KONKURS Fotograficzny "CZTERY ŻYWIOŁY W LASACH"

Plakat_konkurs_foto.jpg

 DSC_3253-kopia.JPG      

          Na konkurs fotograficzny  „Cztery żywioły w lasach” Instytutu Badawczego Leśnictwa (IBL) natrafiłam na stronie Mazowieckiego Oddziału Związku Polskich Fotografów Przyrody (OM ZPFP), którego członkinią jestem od niedawna. Regulamin i zasady konkursu wydały mi się zachęcające. Dla potrzeb konkursu IBL musiałam jednak rozpracować termin „czynniki biotyczne i abiotyczne” jako przyczyny i skutki zagrożeń w polskich lasach. Szukałam w swoich zasobach zdjęć, które nawiązywałyby do tematu. Nigdy nie widziałam w naturze pożaru, skutków wichury ani powodzi w środowisku leśnym. Nie było łatwo, ale wybrałam zdjęcia dla każdej kategorii (termin do wysyłki był: 25.09.2020).

         Jury wyróżniło moje zdjęcie, które pokazuje potężne huby nadrzewne, pokryte czapami śniegu. Jedno i drugie to żywioły mogące lasom mocno zaszkodzić, a jednocześnie – atrakcyjny wizualnie skutek zimowej pogody. Spodobało się. A ja dostałam nagrodę (03.11.2020), torbę fotograficzną, co mnie bardzo ucieszyło. 

         Jestem na emeryturze i teoretycznie mam więcej czasu na fotografowanie. Tak, na pewno, ale z wiekiem przychodzą różne ograniczenia. Nie tracę jednak ani optymizmu, ani zapału i wciąż jestem otwarta na nowe wyzwania.  Każde zwycięstwo w konkursie  pomaga i zachęca, dodaje wiary w swoje możliwości. 

          Fotografuję amatorsko od kilkunastu lat. Przede wszystkim ptaki. Skupiam się na środowisku miejskim i podmiejskim, od czasu do czasu wyjeżdżamy z mężem w tzw. teren. Używam aparatu Nikon D7200 i teleobiektywów, poczynając od 300 na 600 mm kończąc. To do ptaków, czasami innych zwierząt. Sprzęt o mniejszych parametrach stosuję do fotografowania pejzaży czy urody roślin.

         Im dłużej doskonalę swoje umiejętności, zdobywam wiedzę i doświadczenie, tym bardziej wzrasta moja wrażliwość i empatia. Naruszanie intymności ptaków, ich potrzeby np. spokojnego żerowania czy odpoczynku uważam za niewłaściwe. Staram się nie zbliżać za bardzo do ptaków, kładę na ziemi, żeby być na ich poziomie, ukrywam w zakrzaczeniach, nie wabię ptaków, nie płoszę, nie zaglądam do gniazd i nie podglądam z niedużej odległości rodziny karmiącej pisklęta. Teleobiektyw pozwala na zrobienie niezłych zdjęć przy zachowaniu zasad etyki i szacunku dla ptaków. Dotyczy to również innych zwierząt, ale te spotykam rzadko. Najczęściej Łazienkowskie wiewiórki, które są tak obyte z człowiekiem, że wskakują mu na głowę, zaglądają do kieszeni, wspinają się po spodniach i kurtkach.

Zrzut ekranu 2020-09-30 o 21.13.41.png

         Moje sukcesy jako fotografki? Nagrody i wyróżnienia w kilku konkursach, lokalne wystawy zdjęć ptaków i przyrody. Ponadto, moje zdjęcia widnieją na tablicach ścieżek edukacyjnych w parkach i kącikach przyrodniczych w różnych częściach Polski, w internetowych Atlasach Ptaków, w broszurach, artykułach prasowych i publikacjach, m.in. w „Salamandrze” czy w „Ptakach Polski”, w kalendarzach np. Ptasiego Patrolu.

         Działam na rzecz ochrony ptaków i ich środowiska przyrodniczego, samodzielnie lub jako członkini organizacji pozarządowych, jak OTOP, STOP czy TP „Bocian”. Zatem, piszę teksty, udzielam wywiadów w prasie i w radiu, wypowiadam się, kiedy mnie pytają o ptasie zachowania i zwyczaje w prywatnych e-mailach oraz na stronach FB. Czasem aktywnie interweniuję, kiedy ptasie siedlisko bywa niszczone a wtedy wymuszam wieszanie budek lęgowych na budynku po wykonanej termomodernizacji (co wynika z prawa). Mam własną stronę internetową www.ptakimiasta.pl. Znają mnie też na Facebooku, jako Hannę Żelichowską ze stroną główną i właścicielkę stron tematycznych: poświęconej wróblom (Kochany wróbel), ptakom w mojej części warszawskiego Ursynowa (Ptaki na Stokłosach), ptakom w parku Agrykola w Warszawie (Kanał Piaseczyński – ostoja ptaków) oraz ogólnie - przyrodzie  (Kwiaty i nie tylko).
Obejrzałam zdjęcie nagrodzone Grand Prix oraz pozostałe nagrodzone i wyróżnione zdjęcia. Są wspaniałe! Domyślam się, że niektóre z osób uczestniczących w konkursie musiały obserwować z dość bliska ratowanie lasów i trudną walkę z żywiołami.  Jury na pewno miało problemy z wyborem spośród tak wielu doskonałych fotografii. Tą drogą przesyłam szczere gratulacje dla nagrodzonych i wyróżnionych Autorów!

4.W.JPG

https://www.zywiolywlasach.pl/konkursy/konkurs-fotograficzny-cztery-zywioly-w-lasach/?fbclid=IwAR09kUEliKgO_aqQFuNZgF0v6ozxPf8cUitHOIzJueFfCYTJ4mqa8SsKOEg

_____________________

Tak na marginesie ... Do czynników abiotycznych zaliczamy:

  • ukształtowanie powierzchni terenu,
  • skalistość ziemi,
  • czynniki chemiczne np.: skład chemiczny atmosfery i wód, zwłaszcza ich zasolenie, natlenienie,
  • klimat,
  • wilgotność powietrza,
  • temperaturę,
  • światło,
  • ciśnienie atmosferyczne lub ciśnienie hydrostatyczne
  • promieniowanie i jonizację powietrza,
  • pole magnetyczne (magnetorecepcja),
  • prądy powietrza i morskie.

 Czynniki biotyczne (gr. βίος, bios – życie) – czynniki ekologiczne polegające na oddziaływaniu żywych organizmów w sposób bezpośredni lub pośredni na inne organizmy. Czynniki biotyczne, podobnie jak czynniki abiotyczne (fizykochemiczne), regulują rozmieszczenie i liczebność populacji. Należą tu zależności międzygatunkowe oraz konkurencja wewnątrzgatunkowa.

Konkurs MOJA KWARANTANNA - w ramach OM/ZPFP

15 marca 2020 r. ogłoszony został konkurs dla członków  Okręgu Mazowieckiego (OM) Związku Polskich Fotografów Przyrody (ZPFP). Ponieważ nie można było, bez potrzeby, wychodzić z domu, to nie mogliśmy fotografować przyrody na zewnątrz, z dala od miejsc zamieszkania. Żeby nie wyjść z wprawy a poza tym, żeby mieć zajęcie, zaproponowano nam, żebyśmy fotografowali: 

- kat. A - przyrodę w domu;

- kat. B - przyrodę widzianą z okna (ci, którzy mieszkają w domkach z ogrodem lub mający pod blokiem, na parterze jakieś tereny zielone, lub - szczęśliwcy - mający pod oknem staw, jezioro, las, mogli robić zdjęcia w takim środowisku);

- kat. C - cokolwiek, czymkolwiek, kiedykolwiek.

Konkurs zakończył się 14.06. Zgłosiłam  po 4 zdjęcia do wszystkich kategorii. Po tygodniu, internetowo odbyliśmy głosowanie.

Mariusz Lewandowski, Prezes OM ZPFP ogłosił wyniki. Zdobyłam tylko w jednej kategorii, w "C" - II miejsce (wraz z kolegą) za zdjęcie czarno-białe, wrony siwej, pt.: "Czarownica szatę porządkuje ...".

A oto moje zdjęcie:   106335996_3356437097709179_2940468718134892717_o.jpg

To bardzo duża przyjemność :)

 

WARSZAWSKIE NUROGĘSI W OKRESIE EPIDEMII 2020. Od Łazienek Królewskich przez Kanał Piaseczyński do Wisły …

Tracze nurogęsi to kaczki (rodzina: KACZKOWATE).

1 para.jpgW okresie godowym samiec jest atrakcyjny
- biało-zielono-czarny.
Samica ma rudy
łepek z czubem,
który stroszy
kiedy jest zdenerwowana lub zła.
Trzymają się razem tylko do momentu
wyklucia kaczątek. Potem samica sama
opiekuje się potomstwem.  
5-10 samic nurogęsi gniazduje
w Łazienkach, w dziuplach drzew.

 2 wLazienkach HZ-2.JPG  

W połowie kwietnia i w maju  kaczątka lęgną się i wyskakują na trawę. Łazienkowskie samice, kierowane instynktem, wiodą kaczątka aż do Wisły. Tam znajdą ryby, podstawowy pokarm nurogęsi.   

Droga do Wisły dla maluchów, które przecież nie latają, jest długa i skrajnie niebezpieczna. W linii prostej to byłoby ok. kilometra. Jednak jest to przynajmniej 2 razy tyle! Kaczątka z nurogęsią płyną wodami Łazienek, a potem mają do pokonania dwa baseny Kanału Piaseczyńskiego. Pieszo przebywają odcinki trawiaste, ścieżki i chodniki, ul. Myśliwiecką i Czerniakowską z ruchem ulicznym, ludźmi i rowerzystami. Dalej znowu tereny zakrzaczone i trawiaste, basen portu Czerniakowskiego, śluza i … upragniona Wisła! 

3 Kanal Piaseczynski_HZ.JPGWrony po drodze atakują i porywają kaczątka. Przecięcia w murkach wzdłuż ulicy Myśliwieckiej ułatwiają małym szybkie dojście do wody. Na naszą prośbę te otwory wyciął Zarząd Dróg Miejskich.

 A ZamekPrzerwa.JPG 

Betonowe obrzeże Kanału Piaseczyńskiego jest  prawie bez zieleni, a wyjście na górę – niebezpieczne. Kaczątkom i samicy trudno się tu schować i wypocząć.  To też jest powód, dla którego starają się szybko opuścić Kanał. 

6 nury_HZ.JPGDzięki naszym, z Ulą, wysiłkom sporo już się udało osiągnąć. Na Kanale Piaseczyńskim są zadaszone tratwy odpoczynkowe. W tej chwili już 15! Częściowo zajęte przez gniazda łysek.

7a tratwa .JPG

Obniżany jest poziom wody w Kanale Piaseczyńskim, dzięki czemu odsłania się drożna rura „przepust”. Przepustem pod ul. Myśliwiecką nurogęś z dziećmi może przepłynąć do drugiego basenu Kanału. Jedno niebezpieczeństwo – mniej. Nie trzeba pokonywać ulicy.  

8b znakDrogowyJPG.JPG   8a Tablica.JPG

Na ulicach ustawione zostały znaki drogowe DZIKIE KACZKI! To jednak za mało. Nurogęsiom muszą pomagać ludzie …

Pierwszy leg nurogęsi był w tym roku już na początku kwietnia co zbiegło się ze szczytem epidemii COVID-19 i zakazem wychodzenia bez uzasadnionej potrzeby. Pozamykane zostały parki. Na Kanale Piaseczyńskim i w Parku Agrykola - patrole Policji i Straży Miejskiej. Co najgorsze  - patrole nie znające problemu nurogęsi, nie rozumiejące konieczności włączenia się ludzi w pomaganie nurogęsiom, nie przygotowane do takiej pomocy.

W kwietniu i maju, co roku Ula i kilka innych osób fizycznych, czasami też ja, monitorujemy Łazienki i Kanał Piaseczyński. Teraz też wiedzieliśmy, że jest nurogęś z małymi. Wiadomo, będzie dążyła do Wisły! Będzie potrzebowała pomocy, zwłaszcza na ul. Czerniakowskiej.

8 kwietnia w godzinach porannych trzy odważne osoby, w tym Ula, pojawiły się przy ul. Czerniakowskiej, w wiadomym miejscu. Jednak patrol Policji/Straży Miejskiej nakazał osobom fizycznym natychmiastowe odejście od ulicy! Nie było dyskusji!

10 panika.jpg

Nurogęś samodzielnie pokonała z małymi jedną część ul. Czerniakowskiej, kiedy auta stały na światłach. Pokonały 3 pasy ulicy! Dotarły do zielonego pasa rozdzielającego. Jednak na drugim paśmie, w kierunku Centrum  samochody ruszyły. Nurogęś spanikowała. Odleciała! Kaczątka zawsze rozbiegają się za matką. Rozbiegły się szybciutko - pod koła samochodów! 9 kaczątek zginęło! Zabrakło człowieka, który mógłby im pomóc.

Nasza bezsilna rozpacz i wściekłość, wielki smutek,  nie miały granic. Obie napisałyśmy alarmistyczne listy do najwyższych władz Warszawy – Prezydenta, Policji, Straży Miejskiej, Zarządu Zieleni. Ula do swojego listu dołączyła filmik z drastycznymi zdjęciami. To na jej oczach, kiedy stała na kładce nad Czerniakowską, 70 m od nurogęsi prowadzącej małe, wydarzyła się ta tragedia. 
Listy POMOGŁY! Odpowiedź była błyskawiczna. Justyna Glusman, Dyrektor Koordynator ds. zrównoważonego rozwoju i zieleni (Gabinet Prezydenta m.st.Warszawy) wydała dyspozycje pracownikom Zarządu Zieleni. Ci porozumieli się z Policją, Strażą Miejską, Zarządem Dróg Miejskich.  Rozpisano dyżury Zarządu Zieleni w rejonie Kanału.  Kiedy restrykcje złagodzono, można było już nad Kanał zaglądać i współdziałać ze służbami, a przede wszystkim informować o pojawieniu się kolejnej samicy z kaczątkami, wypływającej z Łazienek.

13 z ryba.jpg 

Zarząd Zieleni, na naszą prośbę, nie spuszcza jesienią wody w Kanale, dzięki czemu zdarzają się ryby, ważne w diecie nurogęsi. Małe pożywiają się drobiazgiem z filtrowanej wody. Niespuszczanie wody zbyt często to jeszcze jedno nasze osiągnięcie w tej batalii o pomaganie nurogęsiom.

14  NurogesNurkuje_HZ.JPG Od matki kaczątka uczą się nurkować i zdobywać pokarm.

Następne 3 akcje przeprowadzania nurogęsi przez Czerniakowską, w kwietniu i maju 2020 r.,  były już realizowane przez Straż Miejską i Policję, przy wsparciu ekipy Zarządu Zieleni. Później - także 1-2 wolontariuszy.

15 na drodze.jpg

Pędzą po ul. Czerniakowskiej ciężarówki - ich koła, światła, hałas jaki robią … Mała nurogęś, jeszcze mniejsze kaczątka  i te potwory! Nurogęś musi to wytrzymać i … zaufać człowiekowi. Ruch zatrzymany przez służby mundurowe. Droga wolna. Nurogęś idzie, małe łapeczki dzieci szybko biegną przy mamie.

Niektóre samice robią wrażenie obeznanych z pomagającymi ludźmi. Współpracują. Policjant zatrzymał ruch – idą dalej. Zasadniczo, trzeba trzymać dystans i nie naciskać za mocno na nurogęś. To dziki ptak! Może się spłoszyć, a wtedy małe – panikują. Trzeba mieć doświadczenie i wyczucie. My – mamy. Policja, Straż ludzie z Zarządu Zieleni – uczą się dopiero.

Po przejściu ul. Czerniakowskiej nurogęś z małymi  trafia jeszcze na ścieżkę rowerową.

18 scieżkaRowerDoPokonania_HZ.JPG   19 na rowerowej_HZ .JPG

W maju 2020 r. Zarząd Dróg Miejskich wymalował znaki ostrzegawcze. A nad ulicą wisi poziomy znak ostrzegawczy z wielkim napisem o nurogęsiach.

W tym roku przejścia nurogęsi z małymi odbywały się jeszcze 3 razy (22 kwietnia  – 7 kaczątek; 30 kwietnia – 9 kaczątek; 2 maja – 8 kaczątek). Przeprowadzone zostały 24 kaczątka!

Wygląda na to, że wreszcie po latach starań, problem pokonywania ul.Czerniakowskiej przez nurogęsi został unormowany systemowo. Mamy nadzieję, że już na lata kolejne też. Wniosek: Warto być upartym i konsekwentnie się domagać. A Miasto jak chce to potrafi J

Koniecznie muszę dodać, że zgodnie z prawem, nurogęsi podlegają czynnej ochronie gatunkowej. I że władze samorządowe zobowiązane są chronić dzikie ptaki na swoim terenie, a w przypadku nurogęsi – musi być to ochrona czynna, aktywna.

Prezentacja, technicznie przygotowana przez Irka Grafa, Sekretarza OM ZPFP, została pokazana członkom tego okręgu ZPFP  w czasie zdalnego spotkania w dn. 22.06.2020. Ja dałam swój głos - czytałam tekst, do którego wyświetlane były zdjęcia.  

Zdjęcia i tekst: Ula Frydrych i Hanna Żelichowska                     

Warszawa, 22.06.2020 r.

 

#zostańWdomu .... zostaję ... siedzę ....

