim tam jednak dojechałam, najpierw tu, na Ursynowie pogoniłam za jemiołuszkami. Było ich tylko 9! Z całego, ostatnio spotkanego stada 120-150 osobników, dzisiaj tylko 9! Dobre i to.

 dsc_2770jemiol.jpg     dsc_2771jemiol.jpg     dsc_2733jemiol.jpg

Na górze, na krzewie jemiołuszki, na dole na trawie - kwiczoły. Trochę to dziwne, ale może były nieco speszone obecnością dużych i głośnych kuzynek z Syberii (lub z Europy Północnej) ... W każdym razie, kwiczoły na ziemi, w trawie znajdowały całkiem duże grona owoców jarząbu. Wyglądały na bardzo zadowolone :) 

dsc_2753kwiczoly.jpg           dsc_2746kwiczoly.jpg

A na niebie odbywał się balet krążących i pikujących mew. Zauważyłam mewy srebrzyste i zaraz to utrwaliłam ...  Mewy w locie i ich krzyki bardzo lubię, bo zawsze kojarzą mi się z wolnością i morzem, przestrzenią i kolorami. Mewy na Ursynowie , a zwłaszcza obecność wielu mew siwych, to dla mnie dziwne i niewyjaśnione zjawisko. Oczywiście, znajdują tu śmieciowe pożywienie. Ale, czy im to może wystarczać? Czy to jest jedyny powód, że w zimie siedzą w osiedlach mieszkaniowych a nie np. nad Wisłą lub jeziorami? 

   dsc_2717srebrzy.jpg            dsc_2716srebrzy.jpg           dsc_2728srebrzysta.jpg

W Łazienkach, szybko znalazłam właściwe drzewo. Puszczyk siedział w dziupli z zamkniętymi oczami. Drzemał. Słońce świeciło jeszcze nadal z boku. Natomiast, powyżej, nad górnym wlotem do dziupli, siedziała - też śpiąca - samiczka puszczyka. Ona jest pomarańczowa (tak przynajmniej wyglądają jej pióra w słońcu), a on - brązowo-beżowo-szarawy. Oboje są piękni! 

   dsc_2798puszczyspi.jpg       dsc_2804puszczyk.jpg

I wiem, że już od dwóch lat mają w Łazienkach lęgi - z dużym  sukcesem. Pierwszy raz miały czworo dzieci, w 2016 r. - pięcioro! Czy można się z tego cieszyć? Pewnie - trzeba, bo w końcu to są ptaki, a im więcej ptaków, tym lepiej. Jednak, to są drapieżniki. Polują na myszy, norniki ale też na drobne wróblaki. Już teraz widać w Łazienkach, jak mało jest sikor, kowalików i innych drobnych ptaków. Może przyczyną jest brak krzewów, które dyrekcja Łazienek wycina na potęgę, zbiera też ściółkę, grabi i kosi co tylko się da ... :( Ale obecność obok puszczyków, także wron, gawronów, kawek i srok, może przyczyniać się do zmniejszenia populacji sikor. Próbowałm na nie dzisiaj gwizdać i wyciągałam rękę z orzeszkami. Przyleciała tylko jedna bogatka i jedna modraszka. Inne - bały się. A w ogóle, było ich bardzo mało!

Za to przybiegła wiewiórka i śmiało wspięła się po moich spodniach i zaczęła węszyć w plecaku. Dostała orzeszek za swoją odwagę i spryt :) Na jednym z drzew wylądował dzięcioł duży.  Pokrzyczał, pobębnił i zaraz odleciał.  Ale na zdjęciu się znalazł ...

dsc_2893wiew.jpg                 dsc_2825duzy.jpg

Ale wróćmy do naszych puszczyków. Słońce przeszło już bliżej zachodu i zaczęło oświetlać spory fragment dziupli. Samiczka na górze zabrała się za toaletę i na chwilę ożywiła się. Nie na tyle jednak, żeby otworzyć oczy i pokazać swoją piękną, sowią twarz. Natomiast, udało się to z puszczykiem. Oczy ma wielkie i okrągłe, czarne i błyszczące. Puszczyki znoszą obecność fotografów, którzy stale się tu kręca i podglądają je, celując obiektywami w gniazdo. Jednak nie lubią zbytniego natręctwa. Więc, po krótkiej chwili, puszczyk odwrócił się i spokojnie opuścił w dół, do wnętrza dziupli. Widowisko skończone, dał do zrozumienia. Zatem, rozpoczęłam odwrót do domu.