DSC_2830kwiaty.JPG image.png

W Polsce epidemia, na świecie - pandemia.  Milion i 600 tys. ludzi na świecie zostało zarażonych, setki tysięcy nie żyje ... Trwają gorączkowe prace nad wynalezieniem szczepionki. Na razie - mamy zakaz spacerowania po ulicach, parkach, nad jeziora i stawy, żeby nie rozprzestrzeniać wirusa. Powinniśmy siedzieć w domu, nie gromadzić się w grupach większych niż 2 osoby, unikać sklepów, środków komunikacji i dbać o siebie tak, żeby nie wylądować w szpitalu lub w przychodni. Warto też unikać niebezpiecznych sytuacji, okradzenia, napaści, wypadku samochodowego, bo wszelkie służby, a przede wszystkim medyczne, mają na głowie koronawirusa. I tk sparaliżowani strachem, niespokojni, czujni, napięci - siedzimy w domu. A kiedy musimy wyjść do śmietnika czy po jakiś zakup, przemykamy chyłkiem, w odległości co najmniej 2 m od innej osoby, przyglądamy się sobie wzajemnie z podejrzliwością, a zasadniczo - unikamy jakiekolwiek kontaktu. Z tego szaleństwa wyłączeni są, jak się wydaje, listonosze i kurierzy, sprzedawcy i kasjerki, jak również straż miejska, policja i inne służby mundurowe .... 

DSC_6289wisnia.JPG

A WIOSNA swoje ...

DSC_3720kasztanowiec.JPG

Wiosna jest ciepła, bezdeszczowa, słoneczna :) Kwitną drzewka owocowe, pękają pączki listków drzew, trawniki zielone, w ogródkach pełno kwiatów! Bzykają owady, pojawiły się nawet grube trzmiele,  motyle np. latolistek cytrynek, rusałka pawik ...

DSC_6273jasnoty.JPG
Ptaki zajmują się sobą i nic ich nie obchodzi nasz koronawirus. One kiedyś miały ptasią grypę ...  Też baliśmy się tego paskudztwa.  Piękne sroki na błękicie, jak japońskie origami i wrony z mocnym krakaniem patrolująceswoje rewiry. To widzę najczęściej. Chwilami przebiaj się do mojego ucha śpiew zięby - stale w innym miejscu, raz blisko, raz daleko. Nigdy jednak nie usiadła w pobliżu. Nie mam jej zdjęcia. Nie mam setek zdjęć ptaków na wiosnę, jakie kiedyś robiłam tu, nad warszawskimi jeziorami, nad Wisłą, w parkach i w terenie wiejskim. Większość z nas, fotografów przyrody, nie ma zdjęć. Nie możemy nigdzie pojechać, ani nawet przejść się po dzielnicy ...

DSC_4370sroka.JPG

Ptaki są w stanie silnego podniecenia i ożywienia. Ich głosy w różnych tonacjach od kwilenia, poprzez ćwierkanie, piszczenie do krakania i skrzeczenia rozlegają się wszędzie - głośno i odważnie. Mniej ludzi, zagrożeń, płoszenia, więcej spokoju, to ptaki poczuły się lepiej i chętniej korzystają ze swojej ptasiej wolności. Cieszą takie widoki i świadomość, że natura ma szanse nieco odżyć iwyzwolić się z wieloletniej antropopresji.

DSC_4428para wrob.JPG

Z powodu epidemii i wszelkich zakazów, w dzielnicy, w mieście samym, jest spokojniej, cywilizacja tak nie huczy, ludzi nie słychać i rzadko widać. Przyzwyczajam się do tego błogostanu. Ptaki pewnie też. Tylko jak to będzie "po"?
Czy taki stan się utrwali choćby w części? Czy przestaniemy tak gnać za dobrami, zarobkiem, lepszym stanowiskiem, prestiżem, popularnością? Czy zrozumiemy, że na świecie, obok ludzi, jest też przyroda - że żyje, ma swoje potrzeby, wymagania, że często oczekuje pomocy, opieki, wsparcia? 

Nie wychodzę, więc fotografuję z okna. Co siądzie na gałęzi drzewa, leci po niebie, wsuwa się do budki lęgowej czy szpary pod balkonem. Dokumentuję i obserwuję.

 Raz tylko, w tym czasie, wyszłam z aparatem na osiedle. Żeby uchwycić rozkwit wiosny i złapać krzątaninę ptaków przy budowie gniazd i ich wyposażaniu.

Mazurki są odważne. Zbierają materiał gniazdowy na ziemi - suche listki traw, mech, zioła. Wrony i sroki wyłamują giętkie gałązki brzozowe. Niektóre murują, bo widać ich umorusane błotem dzioby. 

DSC_6353mazurki.JPG   
       DSC_2003wrona.JPG
Modraszki najpierw sprzątają szparę pod parapetem, a potem znoszą tam mchy, trawki, piórka. To samo - w budkach lęgowych - robią wróble i szpaki.

Lada moment przylecą jerzyki. Kto wie czy nie nastąpi konflikt rodzin różnych gatunków? Mam nadzieję, że nie, bo budek lęgowych na ścianach budynków jest wiele. Dla każdego powinno ich wystarczyć. Niestety, mogę obserwować tylko te sytuacje, które dzieją się naprzeciwko mojego balkonu. Wiosna przeleci, ptaki przelecą, zajmą się wysiadywaniem, nastąpi uspokojenie w ptasim świecie i cisza ...  Na co najmniej 2 tygodnie. Maj-czerwiec to będą miesiące z pisklętami i podlotami.

Czy koronawirus odpuści? Da nam wytchnąć? Wyjdziemy wreszcie z domów? Grubsi, mniej sprawni, nieco jdnak zmęczeni, bledsi i mocno przygnębieni ...
Wiosno, zostań na dłużej!

DSC_6515 wiosna.JPG

Jubileuszowa wystawa z okazji 25-lecia ZPFP

Jestem nowym członkiem Związku Polskich Fotografów Przyrody (ZPFP), ale lubię wykazywać się choćby minimum aktywności.

Na razie wiadomo, nikt nic nie może, Obowiązuje hasło #zostanwdomu, ponieważ mamy w Polsce epidemię, a na świecie - pandemię koronawirusa! Okropny wirus, straszne perspektywy! Siedzimy w domu, bo nie ma gdzie wyjść. Do sklepu można, ale lepiej jak najrzadziej, żeby się nie zarazić.

Zatem, co robimy? Ja siedzę na blogu. I uczestniczę we wszystkich możliwych konkursach. Właśnie wysłałam 5 zdjęć na wystawę jubileuszową. Czy jakiekolwiek moje zdjęcie tam się znajdzie? Mam nadzieję, ale to tylko będzie 60 zdjęć, które zostaną wybrane przez szacowną komisję ...

Zobaczymy. A wysłałam takie zdjęcia - wstawiam je sobie tutaj - ku pamięci :)

25ZPFP_Zelichowska_Hanna_01_OM.JPG

Wąsatka na kiści trzcinowej.

25ZPFP_Zelichowska_Hanna_02_OM.JPG

Wiewiórka wygodnie siedzi i zajada się.

25ZPFP_Zelichowska_Hanna_05_OM.JPG

Trzciniak śpiewa w trzcinowisku nad stawem.
 25ZPFP_Zelichowska_Hanna_04_OM.JPG
Ważka na liściu rośliny wodnej.

25ZPFP_Zelichowska_Hanna_03_OM.JPG
Rybitwa białoczelna z żółtym dziobem.

Do końca kwietnia czekamy na decyzję dot. zakwalifikowanych zdjęć. A potem, trzeba będzie dosłać oryginały ... Zatem - czekam i ja. 

Łyski (Fulica atra) - ja cię kocham, a ty?

Łyska (Fulica atra) należy do rodziny chruścieli. Ptak wielkości niedużej kaczki, o łupkowoczarnym ubarwieniu. Dziób i tarczka zachodząca na czoło - białe. Choć z pozoru przypomina kaczkę, jej palce nie są spięte błonami, lecz mają płatkowate wyrostki po bokach. Łapa łyski jest cudem natury, samym w sobie.

Łyska do niedawna była jednym z najliczniejszych ptaków wodnych, lecz ostatnio, znacznie obniżyła swą liczebność.

Rzadko widuje się zaloty łysek. Uważa się, że to ptaki agresywne, często gwałtownie broniące swojego rewiru, a potem - potomstwa. A jednak - potrafią sobie okazywać czułości w sposób bardzo wyrazisty.

DSC_2515.JPG

To w ogóle interesująca para ptaków na tle innych kaczkowatych: oboje rodzice budują gniazdo z patyków, oboje wysiadują, razem też zajmują się opieką nad potomstwem i karmią swoje brzydkie kaczątka, aż te nauczą się same zdobywać pożywienie. 

DSC_6288lyski.jpg

DSC_2517.JPG

dsc_5407-gniazdo.jpg

W okresie zalotów, para przebywa ze sobą jak najwięcej i są zgodne co do tego, że obszar, który sobie wybrały i gdzie zamierzają zbudować gniazdo, nie może być penetrowane przez inne ptaki wodne. Tę zasadę egzekwują z wielką determinacją, strosząc pióra, psykając i wreszcie - goniąc intruzów bez pardonu. 

DSC_0476ziew.jpg      DSC_2520.JPG

Takie są te nasze łyski i łyseczki. :)

20 marca 2020 roku - MIĘDZYNARODOWY DZIEŃ WRÓBLA!

                                             DSC_2220bukiet.JPG

No, tak! 20 marca - świętują WRÓBLE, bo to jest ich dzień. Zresztą - międzynarodowy! W tym dniu życzyłam naszym kochanym  WRÓBELKOM (samiczkom i samcom) żeby im nie brakowało siedlisk, czyli miejsc, gdzie mogą założyć gniazdko a kiedy nie wysiadują i nie mają potomstwa, schronić się przed zimnem, deszczem, śniegiem ...  

DSC_2261w dziurce.JPG



     

  DSC_5233wrobel.JPG

Drugie życzenie dla wróbelków - żeby im nie brakowało pokarmu! Nigdy! A w zimie i na przednówku - szczególnie. Od czego to zależy?

DSC_9547wroble.JPG










Przede wszystkim, trzeba pozostawiać dzikie łąki, niekoszone przez okres kwitnienia, bo wtedy jest szansa na dużo nasion na ziemi.Trzeba sadzić krzewy, które są gęste, mają owoce lubiane przez ptaki. Krzewy dają cień, schronienie przed drapieżnikami, miejsce do spędzania wolnego czasu z rodziną i przyjaciółmi. Ależ, oczywiście, wróble, jak wszyscy mają rodziny i przyjaciół. Mają też kolegów i koleżanki, a także wrogów lub osobniki własnego gatunku, których serdecznie nie lubią. Wróble są harde, mają duży temperament, łatwo wpadają w gniew, kłócą się i staczają walki. Ale też często się zakochują i bardzo lubią latać za samiczkami.  

Wróble mogą mieć w sprzyjających warunkach dużo dzieci - nawet 6-8 w jednym lęgu. Maluchy mają trudny pierwszy rok i niewiele z tej gromadki zostaje. Ale sprytne wróble powtarzają lęg jeszcze raz a czasami - nawet dwa razy. Oczywiście, życzyłam wróbelkom dużych, szczęśliwych rodzin i dostatku pokarmu. Wracamy zatem do pokarmu ...Kiedy wróble mają pisklęta w gnieździe, muszą je karmić białkiem. Znoszą więc do wiecznie głodnych dziobków pająki, błonkówki, różne inne niewielkie owady, podobno też - mszyce ... W tym czasie są dla nas pożyteczne szczególnie. 

Wróble chcą też posiedzieć na drzewie i to często jak najwyżej. Byle - bezpiecznie! To możliwe, jeśli na naszym terenie rosną drzewa liściaste, bardzo dobrze - jeśli są to topole (ptaki znajdują w ich listowiu mnóstwo owadów!), świerki, modrzewie ...

Poza jedzeniem stałym wróble, tak jak wszyscy, potrzbują wody do picia, a także do kąpieli. Każdy z nas może tym  naszym małym przyjaciołom, zrobić taką przyjemność jak wanna do kąpieli w lecie (u mnie - też zimą).

DSC_1368kapiel.JPG      DSC_1951maluszi.jpg

Życzeń dla wróbli mam mnóstwo, bo też wielkie, choć całkiem prozaiczne są ich potrzeby. Mieszkanie, jedzenie, bezpieczeństwo! To powinniśmy zapewnić nie tylko wróblom, ale wszystkim ptakom pozostającym z nami, a tym bardziej - tym, które z nami mieszkają (wróble, jerzyki, kawki, sikory, mazurki). 

Okazanie wróbelkom naszych uczuć i wielkiej sympatii - to zaspokojenie ich potrzeb życiowych. Jeśli to robimy, pomagamy naszym milusińskim żyć zdrowo i bezpiecznie. I wtedy śmiało możemy powiedzieć, że KOCHAMY WRÓBELKI! Szczęśliwego roku 2020 wróbelki!

W dniu 20.03.br zaczęła się astronomiczna WIOSNA! A jutro - pierwszy dzień wiosny kalendarzowej. Ponieważ nie mieliśmy zimy, wiosna trwa dla nas cały czas i liczne kwitnące, kolorowe kwiatki nie są tak wielkim zaskoczeniem. Nie są też wielkim wydarzeniem ...  Ale bardzo cieszą!

DSC_1682krokusy.JPG


PRZYRODA ZIMOWĄ PORĄ - konkurs OM ZPFP

Pisałam poniżej, że jestem świeżą członkinią Związku Polskich Fotografów Przyrody (ZPFP), jakkolwiek - starą w każdym sensie, obserwatorką przyrody, w tym ptaków i fotografką. Nawet jako kandydatka, mogłam uczestniczyć w niektórych konkursach Związku. Teraz mogę tym bardziej. No więc, wzięłam udział w konkursie pod hasłem: "PRZYRODA ZIMOWĄ PORĄ" (skrót: PZP).

Wysłałam pod wskazany adres trzy zdjęcia:

1) Zelich_Hanna_PZP_1 - „CZUŁE DZIOBANIE”.  Gawrony (Corvus frugilegus).   
DSC_1573gawrony.JPG
Zdjęcie wykonane na skarpie osiedlowej w dniu 1.03.br.
W okresie zimowym gawrony są w widocznych parach (one na ogół są monogamiczne, ale zimą „bardziej”) Zanim ptaki zabiorą się za budowę nowego gniazda (lub odbudowę starego) oba ptaki okazują sobie czułości za pomocą dziobów.  Dla mnie fascynujące jest to, że jeden drugiemu oka nie wykole, choć dzioby mają  długie, ostre i dotykają wrażliwych miejsc, jak ucho, oko, okolice szyi. Czułe dziobnięcia są wzajemne. Przejawem najwyższej ufności jest wkładanie dzioba w dziób partnere/partnerki, tak jak to robią rodzice, karmiąc pisklę. Tej zimy takich zachowań nie udało mi się sfotografować. Kopulacji gawronów nigdy nie widziałam, wobec czego odnoszę wrażenie, że czułości są bezinteresowne a więc tym bardziej rozczulające obserwatora.

Zelich_Hanna_PZP_2.JPG
 
2) Zelich_Hanna_PZP_2 - „OSTATNIE DWA … A POTEM - GŁÓD?”. Kwiczoł (Turdus pilaris).
Dzień 1 stycznia 2020 r.  - ludzie po sylwestrowej nocy spali, a stadko kwiczołów żerowało na resztkach owoców jarząbu szwedzkiego. Na Ursynowie, gdzie mieszkam, rośnie mnóstwo tych pożytecznych drzew. Na ogół mają bardzo dużo owoców, dzięki czemu kwiczoły, szpaki, jemiołuszki a także drobne wróblowe, żywią się nimi aż do przedwiośnia. Po suszy w 2019 r., jarząby nie obrodziły tak obficie. Stadko kwiczołów wymiotło smakołyk bardzo szybko. Kwiczoł ze zdjęcia smętnie patrzy na dwie ostatnie czerwone kulki. Jestem przekonana, że wtedy z niepokojem myślał o nadchodzących dniach zimowych … Na szczęście, zima nie dokuczyła nikomu.

DSC_8049wrobel.JPG3) Zelich_Hanna_PZP_3 - „JA - WRÓBEL!”. Wróbel (Passer domesticus).
Mam słabość do wróbli. Nawet założyłam dla nich specjalną stronę na Facebooku „Kochany wróbel”.
A 20 marca br., jak zawsze, obchodzimy Międzynarodowy Dzień Wróbla. Samce, choć jawią nam się jako szare, wciąż zajęte poszukiwaniem pokarmu, mało atrakcyjne ptaszki, w sezonie godowym nabierają barwy.  Mocno rzuca się w oczy czarny krawacik i śliniak samca macho, maska Zorro na oczach dodaje wróblowi powagi,  jego szara czapeczka prawie świeci w słońcu, a brązy - apetycznie rudzieją. Taki wróbel przybiera hardą postawę wobec konkurentów a w oczach samiczek nabiera znaczenia i po prostu MUSI się podobać.
Mnie wprost trudno przestać się zachwycać wróblami (bo samiczki też mają mnóstwo uroku).
Wróbel sfotografowany 2 stycznia 2020 r. Aż dziwne, że wokół tyle zielonych listków. Ale, taką mamy zimę … ;)

Głosowanie w tym konkursie odbędzie się na najbliższym zebraniu członków Okręgu Mazowieckiego ZPFP, a potem - będzie wiadomo, kto zdobył jedną z trzech nagród, a kto wyróżnienie ... Może ja - też?

Tylko kiedy będzie możliwe zebranie się w większej grupie? Na razie koronawirus nie przestaje nam grozić, straszyć, ba! przerażać! 

 

PTAKI W KRAJOBRAZIE JESIENNO-ZIMOWYM

Zaledwie 2 dni temu dowiedziałam się o ciekawym, pasującym mi, konkursie zorganizowanym przez Stowarzyszenie "LUDZIE Z PASJĄ" z Ostrowi Mazowieckiej. Konkurs nazywa się "Ptaki w krajobrazie jesienno-zimowym" i kończy się jutro! Zdążyłam.