               dsc_2803puszczyk.jpg                     dsc_3034puszczy.jpg

dsc_2807puszcz.jpg

Słońce świeciło, niebo było błękitne, ale dość ostry wiatr potęgował wrażenie mroźnego popołudnia. Szłam przez park, podziwiając błyszczące pióra gawronów. Są teraz w parach. I okazują sobie czułości. A nawet jeśli nie, to wciąż trzymają się blisko i często patrzą sobie w oczy. Piękne ptaszyska!  Oczy mają nieduże, okrągłe i bardzo błyszczące. A pióra połyskują fioletowo-granatowo-czernią. Ten mniejszy gawron, to - moim zdaniem - samiczka. Opiekun, samiec hardo patrzy w moją stronę, jakby chciał pokazać, że jest gotów bronić swojej damy ... Ja jednak nie miałam żadnych złych zamiarów. Wręcz przeciwnie, sypnęłam gawronom i wronom karmy dla dzikich ptaków. Rzuciły się do dziobania, popatrując nieufnie na mnie i mój aparat. 

dsc_2943gawrony.jpg   dsc_2946gawrony.jpg

Kawki są jeszcze bardziej nieufne i ostrożne. To zrozumiałe. Są przecież najmniejsze wśród naszych miejskich ptaków krukowatych. Ale zadziorne i sprytne - bardzo!

dsc_2993kawka.jpg

Na zamarzniętym stawie, za Pałacem na Wodzie, zebrały się mewy: śmieszki, mewy siwe i srebrzyste. Stworzyły takie białe, "kwiatowe" zgromadzenia. Z daleka wyglądało to niezwykle. Pierwszy raz zobaczyłam je w takiej formacji!

dsc_2881mewy.jpg

Nie spotkałam dzisiaj zbyt wielu gatunków ptaków, zresztą - byłam w Łazienkach tylko jakieś dwie i pół godziny. Jednak, ptaki, które mi pozowały, robiły to ładnie i grzecznie. Mają teraz portrety i dobrą pamiątkę. A ja - przyjemne zakończenie 2016 roku.

Dziękuję wam ptaszki!
I życzę, żebyście nie cierpiały głodu i niedostatku ani w zimie, ani w lecie.
Żeby ludzie rozumieli wasze potrzeby i zaspokajali je, m.in. sadząc dużo krzewów, drzew i tworząc łąki z chwastami.
I żeby udały wam się lęgi, a dzięki temu - żeby nam przybyło wiele ptaków!


Do siego roku!

dsc_3787kwiat.jpg26 grudnia 2016

Śniegiem nie posypało, mrozu nie było - Święta w deszczu i przy temperaturze do +9 stopni! Tak w ostatnich latach bywa. Zimy już nie są takie ostre, więcej ptaków pozostaje z nami, bo łatwo im przetrzymać zimę. Dwa dni przed Świętami na Ursynowie żerowało stadko ponad 40 szpaków! I oczywiście - jemiołuszki ...

Na jemiołuszki wyprawiliśmy się 25 grudnia, w pierwszy dzień Świąt. To był najmniej szary dzień tego świątecznego okresu. Nie tylko my to dostrzegliśmy. Ptaki też były bardziej radosne. Wiele z nich kąpało się w kałużacj. Jemiołuszki też, ale zdjęć nie mam, bo wtedy nie byłam z aparatem ... Szkoda!

dsc_2645jemiol.jpg

Ale przyleciało duże stado. Podzieliło się na grupy. Jedne siedziały na brzozach, inne na topolach a jeszcze inne na krzewach jarząbu. Grupka objadała jemiołowe kule, inne - bardzo płochliwe - wciąż zmieniały lokalizację, przestraszone przez przechodzących ludzi lub dźwięki samochodów. 