Należało wysłać jedno zdjęcie oraz skan Karty Zgłoszenia.
Dziś zgłosiłam wybrane zdjęcie, które zatytułowałam:  

„WRONA SIWA PO KĄPIELI”.DSC_3488wrona.JPG 

Pojawił się drobny problem: jak odróżnić krajobraz jesienny od zimowego, skoro  w tym roku zimy u nas nie było? Jednodniowa zamieć i kilka nocy z lekkim mrozem - to tyle z zimy. Nie mam więc zdjęć ptaków na śniegu ani skulonych z mrozu na gałęziach drzew. Dla nich to może lepiej, ale dla przyrody …?

Wszędzie mamy klimaty jesienno-wiosenne i takie też zdjęcia dominują.  Trochę więcej opadów było,  co stwarzało dla ptaków warunki do częstych kąpieli. Wiadomo, że ptaki uwielbiają się kąpać (robiły to również w zimie, kąpiąc się w śniegu).

 Na moim zdjęciu, wrona siwa po wyjściu z wody, poniżej w rowie. Szczęśliwa, ale mokra.  Stojąc na szeleszczących, suchych, jesiennych liściach
uruchamia swój zwyczajowy młynek z piór,
rozpylając aerozol kropelek w powietrze. Wygląda zjawiskowo, lśniąca, w najeżonym czarnym kapturze, ze zlepionymi piórkami wokół oczu i sterczącymi pod brodą. 

Uznałam, że to zdjęcie poleci na konkurs, pokazując z jaką pasją wrona się osusza po kąpieli. A jednocześnie - jest to zdjęcie wyrazem mojej pasji fotograficznej i ukochania ptaków, które obserwuję i uwieczniam na zdjęciach. 

Pozdrawiam serdecznie LUDZI Z PASJĄ!

 Hanna Żelichowska

Obserwatorka i fotografka ptaków

Moje gawrony - zdjęciem dnia na birdwatching.pl

DSC_1573gawrony.JPG   

Moje zdjęcie gawronów w czułej pozie, zostało wybrane Zdjęciem Dnia wortalu przyrodniczego www.birdwatching.pl

Bardzo mnie cieszy ten fakt oraz to, że
gawrony zostały docenione.  One są chyba najmniej lubiane przez ludzi ze wszystkich krukowatych
przebywających w mieście. Nawet istniejące prawo obejmuje gawrony miejskie jedynie ochroną częściową, kiedy gawrony na terenach podmiejskich i wiejskich są objęte ochroną całkowitą.

A sytuacja gawronów wcale nie jest tak różowa. I nie jest ich tak dużo, jak się niektórym wydaje,
kiedy widzą dziesiątki gawronów przesiadujących
zimą na wysokich, bezlistnych topolach i lipach.
To są często, liczni, goście ze Wschodu. Te gawrony już odleciały (a to dopiero początek marca 2020 r.) - wróciły do siebie! I zrobiło się smutno i cicho.

Badania ornitologiczne, m.in. te prowadzone w ramach Monitoringu Ptaków Lęgowych  w Polsce wykazały, że populacja gawronów w ciągu 10-lecia (do r. 2018) spadła o ponad 40% (dokładnych danych nie pamiętam). I nadal ich liczba spada. Co się dzieje?!! Dlaczego?!
Otóż, gawronom potrzeba bezpiecznych miejsc na lęgi i pokarmu. Jedno i drugie jest w niedostatku. Ludzie przeganiają gawrony ze swoich osiedli, bo przeszkadza im hałas, jaki stwarza rozgadana kolonia gawronów; przeszkadzają też odchody spadające z drzew na chodniki, skwery, ubrania ludzi, a czasami nawet - na wózki z dziećmi. Na kolonie gawronów ludzie nasyłają sokolników z ptakiem szponiastym (na uwięzi). To jest broń naturalna, ale nienaturalnie uporczywa, natrętna i codzienna ... Aż do skutku. Bo oczywiście, gawrony dają się przepłoszyć i rozprzestrzeniają się na bardzo małe grupki po 2-3 pary. Zakładają gniazda na wysokich drzewach i teoretycznie mogą się już rozmnażać, tylko że .... brak jest pokarmu do wykarmienia piskląt! Do wychowania gawronów na zdrowe i dorodne oraz szczęśliwe gawrony.  

DSC_1542gawron.JPG

Każdy powie, że gawrony jedzą wszystko, więc co za problem?  Dostęp do koszy na śmieci, śmietników i terenów zaśmieconych wokół - jest. Mogą się pożywić. Może i tak, ale tylko dorosłe. Piskląt żaden rodzic nie będzie karmił bułami, pizzą czy makaronem. A przynajmniej - nie tylko tym. Pisklę musi dostać pożywne mięso. A gawrony nie za bardzo umieją polować na wróble czy sikorki. Padlina zdarza się czasami, ale tu sroki i wrony są szybsze.
Jeśli w pobliżu jest ciek wodny to i zwierzątko wodne się może trafić. Może też szczęściarzowi uda się wygrzebać z gleby dżdżownicę czy inne smakołyki.
Ale, to mało. Stąd problemy gawronów miejskich.

DSC_8108gawron.JPG

To niech wrócą na wieś, powie jakiś dowcipniś lub osoba całkiem nieżyczliwa ...  Hmmm, ale tam
kiepsko z drzewami, nie ma warunków, żeby założyć kolonię. W lesie gawrony nie czują się dobrze. Tu jest konkurencja ze strony myszołowów, kruków czy krogulców. Gawrony wolą miasto, bo jednak i cieplej w murach, i jakoś z pokarmem chyba łatwiej.

Jak widzicie, niełatwe jest życie gawronów. :(
Za to pięknie się kochają :)

http://www.birdwatching.pl/galeria/ostatnio-dodane/zdjecie/140366

Członkostwo w ZPFP OM

Z dniem 2 lutego 2020 r. (02 02 2020) zostałam przyjęta
do Związku Polskich Fotografów Przyrody Okręg Mazowiecki (ZPFP OM).

Trzy miesiace trwało moje terminowanie ... od października 2019 r., kiedy złożyłam deklarację, 2 zdjęcia do legitymacji i 20 zdjęć kandydackich.

W tym czasie trzy razy pokazałam swoje zdjęcia na zebraniach członków ZPFP, raz uzyskałam wyróżnienie w konkursie fotograficznym dot. barw jesieni, przsłałam swoje zdjęcia na baner Okręgu Mazowieckiego i od marca 2020 jedno z nich (kormorany zimą na Wiśle) pokazuje się na sliderze.

W deklaracji członkowskiej trzeba było pokazać:
A. "Dotychczasowe ważniejsze publikacje prac fotograficznych":
1) Fundacja EkoRozwoju – kilkanaście gatunków ptaków zilustrowanych moimi zdjęciami w internetowym katalogu ptaków;
2) ilustracje w publikacji wydanej przez Starostwo Powiatowe w Kościanie pt. „W krainie ptaków Dezyderego Chłapowskiego” (2011) + strona internetowa dot. przyrody + zdjęcia do ścieżki przyrodniczej;
3) zdjęcia ptaków miejskich na ulotkach i plakatach Ptasiego Patrolu Fundacji „Noga w Łapę”, udostępniane do prelekcji, wykładów kolegów i koleżanek ornitologów, do ilustracji w czasopismach PTAKI, Ptaki Polski, Przyroda Polska, a nawet w Przyjaciółce;
4) udostępnione zdjęcia ptaków do realizacji pozawarszawskich ścieżek przyrodniczych;
5) zdjęcia i teksty w Magazynie „Salamandra” (wróbel, szpaki, sierpówki);
6) wywiady ze mną i cudze artykuły ilustrowane moimi zdjęciami ptaków miejskich m.in. w „HaloUrsynów.pl”.

B. Ważniejsze nagrody i wyróżnienia zdobyte w konkursach fotograficznych:
1) konkurs „Gazety Wyborczej – zdjęcie „Śpiewającej kawki” zajęło I miejsce i jeździło przez tydzień w metrze (2010)
2) konkurs „4 pory roku w Łazienkach” – zdjęcie sarenki (wyróżnienie) 2014;
3) konkurs Urzędu Dzielnicy Ursynów „Widokówka z Ursynowa” - II miejsce za „Różowego wróbla” (2015)
4) konkurs ZOO „W karmniku ptaków bez liku” – II miejsce (2017)
5) konkurs „Ursynów w obiektywie mieszkańców” – wyróżnienie za zdjęcie „Słonecznik balkonowy” (2017);
6) konkurs Akademii Dzikiej Ochoty i Zarządu Zieleni m.st. Warszawy „Ich miasto” (I i IV miejsca; 2019).

C. Ważniejsze wystawy (zbiorowe i indywidualne):
1) kilka moich zdjęć na wystawach zbiorowych w Bibliotece Publicznej w Gdańsku w 2012 i 2013/2014;
2) wystawa fotograficzna pokonkursowa portalu FOTOIK (3 zdjęcia; Włocławek 2014)
3) indywidualna wystawa fotograficzna (40 zdjęć) w Galerii Exlibrisu w Warszawie na Ochocie (2016);

D. Inne: swoje zdjęcia wykorzystuję m.in. do ilustracji moich pogadanek dla dzieci w przedszkolach, prezentacji na konferencjach i do prelekcji na zaproszenie np.  organizacji pozarządowych.

Prezentuję zdjęcia na www.birdwatching.pl.
Mam stronę internetową: www.ptakimiasta.pl;
Kilka stron na FB, min. „Ptaki na Stokłosach”, „Kanał Piaseczyński – ostoja ptaków”, „Kochany wróbel”.
Należę do OTOP, STOP, TP „Bocian”.

Brak zimy i co? Dokarmiać - nie dokarmiać?

Zima w tym roku przeszła bokiem ... Tak się mówi o burzy, którą słychać, bo gdzieś daleko grzmi, nawet błyska, ale w rezultacie - nic nie było. U nas. Bo gdzie indziej szalała, jak się potem dowiadujemy z wiadomości.
Z zimą jednak stało się inaczej. Po prostu - nie było mrozów, śnieg nie padał, ziemia nie została skuta do głębi, nie zamarzły stawy, jeziora, ani oczywiście - rzeki. Od października do dzisiaj (22 lutego 2020) trawa na trawnikach jest zielona, widać pąki na drzewach, krzewy wypuszczają nieśmiałe listki, wiszą kity wypełnione pyłkiem leszczyny i innych drzew wiatropylnych, kwitną przebiśniegi, ranniki. Kiedy pamięć przypomina "Idzie luty, podkuj buty ...", w powietrzu i na ziemi czuje się wiosnę!

DSC_4301golab.JPG

Jesienią 2019 r. dostałam z Urzędu Dzielnicy Ursynów 8 paczek po 5 kg kukurydzy, niełuskanego słonecznika i pszenicy - żeby w czasie ciężkiej zimy dokarmiać głodne i cierpiące chłody ptactwo wszelakie na Ursynowie, a zwłaszcza na Stokłosach, gdzie mieszkam. Czekałam w październiku na mróz (nie raz bywał i to siarczysty), czekałam w listopadzie na śnieg. Przed Bożym Narodzeniem  mówiło się, że jest szansa na białe Święta. Ni śniegu, ni mrozu, czasami deszcz. Wiemy, że deszcz jest bardzo potrzebny, bo generalnie susza w kraju. Ziemia chce pić, po upalnych miesiącach bez kropli wody. Więc deszcz - dobrze, niech pada. Tylko gdzie jest śnieg! Gdzie warunki wskazujące na kłopoty ptaków i usprawiedliwiające ich dokarmianie? No, niestety ... 

Podsypywałam zdrową mieszankę do osiedlowych karmników, nosiłam na miejsca gromadzenia się ptactwa. Bo przecież nie mogę zostać z ziarnem na lato. Gdzie trzymać? Może się zepsuje, lub ściągnę jakieś myszy albo szczury do piwnicy? Moje maluchy, czyli modraszki, bogatki, wróble i mazurki też dokarmiałam i dokarmiam nadal (trochę mniej intensywnie), bo im w zimie generalnie jest trudniej. Brak owadów i nasiona zjedzone. Ale gołębie, wrony, sroki, kawki, gawrony i cała rzesza krzyczących wniebogłosy mew - czy one też są głodne, kiedy zima taka byle jaka?

Redaktorka z Haloursynów.pl, Anna Łobocka zadzwoniła do mnie na początku lutego 2020 r. z  pytaniem: "dokarmiać gołębie czy nie dokarmiać?" a w ogóle, co ja myślę o gołębiach na Ursynowie? Ja mówiłam długo i pokrętnie, bo stanowisko w różnych sprawach związanych z gołębiami mam jasne, jednak nie wszystko pasuje do wymowy tekstu redakcyjnego. Więc Pani Redaktor wybrała z tego telefonicznego wywiadu niewielki fragment do swojego artykułu, który ukazał się 7.02.br. pt.: "Gołębie "stołówki" zaśmiecają krajobraz Ursynowa".  Za chwilę przytoczę ... A na razie, podzielę się z Czetelnikami tym, comyślę o gołębiach i ich sytuacji ...

DSC_2404gołąb.JPG   

Po pierwsze: lubię gołębie, podobają mi się, są ładne i miłe, mają ładne oczy i kolorowe upierzenie.

Po drugie: uważam, że gołębie miejskie są mądre, elastyczne, świetnie sobie radzą w miejskiej dżungli. Ich upór i swoistą "namolność" uznaję za walor, świadczący o zdolnościach przystosowawczych.

Po trzecie: są wszystkożerne, czyszczą teren z paskudnego jedzenia pod śmietnikami i w rejonie barów, kiosków z jedzeniem, znajdują jedzenie wszędzie, radzą sobie a co najmniej, bardzo się starają nie zginąć a nawet rozmnożyć ...

Po czwarte: rozmnażają się intensywnie - twierdzi się powszechnie, ale tak naprawdę rzadko widujemy pisklęta gołębi i ich podloty. Więc jak to z nimi naprawdę jest, nie wiem. Fakt - gołębie są wszędzie i nic nie jest w stanie zahamować ich amorów w miejscach publicznych, o każdej porze dnia i nocy oraz roku. A gniazda z patyków potrafią umieścić nawet w miejscach uzbrojonych w paskudne metalowe kolce, wzmocnione jeszcze metalową spiralą!

DSC_6917golebie.jpg

Po piąte: gołębie robią dużo, często i wszędzie kupy, zanieczyszczając miejsca publiczne, piękne, zadbane i uczęszczane przez ludzi, łacznie z naszymi balkonami, parapetami, pomnikami i zabytkami. I to jest to coś czego nie lubi nikt, łącznie ze mną. Gołębie czasami wyglądają źle, są zabrudzone, poszarpane, wymizerowane, śpią i skulone siedzą na placykach, wyglądają na chore. Są również pełne rozmaitych insektów, a niektórzy twierdzą, że przenoszą choroby (brak dowodów na choroby ludzi po zakażeniu się czymś od gołębi; w każdym razie są to jakieś rzadkie, wyjątkowe przypadki).

Jakie z tego wynikają wnioski w sprawie podstawowego pytania: dokarmiać gołębie czy nie dokarmiać? I to nie tylko zimą ...

Oto moje stanowisko:  gołębie miejskie są ptakami, które żyją najbliżej człowieka i są od człowieka - pośrednio i bezpośrednio - uzależnione. Tak naprawdę, to gołębie należą do naszych najbliższych "braci mniejszych". Niestety, nie spotykają się z sympatią i nie szanuje się gołębi. Miasto ze swoją infrastrukturą i środowiskiem przyrodniczym jest siedliskiem gołębi miejskich. Władze miasta nie stosują żadnych metod zmniejszania populacji gołębi (nawet nie wiem, czy są takie cywilizowane metody?) ani się nimi nie zajmują w sensie ich leczenia, poprawiania ich kondycji, zapewniania im schronienia czy miejsc lęgowych. Wszystko, co dotyczy sytuacji gołębi w miastach (w osiedlach; generalnie w miejscach zamieszkania ludzi) zostało pozostawione Naturze i mieszkańcom. Zatem, od mieszkańców zależy czy będą gołębiom sprzyjać czy je prześladować. 
Uważam, że powinny być wyznaczone miejsca, gdzie gołębie dostaną zdrowe pożywienie. Duży, zadaszony karmnik wysoko ustawiony nad ziemią. Dostępne i rozsądnie usytuowane miejsce z wodą dla ptaków, co najmniej do picia. Jeśli jest fontanna, to należałoby wydzielić dla gołębi (i innych ptaków) miejsce do kąpieli. Woda jest ogromnie ważna zarówno w lecie, jak i w zimie! W dużym stopniu za takie miejsca powinny odpowiadać służby miejskie oraz zarządcy danego terenu (spółdzielni, wspólnoty mieszkaniowej itp.). Wymagane jest sprzątanie i ewentualnie odkażanie (ekologiczne) takich miejsc, wymiana wody, czyszczenie karmników (usuwanie masy zepsutego pieczywa, sałatek jarzynowych z majonezem, zepsutych wędlin, skisłego makaronu, góry ziemniaków, wszelakiego jedzenia jakie ludzie wynoszą ze swoich domów). Gołębie i inne ptactwo przy okazji, powinny otrzymywać kasze, pszenicę, kukurydzę, groch, płatki owsiane, inne ziarna i zboża ...  Dla zdrowia i poprawy ich kondycji. Nie będą wtedy nosicielami chorów (przynajmniej w mniejszej skali).     

DSC_0057dokarmianie.JPG

Teraz pytanie - czy przez cały rok? Moim zdaniem: nie, jedynie w okresie zimowym, czyli np. od października/listopada do marca/kwietnia. W pozostałym okresie, ewentualnie w czasie długotrwałej suszy (woda na pierwszym miejscu!) lub intensywnych deszczów (sucha karma zbożowa!).

Wiem, że celem artykułu Pani Anny Łobockiej było naświetlenie problemu dokarmiania gołębi wszędzie, dużo i często - chlebem  i bułkami przez starszych ludzi, którzy kupują nadmiar pieczywa, a potem - przynoszą ptakom, "żeby się nic nie zmarnowało". Co do pieczywa, jako uzupełniającego elementu diety w okresie wiosenno-letnio-jesiennym, to ja myślę, że można to jakoś zaakceptować. Pod warunkiem, że pieczywo jest minimalnie solone, nie spleśniałe, pokrojone naprawdę drobniutko i wysypywane tam, gdzie nic innego nie leży. Nadmiar się psuje, niekonsumowany - zaśmieca teren.
Nie ma zgody na rzucanie gołębiom jedzenia wszędzie a na dodatek, w miejscach publicznie uczęszczanych, jak narożniki ulic (niebezpieczeństwo kolizji z samochodami w przypadku spłoszenia stada gołębi), skwery osiedlowe i przedepty (tam często jest klepisko, które po deszczu staje się bajorem pełnym błota; nie ma szans na zachowanie elementernaje higieny takiego miejsca, posprzątanie zepsutej masy jedzenia czy śmieci) oraz dojścia do śmietników (śmieci plus dokarmianie gołębi = sytuacja nie do wytrzymania pod względem czystości i wyglądu).

Więc jeszcze raz: dokarmiać, przede wszystkim w zimie; karma zdrowa, wieloskładnikowa; wydzielone, specjalnie przygotowane do dokarmiania miejsce; sprzątanie i czyszczenie; do jedzenia - utrzymywanie czystych miejsc z wodą.

Gołąb miejski - niech nas zdobi i cieszy, bo to naprawdę piękny ptak o wyrazistej sylwetce. A nawet, powiem więcej - nasz stosunek do gołębi mówi o poziomie naszej wrażliwości i człowieczeństwa. Trzeba pokochać gołębie!

W artykule, o którym wspominałam, jest taki fragment:

"Nie dokarmiać resztkami! Dla ursynowskiej miłośniczki ptaków, która je obserwuje i fotografuje, osoby, które dokarmiają ptaki w nieodpowiedzialny sposób, szkodzą zamiast pomagać. - Jeśli ktoś wyrzuca starą zupę, smażone ziemniaki lub inne resztki z obiadu pełne soli, albo też spleśniałe bułki czy chleb, to musi wiedzieć, że od tego ptaki chorują. Widać potem jak stoją osowiałe czy zataczają się. Dlatego potrzebna jest edukacja, by nie karmić ptaków resztkami ze stołu - mówi Hanna Żelichowska.".

https://www.haloursynow.pl/artykuly/golebie-stolowki-zasmiecaja-krajobraz-ursynowa,14089.htm

DSC_9932golab.jpg

Dokarmiać wróble ...

27.01.2020

Wysłuchałam opowieści Arkadiusza Szarańca w filmiku opublikowanym dziś na Facebooku. Mieszka na Mokotowie, przy pl. Zbawiciela, a tam też są wróble.    

DSC_6448wroble.jpg   DSC_5420karmnik.jpg

I jak wszędzie, wróble są wciąż głodne, a zimą – nawet tak słabą jak teraz -  szczególnie.
Spodobał mi się A. Szarańca pomysł malutkiego karmnika, typu łupina orzecha kokosowego, dla małych ptaszków. Karmniczek, wypełniony ziarenkami słonecznika, świetnie się sprawdza. Chmara wróbelków odwiedza ten balkon i korzysta z  radością.

Jednak, jak znam gołębie na swoim osiedlu, to one i stąd by potrafiły słonecznik wydziobać, nie mówiąc o sikorach. Te zdominują każdy karmnik ... Na uszach staję, żeby wróble maksymalnie podkarmiać, więc mam karmniki: średni, mały, walec z ziarnem, kule tłuszczowe i karmniki wiszące na drzewach ...

Myślę, że opcji jest sporo i choć konkurencja (gołębie) nie śpi, to jednak wróbelki sobie radzą :)  

 DSC_8770wrobel dzwoniec.JPG        DSC_8771.JPG


Karmnik w formie walca wydaje się bardzo dobrym rozwiązaniem … Hmmm, tak było.
 
To było jakiś czas temu. W tym roku, gołębie już potrafią przytrzymać się łapkami takiej zielonej żerdki i wyjadają słonecznik z walca ... Złoszczę się, ale z drugiej strony - podziwiam gołębie.  

DSC_9325golab.jpg

Niektóre wykazują się ogromną pomysłowością, determinacją i zdolnościami akrobatycznymi w zdobywaniu pokarmu. To żadna sztuka zjeść bułę! le wyjadać słonecznik przeznaczony dla wróblaków, to jest wyzwanie! I gołębie dają radę :)
 

 

Fotografuje i pomaga skrzydlatym przyjaciołom. "Ptasia mama" z Ursynowa :)

DSC_3555bialoszyi.JPG

W dniu 20.10.2019 ukazał się wywiad ze mną w internetowej gazecie ursynowskiej HaloUrsynów.pl. Wywiad kilka dni wcześniej, przeprowadziła ze mną w kawiarni "Na huśtawce" - redaktorka gazety, Marta Siesicka-Osiak. Rozmawiało nam się miło i treściwie. Później, z domu, przesłałam kilka zdjęć dla ilustracji tekstu. I przeczytałam podesłany tekst (autoryzacja). Z tej współpracy "urodził" się fajny artykuł, z elementami edukacyjnymi. Jedynie szkoda, że nie załączyłam tam zdjęcia wroniej rodziny na gnieździe, na czereśni - ta słynna sprawa z wypadnięciem małego wroniaka z gniazda. Bardzo lubię rozmawiać optakachii takie teksty widziałabym jak najczęściej w tej i innych gazetkach.
Pani Marto - dziękuję!

"Wróble, mazurki, sikorki,  wszystkie krukowate, szpaki i kwiczoły ale też czasami dzięcioła białoszyjego czy dzięciołka – taką ptasią ferajnę można spotkać na Ursynowie. Pomaga im, dogląda i fotografuje, nasza sąsiadka ze Stokłosów – Hanna Żelichowska. Dziś opowiada kogo jeszcze będzie można spotkać na naszych osiedlach i czy to już pora na dokarmianie.

DSC_2557wrobel.JPG

Hanna Żelichowska ptakami zajmuje się od lat, bo kocha przyrodę. Z pozoru niezobowiązujące robienie zdjęć i obserwowanie ptaków, przekształciło się w prawdziwą pasję i poczucie misji. Teraz z zaangażowaniem nie tylko fotografuje ptaki, ale też czynnie działa na rzecz ochrony skrzydlatych sąsiadów i ich środowiska.   

                IMG_6205.jpg          IMG_6208.jpg

Jej dwa zdjęcia zostały ostatnio wyróżnione w konkursie zorganizowanym wspólnie przez Zarząd Zieleni m.st. Warszawy, Akademię Dzikiej Ochoty, MZA i Fuji.  Do konkursu zgłoszono 2 tysiące zdjęć oznaczonych #foto_ichmiasto. Fotografie Ursynowianki mimo licznej konkurencji zajęły 1 i 4 miejsce.

Ptasia oaza

Mieszkanka Stokłosów zna ursynowskie ptaki jak mało kto. Zapytana o to, kogo możemy spotkać teraz na Ursynowie wymienia gatunki jednym tchem. Anegdotkami sypie jak z rękawa. W minionym sezonie lęgowym zaobserwowała nawet narodziny ptaków w swojej okolicy. 

DSC_0170modra.JPG

W budce zawieszonej na jej balkonie rozmnożyły się sikorki modraszki (w ubiegłych latach dwa razy lęgły się bogatki),
a w stropodachu niektóre pary wróbli miały trzy razy lęgi.

DSC_6415wroble.jpg

Najwięcej emocji wzbudziła jednak rodzina wron, która zbudowała gniazdo na pobliskiej czereśni. Było to
w odległości kilkunastu metrów od okna mieszkania pani Hanny. Każdy dzień zaczynała od spojrzenia w lornetkę
i chwycenia za aparat (z jak największą dozą ostrożności i poszanowania intymności ptaków – jak podkreśla pani Hania).

- Te wrony miały prawdopodobnie dwoje młodych. Jednego na pewno porwał krogulec, bo słyszałam okropny, paniczny wrzask wron w nocy, a w następnych dniach oba ptaki nie odstępowały swojego pisklęcia ani na krok. Były w tym czasie bardzo duże upały. Wronom było wyjątkowo ciężko, bowiem gniazdo było wystawione na bezpośrednie działanie słońca.

DSC_3423parasol.JPG

Rodzice wykazali się wielkim  poświeceniem – w upały rozkładali skrzydła, aby ochronić pisklę przed słońcem, a samica po prostu „płakała” i wyła, nie mogąc znieść gorąca. Codziennie dostawały dużo świeżej wody,  czasami nawet kawałki kurczaka, bo nie miały przecież warunków na polowanie (i lepiej żeby nie zabijały wróbelków). Były ogromnie troskliwe i wspierały też siebie nawzajem, często się zmieniając na gnieździe i … okazując sobie drobne czułości  – opowiada z przejęciem pani Hanna.

DSC_3831dziobki.jpg

Niestety los chciał, że pierwsza próba lotu zakończyła się dla młodej wrony zderzeniem z ziemią i ogólnymi potłuczeniami. Na szczęście mały nie złamał nogi ani skrzydła, jednak stać sam nie mógł i przewracał się. Pani Hanna od razu podjęła interwencję i osobiście zawiozła podlota do ptasiego azylu w warszawskim ZOO, bo inaczej nie miałby szans na przeżycie. Opiekowano się nim fachowo, donosząc co kilka dni o postępach małego i jego zachowaniu.

DSC_5065drze sie.jpg

- Wronia mama „przepłakała” jeszcze kilka dni,  kracząc i poszukując potomka, a ja płakałam cały dzień razem z nią. Wiedziałam, że uratowałam mu życie, ale czułam, że zabrałam ptakom dziecko.

Wrony są inteligentne i po prostu czuje się, że rozumieją swoją stratę. Dobrze, że wtedy żadna nie zorientowała się, że mały wypadł z gniazda (było po prostu za gorąco i samica ledwo żyła, stojąc z rozłożonymi skrzydłami; może nawet zasnęła), więc nie kojarzyły mnie z tym zabraniem podlota. Starałam się potem, aby młody ptak został wypuszczony w tej okolicy, ale specjaliści powiedzieli, że zostałby przepędzony jako już dorosły osobnik, rodzice by go nie poznali – mówi.

Wieża jaskółek

Co jeszcze słychać na „ptasim” Ursynowie? W najbliższych miesiącach powstaną, z inicjatywy aktywnych mieszkańców Ursynowa i pani Hani, nietypowe domy dla jaskółek oknówek. Ptaki te  przylatują do nas w kwietniu z Afryki i od razu zabierają się do pracy. Albo naprawiają stare, albo wyklejają z błota i śliny nowe czarki przy framugach okiennych, co dla większości mieszkańców jest trudne do zaakceptowania. Niestety, oknówki zanieczyszczają szyby w okresie karmienia swoich piskląt.

To bardzo pożyteczne ptaki, które podobnie jak jerzyki wracają w te same miejsca, często niestety ich gniazd już nie ma, bo ludzie usuwają je na bieżąco. Na marginesie warto zauważyć, że nie wolno niszczyć gniazd ptaków, no ale – praktyka wygląda inaczej … A szkoda, bo oknówki są nie dość, że piękne, to jeszcze bardzo pożyteczne - zjadają ogromne liczby komarów, meszek i innych owadów. Niestety ich populacja w mieście dramatycznie się zmniejszyła. Stąd pomysł zgłoszony do budżetu obywatelskiego, który zyskał poparcie prawie 2 tys. mieszkańców naszej dzielnicy. I już Urząd przymierza się do jego realizacji (trzeba zdążyć przed wiosną 2020 r.).

- Projekt polega na tym, że powstaną dwie niewysokie wieże, na których znajdą się sztuczne gniazda dla jaskółek oknówek. Jedna stanie w parku im. Jana Pawła II, druga przy Szolca-Rogozińskiego, czyli w miejscach gdzie są jeszcze widywane nieliczne oknówki – mówi pani Hanna. 

Wieże będą miały wysokość kilku metrów, a w nich – podwieszone zostaną sztuczne czarki (kilkanaście, ale może być dużo więcej, bo oknówki są kolonijnymi ptakami). Na początku będzie tu zainstalowany głośnik z dźwiękami wabienia oknówek, żeby przyleciały sprawdzić to nowe lokum. Takie rozwiązanie było już z powodzeniem zastosowane w na Bielanach i jaskółki chętnie korzystały z przygotowanych dla nich czarek.

Nie dokarmiaj – zaczekaj

Nietrudno zauważyć, że w chłodniejsze jesienne dni sikorki i mazurki zaglądają już do znajomych karmników. Okazuje się, że to jeszcze nie pora na otwarcie ptasiej stołówki.

DSC_2562kwi.JPG

- Na razie nie dokarmiamy. Realizowana w tym roku strategia Zarządu Zieleni m.st. Warszawy i naszego urzędu – czyli  mniej koszenia,  więcej nasadzeń, dzikie łączki, zachowanie nieużytków, przyniosła  efekty.

DSC_9138szczygiel.jpg

Na Ursynowie jest mnóstwo miejsc dzikich, zachwaszczonych, traw z nasionami, owocujących krzewów jak jarząb mączny, jarzębiny, bez czarny, oliwnik, i ptaki mają jeszcze naprawdę mnóstwo jedzenia. Jest jeszcze czas na dokarmianie, a na pewno nie pora na kule tłuszczowe i słoninę. To dopiero kiedy spadnie śnieg i nadejdą mrozy  – tłumaczy pani Hanna. A kiedy i czym dokarmiać miejskie ptaki, kiedy już „zapukają” do karmnika? 

DSC_1255wro orzech.JPG

- Ja przyznam, że od czasu do czasu garstkę łuskanych ziaren słonecznika wysypuję swoim wróblom. Wróbli wciąż jeszcze jest mało, potrzebują ochrony. Kiedy leje deszcz lub robi się bardzo zimno (wróble źle znoszą chłody) pomagam im, podrzucając bardziej kaloryczny i łatwo dostępny pokarm. Oczywiście, korzystają z tego sikory, ale ta pomoc jest naprawdę bardzo ograniczona. Niech jedzą pokarm naturalny, to dla nich najzdrowsze  – twierdzi fotografka.

 Można już za to szykować zapasy do ptasiej stołówki. Sprawdzą się ziarna słonecznika, najlepiej te łuskane, aby ptaki nie traciły energii na łuskanie. Gotowe mieszanki, inne nasiona – siemię lniane, drobne kasze, kule i kolby tłuszczowe, także świeża, tłusta słoninka, ale do tego tematu wrócimy dopiero jak przyjdą prawdziwe mrozy. 

DSC_9897mazurki.JPG

Warto też dodać, że  od 16 października do końca lutego jest czas na wyczyszczenie budek lęgowych ptaków. Powinny tym się zająć zarządcy terenu (spółdzielnie mieszkaniowe, prywatni właściciele, wspólnoty mieszkaniowe, urząd Ursynowa) i poddać przeglądowi zarówno budki wiszące na budynkach, jak i te – na drzewach. Na wiosnę ptaki przystąpią do nowych lęgów, ale nawet jeszcze w okresie zimy wiele gatunków skorzysta z ciepłego lokum, w którym można spędzić mroźną noc.

DSC_5232wroble.jpg





Wszelkie inne czynności polegające na zniszczeniu siedlisk ptaków (m.in. kratowanie otworów do stropodachów, zamurowywanie szpar i dziur w elewacjach, za rynnami spustowymi, w dylatacjach czy pod balkonami) wymagają włączenia fachowców: ornitologa (ptaki) i chiropterologa (nietoperze) i uzyskania zgody Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska.

DSC_6510mzurek.JPG

Twierdzenie, że po 15 października, kiedy teoretycznie kończy się sezon lęgowy ptaków, już wszystko wolno, jest nieporozumieniem! Ptasie siedliska są pod ochroną cały rok, a ptaki potrafią przystąpić do lęgów w całkiem nieoczekiwanych terminach (np. gołębie – cały rok, wróble – nawet w lutym/marcu, nie mówiąc już o sowach czy ptakach szponiastych).

DSC_3692szpak.JPG

Tymczasem warto wziąć aparat w dłoń i pospacerować póki sprzyja pogoda. Na krzewach i drzewach z pewnością wypatrzymy wróble, sikorki, mazurki, szpaki i kwiczoły a przy odrobinie szczęścia trafimy na dzwońca w jarzębinie czy szczygła na oście. Na gile, jery, jemiołuszki, czeczotki, syberyjskie modraszki, bogatki oraz gawrony musimy jeszcze trochę poczekać … Przylecą na pewno, bo Ursynów staje się coraz bardziej oazą zieloności przyjazną ptakom.". 

DSC_4530kwicz1.jpg

 

https://www.haloursynow.pl/artykuly/fotografuje-i-pomaga-skrzydlatym-przyjaciolom-ptasia-mama-z-ursynowa-wywiad,13323.htm


Moje dwa zdjęcia zajęły I i IV miejsce! Hurrra!!! Na Konkurs zorganizowany w okresie lipiec-wrzesień (dla obszaru Warszawy) wpłynęło podobno 2.000 prac! 