dsc_2127jemiol.jpgTego dnia dużym popytem cieszyły się smakołyki na moim balkonie.  Bogatki, modraszki, wróble, mazurki pożerały ziarno, skubały kulę tłuszczową, przepychały się na walcu ze słonecznikiem. A na jarząbie przysiadały spokojne mazurki, czekając na miejsce w karmniku.

 dsc_2582bogatka.jpg

                dsc_2547mazurek.jpg

 

 Tego dnia spotkałam też  młodocianego gawronka i kwiczoły na  jarząbach oraz dzwońca siedzącego na czubku drzewa i śpiewającego do nieba. 

 Niebo jednak bardzo krótko było jasne z przebłyskami słońca.    Jemiołuszki piękne w świetle, a jeszcze wspanialesze w słońcu, zaczęły wychodzić czarno na zdjęciach. Ukryte w bałaganie owoców i gałązek nie dawały szansy na dobre ujęcie.

 

 

Szbko napłynęły szare chmury i po południu znowu zaczął padać deszcz. 

Zima zimowa pewnie jeszcze będzie, ale Boże Narodzenie było bezśniegowe ... I już minęło ... Na balkonie i w mieszkaniu zostały jeszcze dekoracje, które cieszą oczy. Mam nadzieję, że ptakom też się podobają ...

dsc_2557swieta.jpg

 

22 grudnia 2016

Dzień wcześniej zaczęła się zima astronomiczna - mieliśmy najkrótszy dzień w roku. Od dzisiaj - obowiązuje zima kalendarzowa. Trzeba to tak określić, bo niestety atrybutów zimy - brak! Co prawda, w nocy temperatura spada lekko poniżej zera, ale w dzień - jest na plusie. Śniegu nie ma. Po tym, co w ostatnich dniach jesieni napadało, nie ma śladu. 

Dzisiaj wyszło słońce i poprawiło wszystkim nam humory. Bo te ostatnio szare i mdłe dni, były mocno frustrujące. Dzięki ładnej pogodzie, wreszcie dały się obejrzeć, a nawet sfotografować piękne jemiołuszki. To goście ze Wschodu - z Syberii, z dalekiej Rosji. Przylatują do nas, skuszone owocami jarzębin, jarząbów, oliwnika a także nasionami jemioły, którą bardzo lubią. 

dsc_2479hi.jpg

Hi, przyleciałam! - łapką macha do nas piękna jemiołuszka. Ptak niezwykły, egzotyczny bo ma japońską maskę na oczach, jedwabiście błyszczące piórka w kolorze śmietankowego różu, czubek, żółte zapałeczki na ogonie i różowe piórka na końcówkach skrzydeł. W locie lub w grupie ptaków siedzących na szczytach topól, słychać krystaliczne dźwięki - rozpoznawalne z dużej odległości. 

Jemiołuszki grupowo latają, razem żerują, trzymają się blisko siebie. Często widać jak ciasno siadają na poziomych gałęziach brzóz czy topól. Tworzą wtedy wieloramienne świeczniki, które na dodatek pięknie dzwonią, jak kryształki w kandelabrze, poruszane wiatrem. 

Tak się cieszę z dzisiejszego dnia! Jemiołuszki wniosły trochę radości do tych ostatnich dni, z wieloma przykrymi doniesieniami z Polski i ze świata. Żeby nowy rok przyniósł nam więcej nadziei i optymizmu! 

dsc_2411jemiol.jpgKiedy tak chodziłam po swoim osiedlu, spotkałam spore stadko wróbelków. Wygrzewały się w słońcu na krzaczku i w krzaczku, ćwierkając radośnie i podskakując. One gwarantują dobry nastrój i radość w miejscu, gdzie przebywają. Dlatego trzeba bardzo dbać o wróbelki i stwarzać im jak najlepsze warunki do życia!

 dsc_2230wrobel.jpg

17 grudnia 2016

Dzień dzisiaj szary, z mieszaniną mokrej mgły i siąpiących igiełek lodu ... A ptaszki - jakieś takie radosne, rozgrzane, goniące się wokół drzew i szczebiotliwe. Wróble i mazurki urządziły taki harmider pod moim balkonem, że co chwila wyglądałam, zaniepokojona ... I dzwońce dzwoniły, przelatując kilkakrotnie. Nawet były jakieś przymiarki do karmnika, ale na razie - nie odważyły się.
dsc_1790-kwiczo.jpg Spore stado kwiczołów zleciało się na jarząby w okolicy.
Jarząb przed moim balkonem, wciąż jeszcze zasobny w owoce, jak magnes przyciągnął liczne ptaki, w tym nawet trzy szpaki.