IMG_6205.jpg

Ze strony Facebook "Zieleń Warszawska"(https://www.facebook.com/ZarzadZieleniWarszawy/?epa=SEARCH_BOX):

Jury w składzie: Justyna Glusman  (Dyrektor Koordynator ds. zrównoważonego rozwoju i zieleni m. st. Warszawy), Renata Kuryłowicz (Zarząd Zieleni m. st. Warszawy), Leszek Ruta  (członek zarządu MZA), Ula Frydrych (fotografka przyrody, Polski Związek Fotografów Przyrody), Filip Springer  (pisarz, fotograf), Kasia Jagiełło (aktywistka ekologiczna) oraz Wiktor Bruchal  
(Fuji Polska) wybrało 20 najlepszych zdjęć:

I_Hanna Żelichowska; II_Beata Chwała; II_Dariusz Pietraszek; II_Karolina Matalińska; II_Luiza Kamińska; II_Mikołaj Jastrzębski; III_Anna Banasiak; III_Janka Godlewska; III_Konrad Kuligowski; III_Magdalena Abramowska; III_Mariusz Koltoński; III_Michał Zgoła; III_Michał Zgoła; III_Mikołaj Adamiec-Siemiątkowski; III_Piotr Gortat; III_Ula Marchlik; IV_Dorota Parzych; IV_Hanna Żelichowska; IV_Magdalena Sobolewska; IV_Tomasz Turmowicz.
Gratulujemy wygranym i dziękujemy wszystkim, którzy wzięli udział w konkursie.
Wielkie podziękowania dla partnerów i sponsorów nagród: Zieleń Warszawska, Miejskie Zakłady Autobusowe Warszawa, Fujifilm Poland, Wydawnictwo Czarne i Wydawnictwo Marginesy.

Wygrałam Konkurs #foto_ichmiasto.
Nagrody odebrałam 7.10.2019 r. w Parku Dreszera w Warszawie przy ul. Puławskiej. 

Na tym zdjęciu, które zajęło I miejsce, jest wrona siwa nabierająca dziobem wody z fontanny przy Pałacu Kultury i Nauki w Warszawie. Uroczo rozsiewa kropelki wody, które wyglądają jak nanizane na cieniutką linkę szklane koraliki. 

DSC_9642wrona.JPG

Bardzo się cieszę, bardzo! Dziękuję jurorom oraz fundatorom, organizatorom konkursu i wystawy oraz wszystkim, którzy mi gratulowali na Facebooku i byli w dniu otwarcia wystawy.  

IMG_6208.jpg

IV miejsce zajęło zdjęcie - znowu wrony siwej - tym razem na Muzeum Żydów Polskich POLIN w Warszawie przy ul. Anielewicza.

DSC_9777-wrona na Polin.jpg

Serdecznie gratuluję każdej nagrodzonej osobie, bo każde zdjęcie ma swój urok, jest cenne a najważniejsze - pokazuje, że nie tylko ludzie zasiedlają Warszawę. Mieszkamy tu razem z kwiatami,
chwastami, drzewami, krzewami, wodą, piachem, owadami, ptakami, ssakami.
I dzięki temu konkursowi oraz jego promocji tak wiele osób zaczęło dostrzegać drobiazgi składające się na miejski świat przyrody.

Zieleń Warszawska i Akademia Dzikiej Ochoty obiecały, że będą kolejne konkursy podobnego typu :) Super!

Każda z osób nagrodzonych dostała dyplom z innym owadem. Uważam, że to był świetny pomysł

A na zdjęciu poniżej - my wszyscy, uczestnicy Konkursu nagrdzeni dyplomami z owadami i książkami. Ja dostałam 2x "12 srok za ogon" Staszka Łubieńskiego. Już od razu jedną z tych książek podarowałam Bożence, która była na tej uroczystości i robiła zdjęcia moją komórką.
Dostałam też aparat firmy Fuji X-T100 z obiektywem XC 15-45 mm, f/3,5-5,6 OIS PZ. Na razie nie wiem, jak on działa, ale na pewno do tego dojdę.  

IMG_6191.jpg

71486870_129156668443219_5838425357878820864_n.jpg

Na Bielanach, w Parku Olszyna,  już w niedzielę 29 września br., w godz. 11.00-15.00 Urząd Dzielnicy organizuje kolejną edycję pikniku promującego przyrodę Bielan, ze szczególnym uwzględnieniem tematyki ptasiej.
W programie m.in.:

  • 12.00 spotkanie z Wojciechem Mikołuszko– cenionym dziennikarzem naukowym, autorem książek przyrodniczych dla dzieci, takich jak „Z tatą w przyrodę”, „Tato, a dlaczego?”, „Tato, a po co?”, „Dzieci doktora motyla” oraz nowość: „Z Tatą  na dinozaury”.
  • tego dnia wydawnictwo MULTICO oraz Księgarnia Baczyńskiegobędą oferować szereg książek przyrodniczych w atrakcyjnych cenach!
  • 12.40 i 13.45 – pogadanki Michała Wołowika– ornitologa, edukatora, przewodnika przyrodniczego nt. kolorów w świecie ptaków i przyrodniczego wyścigu zbrojeń
  • 11.45 i 14.15 – pokaz dzikich ptaków  

Urząd zaprasza także do plenerowej galerii z przepięknymi pracami malarskimi Grzegorza Ptaka oraz dwóch małych artystów: Franka Ptaka i Franka Pilicha.

Ponadto podczas pikniku Mariola i Grzegorz Ptak przeprowadzą dla dzieci warsztaty artystyczno-teatralne pt. ‘Muzyka lasu’; zaś Dawid Kilon w czasie warsztatów plastycznych pokaże m.in., jak malować ptasie pióra w 3D.

Dla wszystkich chętnych - liczne  quizy i tematyczne konkursy oraz  szereg aktywności twórczych i technicznych m.in. zbijanie budek lęgowych i karmników, ozdabianie toreb bawełnianych z nadrukiem ptaków, haftowanie ptasich breloków czy kolorowanie ptasich szybowców.

Ja tam będę :)

SIERPÓWKA - gołąbek z dalekiego kraju ...


DSC_4210sierp.jpg     Że mam pozytywny stosunek do ptaków to mało powiedziane. Ja je bardzo lubię i    podziwiam.
Lubię również gołębie miejskie, które dla wielu osób znajdują się na najniższym szczebelku drabiny sympatii.

  Jednak SIERPÓWKA, moim zdaniem, jest gołębiem wybitnym, a na dodatek – nieco tajemniczym…

      Po pierwsze: jej pochodzenie… W jednych źródłach można znaleźć informację, że sierpówka pochodzi z obszaru południowej Azji w innych, że z Azji Środkowej. A stamtąd, przez Azję Mniejszą i Bałkany zaczęła swoją ekspansję do Europy. Gatunek ten był szczególnie rozpowszechniony w Turcji i właśnie stamtąd w latach 30. XX wieku rozpoczął swoją wędrówkę na kontynent europejski. Znalazłam również informację, że już w XIX wieku sierpówki były do Europy przywożone ze względów religijnych, być może też z powodu ich urody i łagodnego usposobienia.    

DSC_0194sierpowki.jpg

    W Polsce sierpówka (Streptopelia decaocto) była znana pod nazwą synogarlica turecka, a na wsiach używano nazwy cukrówka. Forpoczta tego gatunku pojawiła się na naszych ziemiach w 1940 r., a w 1943 r. stwierdzono pierwszy lęg sierpówek w południowo-wschodniej części Polski. Obecnie w Polsce liczebność tych ptaków ocenia się na 710–950 tys. par, a największe zagęszczenie sierpówka osiąga na Śląsku.
Nie spotyka się ich jedynie w lasach, natomiast zasiedlają zarówno tereny wiejskie, podmiejskie, jak i miasta. Sierpówki uznaje się za gatunek synantropijny, ponieważ stale przebywają w pobliżu siedzib ludzkich
i są przez ludzi wyraźnie lepiej traktowane, niż gołębie miejskie. Doskonale i z łatwością przystosowują się do miejskich warunków życia.

Po drugie, adaptacja sierpówki do życia w Europie. Spotkałam się z opinią, że populacja sierpówek rozwija się skokowo, gwałtownie rosnąc w jakimś okresie, by potem nieoczekiwanie się zmniejszyć. Na te wahania liczebności populacji mogą mieć wpływ warunki pogodowe, np. ciężkie zimy lub skrajnie mokre okresy wiosny i lata, a także dostępność lub niedostatek pokarmu. Ten delikatny z wyglądu, elegancki ptak jest przecież stosunkowo krótko na terenie Europy, a tak szybko zaakceptował nowe warunki życia. Trzeba naprawdę podziwiać zdolności adaptacyjne sierpówek, a w tym ich niezwykły sukces rozrodczy. Złagodzenie klimatu w ostatnich latach, czy może nawet - jego ocieplanie się,  sprzyja temu gatunkowi. W mieście sierpówki znajdują pokarm i łatwiej im o znalezienie w miarę ciepłego miejsca do nocowania. Jednak, co kazało tym ślicznym gołębiom opuścić swoje strony i rozpocząć podbój nowych stref klimatycznych i czasowych– to wciąż sprawa tajemnicza i niedo końca rozwikłana…

 dsc_5213sierpowka.jpg   Po trzecie, zadziwia witalność sierpówek i elastyczność w doborze miejsc gniazdowania. Pary są monogamiczne. Wczesną wiosną zaczynają budować swoje gniazda, używając do tego celu drobnych patyczków, mchu, rzadziej także elementów plastikowych i innych odpadków. Samiec znosi, a samica układa to wszystko dość niedbale i przypadkowo. Gniazdo może być ulokowane prawie wszędzie: na gałęzi drzewa, na balkonie, na elewacji budynku, w skrzynce kwiatowej, w nieużywanym karmniku, w sygnalizacji świetlnej. Sierpówka składa w gnieździe dwa białe jaja. Przez 14–16 dni wysiadują oboje rodzice, na zmianę. Pisklęta przez kilka pierwszych dni są karmione pożywną wydzieliną z wola, tzw. ptasim mleczkiem (podobnie jak u innych gołębi), a później – otrzymują pokarm roślinny. Po około trzech tygodniach opuszczają gniazdo, ale nadal znajdują się pod opieką rodziców, którzy jednak szykują się już do następnego lęgu. Sierpówka ma 2–4, czasami nawet sześć lęgów od marca do października, a gniazda opuszcza aż około 80% młodych. Młodociane ptaki poszukują nowego terenu lęgowego i oddalają się od miejsca swojego urodzenia na 100 i więcej km.

Sierpówka jest lekkim gołębiem (waży od 125 do 200 g), o smukłej sylwetce, koloru popielato-beżowego z długim ogonem, rozbielonym na końcu i ciemno zakończonymi skrzydłami. Można o niej powiedzieć, że jest pastelowa, jasna i czysta. Ptak dorosły ma na karku ciemną (właściwie czarną), wąską półobrożę otwartą z przodu (sierp). U sierpówek brak jest dymorfizmu płciowego i w zasadzie oba ptaki są takie same. Jednak samiec ma czasami tę półobrożę nieco szerszą, ciemniejszą, mocniej zarysowaną. Charakterystyczne dla sierpówki są okrągłe, biało obrzeżone oczy z czerwoną tęczówką. Ptaki młodociane mają ciemną tęczówkę i są bardziej szare niż rodzice, nie mają też charakterystycznej dla tego gatunku ciemnej półobroży. Dziobek sierpówki jest czarny, wąski, równy na całej długości, czasami odrobinę zakrzywiony na końcu, dostosowany do jej potrzeb pokarmowych. Jest to ptak prawie wyłącznie roślinożerny, czyli jada nasiona roślin, ziarna zbóż, kiełki, pąki, młode liście roślin, mniejsze owoce, czasami w diecie pojawiają się drobne bezkręgowce. Korzysta też z jedzenia karmnikowego, zwłaszcza zimą, oraz – z konieczności – z resztek jedzeniowych człowieka.  

DSC_4316sierp.jpg

Ten piękny, subtelny gołąb ma, wg mnie, nieco zdziwiony wyraz „twarzy”, patrzy ufnie i jakby z prośbą… o pokarm, pomoc, przyjazne traktowanie… Budzi ciepłe uczucia, kiedy tak spokojnie stoi i grzecznie czeka, bez hałaśliwego zwracania na siebie uwagi, jak to czynią choćby gołębie miejskie.

Mam szczególny stosunek do sierpówek… Sentymentalny, bo związany ze wspomnieniami z młodości. W latach 70. widywałam sierpówki w śródmiejskiej części Warszawy, gdzie na parapetach starych kamienic były dokarmiane. A potem zniknęły mi z pola widzenia na długo. Kiedy kilka lat temu pojawiła się pierwsza sierpówka w miejscu mojego zamieszkania na południowym skraju Warszawy (Ursynów), byłam zachwycona. Ptak gruchał głosem tokowym na wiosnę i przelatywał z dachu na dach, szybując z lekko opuszczonymi skrzydłami i rozłożonym ogonem. Przez rok ptak wydawał się samotny. Czasami było mi go żal, kiedy tak melancholijnie pobrzmiewało jego uporczywe nawoływanie z koron drzew i przeloty w poszukiwaniu partnerki. W następnym roku była już para. Ptaki pojawiały się w różnych miejscach i odpoczywały nie tylko na drzewach czy balkonach, ale często także na lampach, gzymsach, narożnikach bloków. Kwitła ich „miłość” i od rana do wieczora samiec gruchał dla swojej wybranki. Obecnie widuję pięć sierpówek i jestem bardzo ciekawa, czy to dwie pary i jeden potomek którejś z nich. To ptaki monogamiczne, trzymające się razem przez kilka lat.

  55b7e59759a04a91acbb74c90ba6b1ef.jpg                DSC_0199sierp.jpg

Sierpówki, które wciąż przylatują na mój balkon, aby odpocząć, poleżeć w słońcu (tak!), napić się wody czy skubnąć trochę ziaren słonecznika (zima!), w czerwcu zalecały się do siebie, a nawet kopulowały. Jednak nigdy nie próbowały założyć u mnie gniazda. Jak to mają w zwyczaju wszystkie gołębie, sierpówki również potrafią sobie uroczo okazywać przywiązanie i wykonywać czułe gesty jak: muskanie dziobem piórek na głowie, karku, „całowanie” dziobami, przytulanie się do siebie, patrzenie w oczy…

„Moje” sierpówki nie lubią gołębi miejskich, a na dodatek – wyraźnie się ich boją, ustępują pola. Gołąb miejski jest poważnym konkurentem sierpówki i stanowi potencjalne zagrożenie dla jej obecności w centrach dużych miast. Nieprzyjaźnie nastawione do sierpówek są również kawki, a nawet wróble… Relacji sierpówek z ptakami krukowatymi na swoim osiedlu nie zaobserwowałam. Kiedy sroka przylatuje napić się wody z miseczki, sierpówka siedząca na balustradzie tylko się jej przygląda. Czasami do „wodopoju” zalatuje wrona. Wtedy wszystkie ptaki uciekają w popłochu i chowają się wśród liści drzew.

DSC_8465sierp.jpg

  Życie sierpówek, mimo że są to ptaki chronione prawem i zasadniczo lubiane przez ludzi, nie jest wcale łatwe. Poza wspomnianymi wyżej naturalnymi wrogami dorosłych osobników, ich potomstwu zagrażają drapieżniki, zarówno latające (krogulce, jastrzębie), jak i naziemne (np. kuny czy zdziczałe koty). Ptaki przebywające w miastach w dużych grupach różnogatunkowych, zwłaszcza gołębi miejskich, zarażają się wzajemnie chorobami, są atakowane przez pasożyty, narażone na zderzenie z pojazdami czy okaleczenie np. przez ostre kolce montowane przeciwko gołębiom na gzymsach, parapetach i w wykuszach budynków.

Nie spodziewałam się, że sierpówki, które tak podziwiałam w dzieciństwie i z zachwytem wymawiałam ich popularną nazwę „synogarlice”, znowu zagoszczą w moim życiu. Że będę je miała na co dzień, o każdej porze roku, że będę je słyszeć i obserwować, a także opisywać na potrzeby konkursu Magazynu Przyrodniczego SALAMANDRA.

 Tekst i zdjęcia:
Hanna Żelichowska (obserwatorka i fotografka ptaków).


Okladka_1-2-2019-1.jpg      Tekst opublikowany został (wraz ze zdjęciami) w magazynie przyrodniczym "SALAMANDRA" nr 1-2/2019 (47), na str. 16-19. Poprawnie rozpoznałam sierpówkę po fragmencie upierzenia na zdjęciu i napisałam tekst, a tym samym wygrałam konkurs z nr 1/2018 "Poznaj ptaki z bliska".

WRONY SIWE - moja obserwacja i interwencja ...

Zaczęło się wszystko 6 czerwca 2019 r. Kiedy 3 dni temu usłyszałam jęczenie/zawodzenie/gdakanie (?), pomyślałam, że to krzyżówka utknęła w jakimś miejscu i zdenerwowana, nawołuje. Wybiegłam z mieszkania ... Znalazłam drzewo z gniazdem. Czereśnia. Okazało się, że to wrona siwa. Takim zachrypniętym, żałosnym głosem nawołuje partnera, żeby ją zmienił na gnieździe. Doczekała się i zmiana nastąpiła. To było wtedy ...
Dzisiaj trwało to dłużej i brzmiało bardziej dramatycznie. Aż odwołałam się do pomocy Mariusza, ornitologa, bo serce mi się ściskało z żalu i obaw. Mariusz doradzał spojrzeć na gniazdo i płaczącą wronę z ostatniego piętra klatki schodowej, w budynku naprzeciwko. Ale to nie było możliwe.

       DSC_3423parasol.JPG


Zatrzymała się również Pani Ewelina, przemiła osoba, wrażliwa, zaciekawiona i zaniepokojona. Nie miałam ani aparatu, ani lornetki, tylko komórkę. Mogłam nagrać głos. Mogłam też zadzwonić po Eko-patrol. Na szczęście, nie trzeba było.
Nadleciała druga wrona, a boleśnie jęcząca - szybko poleciała w dół. Nic jej nie było - zmęczył ją upał i głód.
Wrony pewnie mają jaja w gnieździe i pilnują ich jak oka w głowie. Wiedzą, że to smakołyk, na jaki mają chęć nie tylko sroki, ale i grzywacze a także np. krogulec, który pojawia się na Stokłosach.
Od tego momentu zaczęłam poważnie interesować się tymi wronami. Samicę nazwałam "Wronia" a jej partnera "Wron". Po widomym happy-endzie na drzewie, wróciłam do domu i zajęłam się swoimi sprawami.
Myślałam jednak jeszcze o tej sytuacji... Jak to jest, że żadna ze znanych mi wron ani sroki, ani szpaki czy wróble, nie reagują tak rozpaczliwie na długie siedzenie w gnieździe i zmęczenie upałem? Tylko ta "Wronia" - chrapliwie płacząca ...
Podeszłam do okna w pokoju i stwierdziłam, że widzę gniazdo! Jakieś 20-30 m, ale mniej więcej ten poziom. Otworzyłam okno, przygotowałam lornetkę i aparat, i zabrałam się za obserwację.

DSC_5145czulosci1.jpg

                                                                                                                                            W gnieździe były OBIE WRONY! Wysiadują we dwie, na raz?!!! Nie słyszałam o tym. Wronia cicho skrzeczała swoim gdaczącym głosem. Obie miały otwarte dzioby. Chłodzą się. Nadal upał +27 stopni! I co się dalej działo? Otóż, Wron rozłożył skrzydła na ile się dało i stworzył parasol ochronny zarówno nad Wronią, jak i jajkami. Coś pięknego! Wronia wyraźnie tego potrzebowała, bo po chwili umilkła.

Widziałam też czułe gesty, jakie dziobem wykonywał Wron, muskając głowę Wroni. Nie mogło być im wygodnie w tej pozycji i na pewno jeszcze bardziej gorąco. Wronia uniosła się i z otwartym dziobem stała chwilę na krawędzi gniazda. Potem odleciała.
Wron zagłębił głowę we wnętrzu gniazda i wykonywał takie ruchy, które świadczyły o mieszaniu jajek. Jajka powinny być równo dogrzewane i ptaki przesuwają jajka spod spodu do góry. Potem, ale to już mi się wydało dziwne, były takie ruchy ciałem, jakby Wron szurał jajami w tę i z powrotem. Tak robi samica-sokół, kiedy pomaga pisklętom jeszcze w jajach, w kluciu się ... Bo to jest trudne dla pisklaczków. Muszą same przebić się przez skorupkę! Czyżby u pary wron kluły się pisklęta?
Powrotu Wroni nie doczekałam się ...
Zresztą, to nie jest właściwe takie natrętne i długotrwałe obserwowanie ptaków na gnieździe, nawet z dużej odległości.
Więc już więcej nie będę. Może odrobinę, bardzo dyskretnie.


DSC_3366czule.JPG

9.06. Wron i Wronia to niezwykła para. Może inni też takie sceny mieli okazję oglądać? Ja - nie. Do tej pory ...
Czytałam, że krukowate wiążą się ze sobą na ogół na całe życie, w tym wrony też. Wiem, że potrafią sobie okazywać czułości, co nie raz widziałam u kawek, gawronów a nawet srok. Najmniej okazji do oglądania tych czułości (podglądania) miałam w przypadku wron. I to, co teraz widzę, mocno mnie zadziwia i wzrusza ... Staram się im jak najmniej przeszkadzać ...

DSC_3644dziecko.jpg

10.06. Z ostatniej chwili ... Nasza para wron siwych Wron i Wronia mają dziecko! Udało mi się wypatrzeć otwarty różowy dziobek pisklęcia. Oboje już tylko przysiadają na gnieździe i skrzydłami robią parasol, żeby malec miał cień ... Nie ma już wysiadywania.

12.06. Od wczoraj przedpołudnia, a dzisiaj - co kilka godzin, wychodzę z butelką zimnej wody i nalewam do sporego naczynia, umieszczonego we wgłębieniu gruntu, pod drzewem w zasięgu wzroku wron. Okazało się, że chętnie korzystają.
Dzisiaj kupiłam skrzydełko kurczaka, poszarpałam je i położyłam obok pojemnika z wodą. Nasypałam też słonecznika łuskanego, żeby ptaki mogły się pożywić w taki upał. Wydawało mi się, że wrony swojemu dziecku przynoszą w dziobie jakiś pokarm, typu rozmoczona bułka. Może nie, może to coś innego? Jednak taki mięsny pokarm mógłby być dobry dla pisklaka, chyba?
Wrona owszem. Dostrzegła moje działania. Zleciała na dół. Obeszła rozrzucone resztki kurczaka, dookoła, nieufnie ...
W końcu, złapała kawałek w dziób i odleciała.
Po chwili przyleciała po resztę i - jak mi się zdaje - sama zjadła. No, niech będzie - na zdrowie.      

     DSC_3831dziobki.jpg    DSC_3800karmienie.jpg


Pisklę rośnie i nabiera sił. I powoli zaczyna wyglądać jak wrona.
Wrony razem lub na zmianę nadal ochraniają go przed słońcem. Wronia trochę dziś po swojemu pojęczała, ale Wron ją zmieniał regularnie, nawet - śmiesznie - ciałem wypychając z gniazda, żeby poleciała, rozprostowała skrzydła, odpoczęła w cieniu ...
Mały rezolutny. Ładnie podstawia dziobek do karmienia.
Na razie, mimo tego piekielnego upału, wszystko idzie dobrze i wrony coraz sprawniej organizują opiekę i dożywianie dziecka. Oby tak dalej!

  13.06. Jak mama-wrona siwa i tata-wrona siwa uśmiechają się do swojej nieopierzonej pociechy ... Ta para wron jest cudowna!

                                    64394144_2820234974869479_208928426415882240_o.jpg

Samiec wciąż chroni samicę i pisklę przed upałem! przynosi pokarm i pomaga karmić.

14.06. Altruizm małżeński, choć chciałoby się to nawet nazwać "miłością wron siwych" ...  
Trzeba poczytać krótkie teksty przy zdjęciach, żeby zrozumieć, co mam na myśli i dlaczego tak to określam.
Wrony zawsze podziwiałam, jednocześnie odczuwając pewien respekt wobec tych potężnych ptaków, drapieżników.
Teraz na dodatek, jestem pod wrażeniem zdolności tej pary do okazywania sobie i potomkowi uczuć, różnorodnych emocji wypisanych na twarzy, współpracy i oddania w trudnych warunkach pogodowych ...  

     DSC_5094rodzinka.JPG     DSC_5431maly.jpg

15.06. Upał - kontynuacja. W mojej lokalizacji +33 stopnie w cieniu. Wrona w gnieździe, które jest poddane nasłonecznieniu w temperaturze co najmniej +55 stopni! Koszmar!
Dzisiaj Wronia "gdakała" i pojękiwała, tak było jej ciężko. To było ok. 16-tej. Przez okno widziałam, że niektórzy ludzie zatrzymywali się i rozglądali, starając się dociec źródła tego niesamowitego żałosnego narzekania.
Pobiegłam z 2 butelkami wody i torebką słonecznika łuskanego do miejsca na skarpie, gdzie umieściłam kilka dni temu spory pojemnik z wodą. Wrony ze swojego stanowiska widzą to miejsce. I KORZYSTAJĄ! Myślę, że to zdjęło z wron sporą dozę stresu: już nie muszą na długo zostawiać gniazda bez opieki, żeby znaleźć wodę do picia. Przynajmniej tyle mogę zrobić. Dokarmiać mięsem ich nie będę, to dzikie ptaki, muszą sobie radzić ....
Wymieniam wodę 3 lub 4 razy dziennie, bowiem wrony swoim zwyczajem moczą w niej pieczywo oraz wszelkie inne produkty żywnościowe (które same jedzą lub podają pisklęciu). Dzisiaj widać było moczenie jakiegoś mięsa - woda była tłusta, zaczerwieniona i pływały w niej muchy.
Wronia właśnie skorzystała z nowej, czystej wody. Ucieszyło ją również ziarno, które podziobała. Pozostawała poza gniazdem jakieś 10 minut, a w tym czasie Wron pilnował i ochraniał pisklę. Wreszcie zdecydowała się na powrót do "piekła",  jakim jest nasłonecznione gniazdo. Ale już do wieczora nie było słychać jej narzekania.
Natomiast Wron, po powrocie partnerki, wyskoczył z gniazda jak z procy i pięknym szusem w powietrzu opadł prosto przy pojemniku z wodą! Pił, pił i pił. Ach, jaki to był miły widok!
Nie miałam dziś czasu na obserwacje gniazda ... Jedynie rano, raz, zobaczyłam karmienie pisklęcia. Wspaniały czarny łepek i szeroko rozwarty różowy dziobek.

PISKLĘTA WRONY POZOSTAJĄ W GNIEŹDZIE 28-38 DNI! PODLOTY POZA GNIAZDEM POD OPIEKĄ RODZICÓW - PRZEZ MIESIĄC!

16.06. Temperatura nieco się obniżyła. Już nie +33 w cieniu a ok. 30 lub nieco poniżej, kiedy zawiewał wiatr.
Rano widziałam Wronię na gnieździe, potem przylot Wrona i karmienie. Dziobek pisklęcia się pokazał. O 2-3 cm wyżej - czyli pisklę rośnie ... Po południu, znajoma sesja "parasola" nad dzieckiem, na zmianę - raz ona, raz on.
Kilka razy zaobserwowałam gniazdo bez rodzica. Oczywiście, z większej czy mniejszej odległości, wrony obserwują gniazdo. Czasami siedzą na dachu, częściej - doglądają z drzewa.
Dziecko rośnie, rodzice już nie trzęsą się nad maluchem tak, jak na początku ...  

DSC_5114podlot cwiczy.jpg

18.06. Wronie dziecko rośnie i chyba coraz więcej jedzenia się domaga. Co jest zrozumiałe ... Kiedy dzisiaj po południu obserwowałam gniazdo przez chwilę, wrony kursowały z jedzeniem ze 3 razy ...

                                                      DSC_5065drze sie.jpg

24.06. Mała wrona pod opieką obojga rodziców! Dziś mały machał intensywnie skrzydełkami!
Pewnie za kilka dni - poleci ...

28.06. Mały sam jeszcze nie wie, o co mu chodzi ...Czy chce być bardzo samodzielnym podlotem, czy domagać się karmienia krzykiem czy odwracać się do rodziców tyłem i udawać, że wcale nie są mu potrzebni ...?
Poza tym zaczyna być coraz bardziej ciekawski - ogląda to, co dzieje się na dole, obserwuje szpaki, wróble i mazurki buszujące w górze wśród czereśni ... Staje na brzegu gniazda lub wręcz przeciwnie - chowa się głęboko wewnątrz gniazda. Rozterki młodocianego ptaka, który się rozwija i dorośleje. Mam wielkie szczęście, że mogę to podglądać.   

DSC_5046ciekawosc.jpg

29.06. pisałam: "Mam wrażenie, że nie więcej niż 3 dni będę jeszcze pisała o rodzinnym gnieździe wron siwych i ich dziecku. Mały robi się duży, puchu coraz mniej, ruchy coraz bardziej zdecydowane. Kiedy chodzi po gnieździe i przeskakuje z jednego miejsca w drugie, to już nie jest taki nieporadny jak dwa dni temu ... ".
Ze strony rodziców nie widzę jakiegoś zniecierpliwienia i wyganiania dziecka w dorosłość ... Sama jestem zaintrygowana kiedy pożegnanie nastąpi i co będzie dalej ...?
Czy dziki świat zewnętrzny pozwoli przeżyć wroniemu dziecku?

30.06. (niedziela!)
Alert!!!
Mały wypadł z gniazda na moich oczach patrzących z okna. Wrona, która go osłaniała przed słońcem, nawet nie zauważyła. Stała do niego tyłem, pewnie mocno oszołomiona upałem.
Znalazłam go rozłożonego pod drzewem. Ma prawdopodobnie złamaną łapkę. Nie staje na nią.
Jadę z nim do Azylu w zoo!
Rozpacz!

Moja późniejsza relacja tego dnia: mały leżał na twardej ziemi (dobrze, że nie na kostce bauma obok, bo by się od razu zabił!), na brzuszku. Skrzydła lekko rozłożone. W słońcu. Oddychał mocno i ciężko (upał). Podjęłam go delikatnie pod brzuszkiem, troszkę się bronił i pazurkami się uczepił. Spróbowałam ułożyć go we wgłębieniu konara. Przewrócił się na boczek. Szybko dostrzegłam, że lewa łapka źle funkcjonuje. Łepek mu leciał w dół. A wiem, widziałam, że przecież potrafił stać na obu nogach na gnieździe, wyprostowany i zadzierać głowę do góry.

Przeniosłam go w cień. Nie wydawał dźwięków. Leżal tak płasko i nieporadnie. Żadna wrona na szczęście nie interesowała się mną. Zadzwoniłam po Eko-patrol. Nawet by przyjechali, jak opisałam sytuację, ale ... za kilka godzin. Nie! W tym upale ptak padnie! Odwołałam. Poprosiłam męża, żeby przybiegł z pudełkiem z dziurkami. Przenieśliśmy go do domu. Spróbowałam napoić go. Coś wypił. Troszeczkę się ożywił. Ale z całą pewnością nie mógł stanąć, a nawet przybrać półsiedzącej pozycji. Zwymiotował poprzednie jedzenie od rodziców (buła!). Zamówiliśmy taksówkę i bardzo szybko dotarliśmy do Azylu w warszawskim ZOO. Kochani, ratujcie wronka! To nasze wspólne, Facebookowe dziecko ...
Wronek w pudełku. Leży na brzuszku, przekrzywiony w lewą stronę. Jesteśmy w drodze taksówką do Azylu...

                                                                     66176305_2837789513114025_88846496643940352_n-1.jpg

Oddałam małego w pudełku z dziurami w punkcie kontaktowym Azylu, o godz. 16,40. Na pudełku napisałam swoje imię i nazwisko oraz telefon. Ale przedtem, jeszcze w taksówce, którą jechaliśmy z Ursynowa, wysłałam na skrzynkę kontaktową Azylu opis sytuacji, podejrzenia co do sytuacji z ptakiem, swoje dane i zdjęcie podlota w pudełku. W jaki sposób i kiedy mogę pytać o jego stan?
I jeszcze dodatkowe wytłumaczenia, bo na Facebooku było kilka pytań i wiele wyrazów współczucia ... Nie znam się na wronach, to moja pierwsza obserwacja życia rodzinnego tej pary z pisklęciem a ostatnio z podlotem. Dzisiaj wrona ochraniała małego przed upałem, jak zwykle. Kiedy ona leżała nad gniazdem z ochronnie rozłożonymi skrzydłami (parasolem), małemu musiało być gorąco i wyrwał się spod jej skrzydeł. Wziął za mocny zamach, bo zamiast zatrzymać się na brzegu gniazda, co mu się już zdarzało ostatnio, wypadł. Nie wierzyłam własnym oczom, myślałam, że to może szpaki przelatują pomiędzy owocami i gałęziami czereśni. Ale kiedy usłyszałam takie specyficzne klapnięcie, złapałam torbę, rękawiczki, komórkę i czapkę. Byłam przekonana, że wrona będzie bronić dostępu do dziecka, jeśli ono tam pod drzewem leży. A WRONA NIE ZAUWAŻYŁA, że nie ma dziecka i nadal parasolowała nad gniazdem!

1 lipca 2019 (godz. 7,30) - DOBRA wiadomość z Ptasiego Azylu:
"Dzień dobry. Wronka dotarła i faktycznie przydałoby się jej jeszcze kilka dni w gnieździe. Ma problemy z utrzymaniem równowagi i pokłada się na lewy bok. Na szczęście noga nie jest połamana, to raczej bolesność i efekty upadku. Dostała leki, płyny i oczywiście będzie karmiona ręcznie. Pozdrawiamy!"
Ogromnie dziękuję !

Najnowsze wieści o małej wronce: dostaje lekarstwa i jest co dwie godziny karmiona ręcznie... Staje na obu nóżkach, opierając się o ściankę pomieszczenia. Prawa jest silna, lewa - obolała jeszcze. Przebywa z rówieśnikami w podobnej sytuacji. Łatwiej im, kiedy są razem, pogodzić się z brakiem rodziców. Gdyby przebywały poza gniazdem, na czułości i przytulenie pod skrzydełkiem rodziców, nie mogłyby liczyć. Tu, w Azylu, mogą przytulić się do sąsiada/sąsiadki, może też ręka podająca pokarm, podrapie pod gardziołkiem i po piórkach ... I poczęstuje ciepłym słowem. I jest bezpiecznie.

Wiadomości z popołudnia: wrony-rodzice odczuwają brak dziecka. Nawołują - kracząc i szukają go - przelatując z miejsca na miejsce.