Oczywiście, wykorzystałam sytuację i zrobiłam kilkanaście ujęć. Musiałam ISO ustawić na 1600, potem zmniejszyłam do 1250. Było jednak wciąż tak szaro, że ruchliwe ptaki rozmywały się w kadrze. Albo dobrze wychodziły skrzydła, ale kręcący się łepek był rozmazany, albo cały ptak stawał się ezoterycznym aniołem bujającym nad gałązką z owocami ...
Zauważyłam, że ptaki lubią takie dni ... Bez słońca, w przyrodzie jest jakoś spokojniej, a brązowo-szare wróble, mazurki, kwiczoły stają się jeszcze mniej widoczne.  I ludzie są mniej aktywni, nie kręcą się tak po osiedlu, nie śmigają na rowerach czy desko-rolkach. Mniej jest głośnych rozmów, zatrzymywania się pod drzewem na ploteczki czy nawoływań dzieci, psów i siebie wzajemnie.

Płochliwe kwiczoły i tak podrywały się co chwila, i całe stado wzlatywało w niebo. Na szczęście, wracały ... Głód! Jeste jedzenie, trzeba jeść, a nie uciekać przed nieistniejącym niebezpieczeństwem.

dsc_1517bogatka.jpg

Oczywiście, bogatki, modraszki czy dzwońce świecą swoim upierzeniem wyjątkowo, właśnie w takim szarym, marudnym dniu ...
I zaraz nam weselej! dsc_1478mazurek.jpg

14 grudnia 2016 r.

W dn. 13 grudnia br. Stołeczne Towarzystwo Ochrony Ptaków (STOP) zorganizował w sali wykładowej przy warszawskim ZOO spogtkanie z ornitologiem Krzysztofem JANUSEM. Pojechałam, ponieważ temat był zachęcający. A mianowicie: "Czy ptaki krukowate wpływają na zgrupowania ptaków na terenach zurbanizowanych?".  
Krzysztof Janus, jak napisał STOP, jest ornitologiem z urodzenia. Bada ptaki i nietoperze na terenach miejskich, fascynuje go synurbizacja fauny. W swoich badaniach opisuje dynamikę zmian i zależności miejskich populacji ptaków. Obecnie realizuje doktorat w Szkole Głównej Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie na Wydziale Nauk o Zwierzętach. Tematem pracy doktorskiej jest analiza drapieżnictwa ptaków krukowatych w stosunku do innych gatunków ptaków.

Jak się okazało, w ramach swojej pracy badawczej Krzysztof wytypował w Łodzi, Żyrardowie, Skierniewicach i w Warszawie 100-hektarowe obszary, na których liczył realnie wykorzystywane gniazda dwóch gatunków ptaków z rodziny krukowatych, tj. wrony siwej i sroki. Jednocześnie, sprawdzał jakie gatunki ptaków budujących gniazda otwarte (czyli nie w budynkach, nie w dziuplach i nie w budkach lęgowych), występują na tych obszarach i jaki jest ich sukces lęgowy.

Nie notowałam wszystkiego, bo szczegółowe dane nie są mi potrzebne. Natomiast, zainteresowały mnie wyniki dla wytypowanego obszaru na Ursynowie-Stokłosach!  Okazuje się, że na tym obszarze w r. 2016 lęgowych było 65 par srok i - jeśli dobrze pamiętam - prawie 20 par wron. Jednocześnie, Krzysztof znalazł na Stokłosach czynne gniazda jedynie!  5 gatunków ptaków, tj.: grzywacza, sierpówki, kwiczoła, piegży i kosa. W sumie ok. 25 gniazd otwartych tych właśnie ptaków. 