2.07.
Jakie to trudne! Może to ja taka jestem przewrażliwiona, nadmiernie antropomorfizująca zachowania ptaków, ale może wiele osób podobnie przeżywa takie sytuacje ...? Nie wiem. Wciąż myślę ... Dzisiaj przejrzałam zdjęcia z 30.06. - robiłam je dwa razy: rano i ok. 15,30 (za kilkanaście minut życie rodzinne wron skończyło się dramatycznie!). Wspominam, myślę, biję się z myślami ...
Przecież uratowałam ptaka. Nie zostawiłam go na ziemi, gdzie umarłby z pragnienia, upału, leżąc bez ruchu, z niesprawną nogą, obolały po upadku. Miałam prawo przypuszczać, że może mieć wewnętrzne obrażenia po wypadnięciu z gniazda na wysokości II piętra, kiedy tak leżał bez życia na ziemi. Prawda?
Gdybym go zostawiła w słońcu na ziemi, udając, że nie widziałam jak wypadł z gniazda, umarłby, albo wcześniej kot by się do niego dobrał lub sroka. A gdyby jego rodzice odkryli, że leży na ziemi, co oni by zrobili? Nic, przecież ... W dziobie wrona nie uniesie takiego ptaka ... Gdyby ktoś inny zdecydował się na pomoc małemu na ziemi, wrony krakałyby rozpaczliwie, ze złością, przerażone ...
Zabrałam małą wronkę. Dorosłe ptaki uniknęły stresu i rozpaczy, bo nie widziały co się stało z ich małą wronką. Uratowałam ptaka, który teraz dochodzi do siebie w Ptasim Azylu warszawskiego ZOO. Zrobiłam dobrze, na pewno ... mm nadzieję ...
A jednak czuję się źle, jest mi przykro i wciąż to wszystko rozpamiętuję... I sto razy w myślach przepraszam wrony z gniazda, chociaż przecież uratowałam ich dziecko. Dobrze, że one mnie nie kojarzą ze zniknięciem ich pociechy.

  DSC_8094wrona.jpg        DSC_5681wrons.jpg

Widzę, słyszę i przeżywam to razem z nimi ...
Bez poważnego powodu NIE WOLNO ZABIERAĆ PODLOTÓW! Po tym, co się wydarzyło, jestem jeszcze bardziej przekonana, że ten apel jest ważny.
Czasami - jednak trzeba. Nasza wronka-podlot została uratowana i wróci do natury za jakiś czas.

Znajome i przyjacielskie osoby z Azylu zapewniły mnie, że mała wronka czuje się coraz lepiej. Uczy się społecznych zachowań wśród innych wron. Za jakiś czas wszystkie uratowane, zdrowe, podkarmione wronki zostaną wypuszczone na wolność ... Mają zapewniony dobry start w dorosłość :)

https://www.facebook.com/PtakinaStoklosach/

 


 

MODRASZKA W BUDCE LĘGOWEJ

Po 2 latch zajmowania budki lęgowej na moim balkonie przez bogatkę, w marcu 2019 r. budką zainteresowała się sikorka MODRASZKA.

 

DSC_6929modrasia.JPG                       DSC_5152modra.jpg                                   

Oczywiście była to para - samiec i samiczka. Bardzo zgodni, świetnie zorganizowani i bez przerwy okazujący sobie przywiązanie i świadczący czułości.  Dziwiło mnie to, że w całym 2-miesięcznym okresie przygotowywania gniazdka, wysiadywania i karmienia, samiec i samica machali skrzydełkami, jak podloty. Kiedy się niechcący spotkali z pokarmem dla piskląt pod budką - machali skrzydełkami i szczebiotali słodko do siebie. Przy miseczce z wodą - szczebiot i machanie. Na barierce mojego balkonu - skrzydełka i miłe głosiki. To było cudowne.     

   DSC_9768modra.jpg   

Karmienie było spektakularne. Para na wyścigi latała do drzewka, krzaków i z powrotem w dużym pośpiechu, nosząc drobne larwy, liszki, pajączki i inne nierozpoznawalne białko. W budce z początku było cicho, mimo że karmienie trwało, a później - pisklaczki gadały jeden przez drugiego ... Ale nie było wystawiania łebków przez otwór i nigdy niezobaczyłam żadnego maleństwa.

DSC_8460budka.jpg    DSC_8495modra.jpg  DSC_8480modra.jpg

Modraszki-rodzice przestali na mnie zwracać uwagę, bo oczywiście choć trochę musiałam kręcić się po balkonie. Choćby po to, żeby wymienić wodę do picia, czy podlać roślinki, nie mówić o sprzątaniu. Ale one robiły swoje, od czasu do czasu wysyłając jedynie sygnał ostrzegawczy ...

DSC_9644modra.jpg

Karmienie trwało, głosiki piskląt wzmagały się. Co rano biegłam na balkon sprawdzić czy ptaszki jeszcze są. I któregoś dnia, a był to 22 maja, w budce zrobiło się cicho ... Wyleciały, nie bąknęły nawet do widzenia! Zniknęli wszyscy - dzieci i rodzice! Tak smutno się zrobiło ... A najgorsze, że nie wiedziałam ile tych maluszków wykarmiły moje modraszki? 2 czy 5, czy jeszcze więcej?

Koleżanka, mająca już doświadczenie w tej kwestii powiedziała: - Zobaczysz je za kilka dni. Rodzice przyprowadzą maluchy choćby po to, żeby się napiły ...  Tak nie było, ale rzeczywiście po trzech dniach usłyszałam to specyficzne dzicięce "tsi, tsi, tsi" i odpowiadające im głosy rodziców. Oblatywały okoliczne drzewka, zbierając przysmaki spod listków i z gałązek. Acha, są moje modraszki! Dopatrzyłam się trójki podlotów. Może było więcej, ale raczej nie. Niestety, trzeba się  liczyć z tym, że te maleństwa są łakomym kąskiem dla krukowatych, które w tym samym czasie karmią swoje pisklęta ...

DSC_0315-kopia.jpg

Po tygodniu, małe modraszki i ich rodzice raz mama, raz tata, zaczęli zaglądać na mój balkon, gdzie zawsze jest w lecie świeża woda do picia i kąpieli a czasami też kilka ziarenek słonecznika na podwieczorek. Po dniu bogatym w białko taka zmiana diety na pewno im nie zaszkodzi ...

 

ZIMOWE PTAKOLICZENIE 2019

Ogólnopolskie Towarzystwo Ochrony Ptaków (OTOP) opublikowało wyniki Zimowego Ptakoliczenia zorganizowanego w naszym kraju w ostatni weekend stycznia 2019 r. Polska ma ponad 38 mln ludności, jest dużym krajem, mamy ponad 450 gatunków ptaków i miliony osobników w ciągu roku (oczywiście, zimą znacznie mniej).

Wciąż mnie to jednak dziwi, że tak mało ludzi bierze udział w obserwacji i udostępnianiu do OTOP wyników - czyli tylko 2590 osób. To jest promil społeczeństwa! Ludzie, co z Wami?!!! Nie widzicie ptaków zimą? Nie macie lornetek? Nie umiecie wypełnić w internecie formularza i przesłać go do OTOP? Naprawdę nie rozumiem o co tu chodzi ... ?!!!
W Anlii to są setki tysięcy obywateli ... W małym Królestwie Niderlandów też tysiące. OTOP marzy, że to się kiedyś zmieni. Ja - też :)

Wg danych OTOP, pierwsze miejsce wśród liczonych gatunków przypadło KRZYŻÓWCE. Zgłoszono ponad 25 tys. kaczek i kaczorów. Tak jest już od wielu lat. Wniosek z tego taki, że w zimowym ptakoliczeniu biorą udział głównie mieszkańcy miast, w których są niezamarzające cieki i zbiorniki wodne, bo tylko tam można krzyżówki spotkać zimą. Również w Warszawie.

OTOP sugeruje, że należałoby krzyżówkę obwołać krolową ptaków :) Byłaby to królowa i król, bowiem w tym gatunku samiec i samica różnią się upierzeniem, zwłaszcza w okresie godowym. Na zdjęciach mojego autorstwa, z prawej jest kaczor, z lewej - kaczuszka.

               DSC_1937kacz.jpg                DSC_4554kaczor.jpg

Drugie miejsce zajął WRÓBEL (ok. 6,5 tys. zgłoszonych obserwacji)! Od 3 lat twierdzę, że liczba wróbli rośnie i miejska populacja się odradza. Brawo wróbelku! Jeśli człowiek trochę zmądrzał, przynajmniej jeśli wziąć pod uwagę wiedzę i świadomość potrzeb wróbli (i kilku innych gattunków ptaków, mieszkających z nami w budynkach), to jest szansa na realny sukces wróbli w miastach.  Dużo się pisze i mówi o tym, że trzeba zapewnić wróblom optymalne siedliska, tj. miejsca lęgowe (mogą być budki zawieszone na budynku), zwiększenie ilości zakrzaczeń i zadrzewień oraz odpowiednią naturalną bazę pokarmową (łąki, nieużytki z chwastami, drzewka owocowe). I to wystarczy. Zimy są dość lekkie, więc przy dokarmianiu w czasie większych mrozów i pokrywy śnieżnej, wróbel sobie poradzi.

DSC_5233wrobel.jpg        DSC_5236wrobla.jpg

GRATULACJE WRÓBELKI!!!!

Na trzecim miejscu uplasowała się KAWKA. Mnie to cieszy, bo je lubię. Ale nie spodziewałam się, że obserwatorzy naliczą aż tyle kawek. Raczej gołębi lub gawronów ... Ale nie - mamy kawkę, która zimą rzuca się w oczy, odzywa i ściąga głosem zainteresowanie obserwatorów. Narzekamy na kurczące się siedliska lęgowe kawek, poniważ zatykane są, kratowane wejścia do stropodachów. A jednak kawki trzymają się miasta. Znajdują prawdopodobnie dziuple i jakieś inne miejsca, w których mogą się rzomnażać. I oczywiście, łatwy choć nienaturalny często i paskudny, pokarm. Przez lata z pewnością ich żołądki dostosowały się do potraw słodkich, słonych, przyprawionych, przwtworzonych i chemicznie dosmaczanych ... Nam takie jedzenie szkodzi, a może kawkom aż tak - nie.

     DSC_9523kawka.jpg            DSC_3654kawka.jpg

10 miejsce zajęła w tym roku mewa ŚMIESZKA. Może tak być .... Na osiedlu widzę zimą głównie mewy siwe. Śmieszki spędzają czas i żerują na Wiśle. Są takie miejsca na wodzie, gdzie skupiają się i coś do jedzenia znajdują.

Warto dodać, że wszelkie obserwacje ptaków, nie tylko w czasie zimowego ptakoliczenia czy jesiennych migracji, powinno się wstawiać do bazy ptaków, prowadzonej przez OTOP - Ornitho. Baza należy do międzynarodowej sieci obserwatorów ptaków. Pozwala śledzić trendy w występowaniu i liczebności ptaków na obszarze Europy, wyciągać wnioski np. dot. wpływu ocieplania się klimtu na zmieny zachować lęgowych i migracyjnych różnych gatunków ptaków.

Ja od wielu już lat działam na Ornitho. Jest to mój obowiązek, jako członka OTOP i świadomego obserwatora ptaków.

                                                                                                         

PLAMKA MAZURKA

DSC_1204mazur.jpg

Na rynku wydawniczym pojawiła się właśnie kolejna książka Marka PIÓRO, tj. "Plamka mazurka. Jak ptaki odmieniły moje życie". Wydawnictwo Marginesy 2019. Stron 352.
A od Wydawcy otrzymujemy poniższy opis tego dzieła o ptakach:

"Mazurek ma plamkę, srokosz maskę Zorro, a czapla biała przepiękne i przeklęte pióra. Kwiczoł przeprowadza zbiorowe ataki na intruzów, jerzyk śmiga między blokami, skowronek zainspirował Williama Szekspira i Wincentego Pola. Wszystkie te gatunki zobaczysz – w odpowiednim czasie rzecz jasna – tuż za miastem. Każdy z nich jest inny, ale wszystkie nasze. Po prostu mają to coś. Urzeka w nich piękno i wolność.

To książka napisana z miłością i z miłości do ptaków – Adam Wajrak.

Jak opowiedzieć o miłości do ptaków, zgrabnie streścić klasyków ornitologii i jeszcze wpleść motywy mitologiczne? To potrafi tylko pióro Marka Pióro – Stanisław Łubieński.

Czy stare jaskółki zamieniają się w żaby? Czy jasno ubawione samce bataliona mają powodzenie podczas godów? Jaki kraj ma w herbie dudka? Marek Pióro odpowiada na te ważne pytania, przekonując, że mamy w zasięgu wzroku niezwykły świat, łatwo poddający się obserwacji – oglądana z miłością plamka na policzku mazurka jest równie piękna co błyszczące pióra zimorodka – Olga Wróbel, Kurzojady.

O tokach batalionów, o tym, czy bąk bączy, wkładając dziób pod wodę, o ostatnich w Polsce dropiach, o magicznym znaczeniu kosów, o precyzyjnym paćkaniu kwiczołów, o tym, jak (wraz z czubkiem) zadomowił się w polszczyźnie dudek, o złej sławie dzięcioła. Ale to zaledwie wierzchołek tego, o czym opowiada Marek Pióro, jeden z najsłynniejszych blogerów od ptaków.

Bada ich obecność w kulturze, mitologii, religii i zabobonach. Na pewno są tacy, którzy każdej wiosny nerwowo wypatrują pierwszego bociana, bo dzięki niemu dowiadują się, jaki czeka ich rok, a na tydzień przed przylotem kukułki noszą w kieszeni drobnej sumki pieniędzy?

Chodźcie na spacer. Posłuchajcie. Ptaki są niesamowite.".

Ja już książkę zamówiłam. Za kilka dni sama się przekonam. Znam Marka Pióro i jego poprzednią książkę. Ta z pewnością też będzie wspaniała!

Ptaki, ptaszki, ptakoidy - znowu cały rok z ptakami!

  IMG_5215.jpg        IMG_5226.jpg        IMG_5225.jpg

Do końca marca 2019 r.  można oglądać w Muzeum Etnograficznym w Warszawie fajną wystawę ludowych rzeźb ptaków pn.: "Odloty". To właściwie ani odloty, ani przyloty i w ogóle - żadne loty. To są po prostu najrozmaitsze wyobrażenia ptaków. Czasami bardzo bliskie rzeczywistego wyglądu ptaka i jego otoczenia, a częściej - impresje na temat określonych gatunków. Niewątpliwie, artyści ludowi dostrzegali zasadnicze lub charakterystyczne cechy upierzenia, sylwetki, postawy czy nawet - charakteru ptaka ... Ptaki tu stoją, zwisają, siedzą i wspinają się, są położone lub uniesione - wśród drewnianych konstrukcji i pomostów. Są podpisy i szersze objaśnienia.

Najlepiej na wystawie prezentuje się dudek. On zawsze ma na łebku czubek i jest duży. Choć tak naprawdę, to nie jest duży ptak. Ale rzuca sie w oczy i w czasie lotu i wtedy, kiedy siedzi na górze siana w obejściu, lub na belce chałupy ...  Dudki gnieżdżą się w dziuplach różnego rodzaju. Czasem w dziupli dzięcioła, innym razem w dziupli głowiastej wierzby. Jak podaje Stanisław Łubieński w swojej świetnej książeczce-katalogu z wystawy, "... nazwa dudka wcale nie pochodzi od jego czubka, ale od głosu - stale powtarzanego "ududud". Większość europejskich nazw tego gatunku oddaje właśnie ten dźwięk: rosyjska udod, angielska hoopoo czy naukowa upupa".

Książka S.Łubieńskiego nosi tytuł "Ptaki, ptaszki, ptakoidy" i wydana została w 2019 r. przez PME w Warszawie. Co ciekawe, każdy opis na stronie jest 2-języczny, pół po polsku, poniżej tekst po angielsku. To dobrze zostało pomyślane, bo książka nadaje się na prezent dla gościa z zagranicy a dla Polaka - może być pożyteczną pomocą do ćwiczenia się w języku angielskim w dziedzinie ornitologii i etnografii.

Mnie bardzo podobała się instalacja z dzięciołami. Prawda, że prześliczne jest to wyrzeżbione w drewnie  gniazdo
z pisklętami oraz dwoje krzątających się obok rodziców?
                                                                                             

      IMG_5229.jpg                  IMG_5230.jpg      

Cały grudzień Staszek poświęcił gołębiom: sierpówkom, gołębiom miejskim, wspomniał o siniakach, turkawkach i grzywaczach. W książce czytamy: gołębie "Przyzwyczajone do człowieka, nauczyły się żyć w jego sąsiedztwie i korzystać z miejskich wygód. Jedzenia tu pod dostatkiem, a w górzystym krajobrazie bloków i kamienic zawsze znajdzie się odpowiednie miejsce, by wychować nowe pokolenie. Gołębie miejskie są więc naturalnie i nierozerwalnie połączone z człowiekiem, spotykamy je tylko w pobliżu ludzkich osad.".  

         IMG_5227.jpg                   IMG_5222.jpg

Gołębia na gnieździe wyrzeźbił Władysław Sałdyka. Również człowiek trzyma na ręce gołąbka. Ta rzeźba nosi nazwę "Zabawka emausowa z gołębiem", a stworzył ją Zdzisław Dudzik. Na wystawie obie rzeźby mają takie specyficzne oświetlenie, że zdjęcia wyszły w tonacji zielono-niebieskiej, w każdym razie - dość zimny mają odcień.

Są także na wystawie gile i jastrzębie, sowy i mewy, rybitwy, papugi i pawie, bociany białe i czarne, a nawet derkacz, wodnik i przepiórka. Oczywiście słowik, skowronek i wilga, nie mówiąc o szpaku, czajce czy ślepowronie. Naprawdę, cała ptasia menażeria. I o nich też Staszek pisze ...

Pytanie, skąd i dlaczego taka nazwa "ptakoidy"? Ptakoidy to też ptaki, tylko, że właściwie nierozpoznawalne lub bardzo udziwnione. Z dużymi, nieproporcjonalnymi względem reszty korpusu, głowami czy skrzydłami, o dziwacznych kształtach dziobów, z wyłupiastymi oczami, w kolorach - chyba - niewystępujących w naturze. Tego ostatniego nie byłabym pewna, bowiem to co natura potrafi wyprawiać z kolorami, deseniami i ich umiejscowieniem na ptaku, w ogóle nie mieści się w głowie ...