Z tego, co ja sama widziałam na swoim terenie, na Stokłosach,  to na pewno młode miała w tym roku para piegż. Na zdjęciu - rodzic w sezonie godowym. Wiem o 2 podlotach. Jednego sfotografowałam na murku pod blokiem. Karmienie drugiego, widziałam :)

                                                                             f81ec8c1686443019508db8a66cf905d.jpg    
        

        Uroczy podlotek :) Świetnie sobie radził, a jego mama bardzo odważnie odstraszała  kota.

         ff2a37b3590e49fdb712ce93673f79a2.jpg


Nawiązałam kontakt z Panem Krzysztofem Janusem i w miarę możliwości będę go wspierać swoimi obserwacjami i zdjęciami, dokumentującymi relacje międzygatunkowe, wewnątrz-gatunkowe i wszelkie inne zdarzenia w ptasim świecie na Stokłosach. 

Ptaki krukowate, zwłaszcza te najbardziej agresywne jak wrona siwa i sroka, zagrażają przede wszystkim lęgom ptaków, które mają gniazda otwarte, budowane na drzewach. Rzadko w takim zagęszczeniu srok i wron, inne ptaki jak grzywacze, sierpówki, gołębie miejskie, kosy, kwiczoły są w stanie doprowadzić do sukcesu lęgowego. Krukowate już na etapie składania jaj niszczą lęg, bo jaja zjadają. A kiedy wylęgną się młode, wyciągają je z gniazd pod nieobecność rodziców i zabijają. Okazuje się, że często nie zjadają swoich ofiar. Znajdowane są nieżywe, naruszone jedynie zabite ptaki, porzucone przez wronę czy srokę. Obydwa te gatunki niszczą sobie wzajemnie swoje lęgi. Wrony są przy tym silniejsze i częściej plądrują gniazda innych ptaków, zatem - wygrywają ze słabszymi srokami. 

Badania K.Janusa koncentrowały się na ptakach z gniazdami otwartymi. A przecież w diecie naszych ptaków krukowatych występują też wróble, sikory, mazurki i inne ptaki wróblowe, a nawet czasami gołębie miejskie. Nie raz słyszałam informacje o wróbelkach-podlotach wyciąganych z gniazda w murze budynku przez sroki. Sroka potrafi jakoś pazurkami uczepić się chropowatej ściany i siegnąć swoim długim dziobem do dziupli wróbli. Jest dla nich naprawdę niebezpieczna!

Czy grozi nam inwazja wron siwych na miasta? Właściwie dlaczego wrony siwe opuściły tereny wiejskie, rolnicze i tak chętnie przeniosły się do miasta? Dlaczego w Skierniewicach jest tak mało wron lęgowych i w ogóle mało wron i srok? Za to liczne tam są gatunki ptaków wróblowych, wyprowadzających udane lęgi.

Czy sroki będą ustępowały miejsca? A co z kawkami i gawronami. Kawki też są dość agresywne, ale coraz mnie mają miejsc do zakładania lęgów, na co potrzebują dziupli/stropodachów w budynkach/skrzynek lęgowych.  Gawrony boją się zarówno swoich kuzynów z rodziny, jak i ludzi. A ludzie nie lubią gawronów i wycinają im drzewa. Miejsca dla lęgów gawronów w mieście, kurczą się. K. Janus powiedział, że obserwuje się stopniową zmianę zachowań gawronów: z bardzo licznie kolonijnego ptaka, gawrony przekształcają się w ptaki żyjące w koloniach złożonych z 3-4 par. Jest to rzeczywiście sposób na, w miarę, mało inwazyjne dla ludzi egzystowanie tych ptaków na osiedlach miejskich. 

Znam 7-gniazdową kolonię gawronów na Stokłosach. A, może to już jednak inna dzielnica Ursynowa? Osiedle na Skraju? Muszę to jeszcze sprawdzić. 

Warto było posłuchać wykładu Pana Janusa. A teraz, czekam na wyniki jego badań i pracę doktorską, która powstanie za jakiś czas. Powodzenia! młody ornitologu :)