Kiedy czytam "Kalendarz" Staszka Łubieńskiego i oglądam prezentowane w nim prace rzeźbiarskie, wydaje mi się, że odwiedziliśmy dwie różne wystawy. Nie widziałm wielu rzeźb, albo ich nie zauważyłam. Fakt, nie byłam sama. Obecność innej osoby obok - rozprasza, albo kieruje uwagę na inne przedmioty i detale ... Trzeba też przyznać, że rzadko korzystałam z wiszących w sali lornetek, żeby przybiżyć sobie obraz maleńkich figurek ptaków, umiejscowionych pod syfitem lub skrytych pomiędzy drewnianymi przepierzeniami. W rezultacie, w książce znalazłam kolejne piękne i ciekawe eksponaty.

Fantastyczny jest ten perkoz na gnieździe! Prawdopodobnie - zausznik :)

IMG_5216.jpg

Oczywiście, wystawa lada dzień się kończy. Ci, którzy jej nie widzieli, nie zobaczą. Ale pozostaje nam "Kalendarz - Paki, ptaszki, ptakoidy", który zawiera ciekawe, choć krótkie, opisy poszczególnych gatunków ptaków. A ja, czytając, wciąż odkrywam nowe wiadomości. Czy zdajemy sobie sprawę z tego, że  mamy 21 gatunków mew? 10 gatunków dzięciołów? 5 gatunków gołębi?

W książce jest spis ilustracji - autor, tytuł pracy, rok powstania. I fajne, zabawne, uproszczone rysuneczki ptaków Wacława Marata.

Kupić, przeczytać i nie raz do tej pozycji zaglądać - to moje przesłanie do Was, odwiedzających tę stronę internetową i blog.

KALENDARZ PTAKÓW ...

Taki tytuł nosi najnowsza książka mojego kolegi z Facebooka a również z Rzeczpospolitej Ptasiej (RP) - MARKA PIÓRO. Marek jest Ambasadorem RP w Warszawie (siedziba jest w Słońsku), a ja jestem dumną obywatelką RP.

"Rzeczpospolita Ptasia jest to zupełnie nowa, unikalna w skali Polski inicjatywa Towarzystwa Przyjaciół Słońska "Unitis viribus", której celem jest klubowe zrzeszenie miłośników ptaków odwiedzających Słońsk. (...) Wszystkich obywateli Rzeczpospolitej Ptasiej będzie obowiązywała konstytucja i kodeks obserwatora ptaków.  Miłośnicy ptaków otrzymają paszporty, w których będą zbierać pieczątki potwierdzające pobyt (różne w każdym roku). Każdy rok poświęcony będzie innemu gatunkowi ptaka, wybranemu spośród rzadkich lub zagrożonych, występujących w Rzeczpospolitej Ptasiej.".

9788394950545.jpg 

Ale nie o RP chcę tu napisać a o książce "Klendarz ptaków. Opowieści o ptasim życiu i zwyczajach na cały rok", Wydawnictwo Paśny Buriat, Kielce 2019.

Pierwsza sprawa - to nie jest taki kalendarz, jaki sobie wyobrażamy: daty w miesiącach i zdjęcia. No, powiedzmy, skoro "ptaków", to pewnie bądą tu fotografie naszych latających braci mniejszych i kalendarium.  Daty, owszem, są, ale pojawiające się - w pionie - na marginesach książki. Tych dat jest 365 - od 1 stycznia do 31 grudnia. Rok - nieważny. Ważne są opisy ptaków. Krótkie, treściwe, konkretne. Chwilami jest i pozezja, i romantyczne nastroje.  Zresztą, są i zdjęcia, ale nie tak jak w zwyczajnym kalendarzu.

Druga sprawa - Marek nie jest ornitologiem, ale kocha ptaki całym sobą (kocha też i inne zwierzęta; te, które ma w domu i te z lasów i pól). Natomiast, Marek pisze tak o ptakach, że od razu chce się je zobaczyć, poczytać o nich jeszcze więcej, spotkać, usłyszeć ...

Staszek Łubieński, na okładce książki z całym przekonaniem napisał: "Marek Pióro to z całą pewnością jeden z najlepszych i najważniejszych popularyzatorów ptasiarstwa w Polsce. Ze świetnym, lekkim piórem i ogromną wiedzą." Swoją opinię o tej książce napisał też Adam Wajrak.

Ja się z tym w pełni zgadzam i ... czytam ten kalendarz od końca do początku i na odwrót, od czasu do czasu w środku, lub po datach swoich i rodzinnych imienin, urodzin, różnych wybranych dni i miesięcy. Marek wygrzebał z książek o ptakach (takich wspaniałych autorów, jak: Władysław Taczanowski, Simona Kossak, Jan Sokołowski, Włodzimierz Puchalski, a także tych nowszych, jak Stanisław Łubieński, Andrzej Kruszewicz czy Marek Siuchno), mnóstwo ciekawostek, anegdot, wspomnień i faktów. A to, że Marek dotarł także do krakowskiej Asocjacji Promotorów Radosnego Ptaka - ruchu społecznego pod kierownictwem Miotacza Idei, nieocenionego Waldemara Domańskiego, walczącego o wróble w Krakowie i nie tylko - wprawiło mnie w orawdziwy zachwyt! I podziw. Asocjację można znaleźć na Facebooku.

Wiele rzeczy w Kalendarzu było dla mnie nowych. Np. to, że ptaki tak znane, jak wróbel, gawron czy sójka, mają swoiste cechy a przez to, swoje miejsce w naszej polskiej kulturze, czy tradycji, o czym nie wiedziałam lub nie spodziewałam się. Np. o zachowaniach przedmałżeńskich i małżeńskich samicy muchołówki żałobnej ...  Dowiedziałam się, że o naszym małym, szarym i niepozornym WRÓBLU jest mnóstwo porzekadeł, co tylko świadczy o jego znaczeniu, sile prztrwania, bliskości z człowiekiem. "Kto strzela z armaty do wróbla, może go najwyżej ogłuszyć" - to jest fajne, nie znałam :) Również odniesienia do postaci czy sytuacji w mitologii.

Bardzo mi się podoba wynajdywanie przez Marka Pióro najdziwniejszych i najstarszych nazw ptaków, np. jaskółka brzegówka to "grzebółka" a orzechówka "kostygryz" ... Albo rozbieranie na czynniki pierwsze nazw łacińsko-greckich, czy dawnych polskich, wynikających z zachowania ptaka, jego upierzenia czy rodzaju pokarmu, jaki preferuje.
No i te anegdoty, skojarzenia, nawiązania, powroty do starej literatury ornitologicznej. Przy okazji można się dowiedzieć, kiedy są dni Żurawia, Wróbla, Orła Białego, Światowy Dzień Rybołówstwa czy Ptaków Migrujących.

"Kalendarz ptaków" to po prostu kopalnia wiedzy!

A zdobyłam ją, kupiłam! logując się na stronie "Magazynu Kontynenty" już w ubiegłym roku, w przedsprzedaży. W połowie stycznia br. kurier przywiózł mi książkę do domu. Zresztą kupiłam 2, druga będzie na prezent. Bo to jest taki prezent, który cieszy przez cały rok i niejeden dzień więcej! Ja polecam! Co zresztą ujawniłam nie raz, nie dwa na stronach Facebooka :)

W dniu 15.02.br., w siedzibie Wydawnictwa Czarne w Warszawie, przy ul. Marszałkowskiej 43/1, o godz. 19, odbędzie się wieczór autorski Marka Pióro. Z pewnością podpisze mi oba egzemplarze.  Do zobaczenia!

Źródła: https://magazynkontynenty.pl/produkt/kalendarz-ptakow-opowiesci-o-ptasim-zyciu-i-zwyczajach-na-caly-rok/

http://www.tps-unitisviribus.org.pl/rzeczpospolita-ptasia

 

STYCZEŃ 2019 roku - zaczynam nowy cykl: obserwacji ptaków, fotografowania, czytania ...

DSC_0376bogatk.jpg             Styczeń 2019 r. zaczął się silnym mrozem i sporym opadem śniegu. Uznałam, że to już czas, żeby dokarmiać ptaki bardziej intensywnie. Robiłam to od listopada, ale po trochu, nieregularnie. Tyle tylko, żeby ptaki przyzwyczaiły się do wiszących karmników, walców ze słonecznikiem, miejsc gdzie można napić się wody, a nawet wykąpać.

W czasie mrozu woda zamarza. To oczywiste. I trzeba wyrzucać lód
 wielokrotnie w ciągu dnia. Tak, to wymaga poświęcenia czasu i uwagi, żeby dostrzec, że ta woda już jest skuta lodem, a ptaszki stoją na krawędzi i dziobkami próbują rozbić przeszkodę. Ciepłej wody nie nalewam. Bo chyba byłaby niesmaczna i niezdrowa dla ptasich gardeł, narażonych na ciągłe oziębianie na powietrzu.

DSC_7853rozen.jpg

Od początku roku powróciłam do udziału w tworzeniu listy gatunków ptaków, spotkanych w granicach administracyjnych Warszawy. Już mam ich 34! Wszystkie osiedlowe, to nie ulega wątpliwości - zobaczyłam je w ciągu pierwszych dwóch dni stycznia.   A potem, nad Wisłą m.in. rożeńca (samaca i samiczkę), krzyżówki, nurogęsi, mewy srebrzystą, białogłową, kormorany ... W centrum Warszawy spotkałam rudzika - śliczny, mało płochliwy - pewnie dlatego, że właśnie wydziobywał ostatnie ziarenka słonecznika, które ktoś wcześniej rzucił ptaszkom pod krzaczek. Na terenie parku SGGW, przy starym Rektoracie, na drzewach pojawiły się: kowalik, dzięcioł duży, kosy, kwiczoły ...

Odwiedziłam też ośnieżone tereny Pola Mokotowskiego.                       DSC_0223sojka.jpg
Pięknie wyglądały wtedy świerki i sosny, odwiedzane przez
sikory a nawet ... mazurki! Tam też zobaczyłam pierwszą w tym roku, sójkę.
A kosów było aż 7! Dużą popularnością cieszyło się drzewko
z malutkimi jabłuszkami, chyba nie jedyne w tym parku, mam nadzieję :)

Na Facebooku mam obcnie następujące strony, gdzie pokazuję zdjęcia ptaków i przyrody: "Hanna Żelichowska" (to moja główna strona); "Ptaki na Stokłosach"; "Kochany wróbel"; Kwiaty i nie tylko". Poza tym, mam funkcję moderatora na stronach: "Internetowy Atlas Ptaków"; "Ptasi Patrol - ptaki i nietoperze w budynkach"; "Warszawskie oknówki".

Tak, oknówki - jaskółki, które mają w Warszawie trudne życie.  Ludzie nie chcą ich czarek z błota we framugach okien lub przy suficie balkonu. Nie chcą ich potomstwa, które robi kupki a przy karmieniu też sporo zabrudzeń powstaje. Poza tym, oknówki potrzebują błota, wilgotnej gleby, wody - do budowy gniazd, a tu wszędzie kostka Bauma i beton, albo - w najlepszym razie - trawniki i klomby z roślinnością. Dobre i to, bo tam oknówka znajdzie owady, ale to muszą być owady latające dość wysoko. Może nie tak wysoko jak w przypadku jerzyków. Oknówki polują nieco niżej, ale owady na kwiatkach przy ziemi, to nie jest ich cel ... Razem z koleżanką i kolegą przygotowujemy projekt dotyczący sztucznych gniazd dla oknówek, finansowany z budżetu obywatelskiego. Oraz - mamy pomysł na projekt pilotażowy,
sfinansowany z datków społecznych,  żeby oknówkom pomóc już, w 2019 r.     

                                                                DSC_2143oknowka.jpg

20 stycznia, kiedy wyszło piękne słońce i był tylko niewielki mróz, wybraliśmy się na rozlewiska Słudwi w Złakowie Kościelnym. Och! Tam oddycha się pełną piersią. Rozległe przestrzenie i gęgania nadlatujących z różnych stron, kluczy gęsi. Kruki, myszołowy, pustułka ... Byliśmy krótko, bo i dzień w styczniu wciąż jest taki krótki! Ale wypiliśmy naszą domową kawkę, zjedliśmy kanapki w samochodzie. I było naprawdę relaksująco ... Zdjęcia jeszcze nie obrobione, ale wstawię niedługo. 

MEWY CZY RYBITWY? CZEGO TE PTAKI SZUKAJĄ NA URSYNOWIE?

DSC_7904KEN 1.jpg                Wrzaski, piski, jękliwe biadolenie i żebrzące pokrzykiwania …  Gonitwy, ucieczki, nieomalże walki w powietrzu, ostre skręty
w dół lub w górę, przepychanki …
Latają  przed oknami, stoją na lampach. Mewy?!
A może rybitwy?

DSC_0638rybitwa rzecz1.jpg

Rybitwy, z których najbardziej rozpoznawalna w Polsce jest rybitwa rzeczna, odlatują pod koniec lata, aż do Afryki.  W okresie późnej jesieni i zimy  nie można ich zobaczyć ani na niebie, ani na wodach naszego kraju. Wrócą! Często wracają do miejsc, w których się wylęgły i wychowały. Jednak to nastąpi dopiero w kwietniu.
Rybitwy mają zasadniczo węższe skrzydła, niż mewy, dłuższe i bardziej ostre dzioby. Są lżejsze, mniejsze, bardzo zwrotne w czasie lotu i sprytnie polują na ryby w morzu czy w rzece. Latające w środowisku mew, rybitwy od razu można rozpoznać. Jednak, tak jak i mew, rybitw jest w Polsce kilka gatunków a ich identyfikacja wymaga sporej wiedzy i doświadczenia.

Zatem, w tej chwili na Ursynowie latają tylko mewy. Łatwo zauważyć, że te mewy są różne – mniejsze, większe, mniej śmiałe i bardziej agresywne. Krzyczą też różnie. Czy można określić gatunki mew  pojawiających się na Ursynowie?

Korzystając ze swoich obserwacji oraz pomocy naukowych,  gdzie króluje Przewodnik Collinsa „Ptaki” (Najpełniejszy przewodnik do rozpoznawania ptaków Europy i obszaru śródziemnomorskiego z 2017 r.), mogę stwierdzić, że na Ursynowie  widujemy głównie mewy śmieszki i mewy siwe (dawniej „pospolite”), a czasami  mewy białogłowe i srebrzyste.
W połowie zimy w niektórych miejscach latają prawie same mewy siwe, a śmieszki gdzieś znikają …
Nad warszawską Wisłą spotykamy nieliczne mewy siodłate o bardzo ciemnym upierzeniu grzbietu, a jeszcze rzadziej - mewy żółtonogie i romańskie.
Rozpoznawanie gatunków mew jest trudne, ponieważ mają one zróżnicowane szaty, czyli upierzenie,  zależnie od wieku i pory roku. Najłatwiej zidentyfikować mewy dorosłe, w szatach godowych.

DSC_9472siwa-1.jpg

Mewa siwa jest ptakiem średnich rozmiarów; mniejszym niż mewa srebrzysta, większym niż śmieszka. Stojąc, robi wrażenie eleganckiego ptaka o długich szarych (w szacie godowej – żółtych) nogach, zaokrąglonej głowie ze stosunkowo krótkim, żółtawym dziobem. Kiedy leci, widzimy jej długie skrzydła, na końcach tak ciemne jakby mewa umoczyła je w czarnej farbie (dawniej powiedziałabym – w kałamarzu).

DSC_5872siwa1.jpg

Mewa siwa w szacie niedojrzałej. Jest całkiem inna niż mewy w szatach ostatecznych. Można ją pomylić z młodocianą mewą śmieszką.

 DSC_9481siwa mloda-1.jpg

Mewa srebrzysta (i jej odmiana „mewa białogłowa”) to duże ptaki,  wielkości myszołowa (!), z żółtym mocnym dziobem z czerwoną plamką,  jasnymi oczami, jasnym płaszczem i dość długimi nogami barwy cielistej lub różowawej. 

DSC_5519srebrzysta.jpg

Mewa srebrzysta jest liczna na wybrzeżu, rzadsza na śródlądziu, a na Ursynów zalatują pojedyncze osobniki.

DSC_0023smieszka1.jpg

W zawołaniu mewy śmieszki niektórzy słyszą śmiech. Coś w tym musi być, skoro nawet jej łacińska nazwa zawiera w drugim członie słowo  ridibudndus  „śmiejący się”. Śmieszka to piękny ptak, który w szacie godowej pyszni się swoim czekoladowym kapturem, ciemno-czerwonym ostrym dziobem i czerwonymi długimi nogami. Białe półksiężyce okalają oko śmieszki z brązową
tęczówką.

  DSC_4385smieszka stoi1.jpg

 Reszta ciała śmieszki, za wyjątkiem grzbietu (jasno-popielaty) i czarnych końcówek ogona oraz skrzydeł,  jest pokryta śnieżno-białymi piórami. W czasie lotu ujawnia się ważna cecha diagnostyczna śmieszki – białe kliny wzdłuż przedniej krawędzi dość długich i zaostrzonych skrzydeł.  

DSC_9467siwa smiechy-1.jpg

Śmieszki w różnych fazach swojego życia mają w upierzeniu brązy, różne odcienie szarości, a nogi i dzioby miewają wręcz pomarańczowe (z czarną końcówką). Śmieszka jest ptakiem stadnym, to znaczy, że preferuje grupowe żerowanie i odpoczynek. W czasie okresu lęgowego śmieszki tworzą kolonie liczące od kilkunastu do kilkudziesięciu i więcej gniazd.

Mewy żywią się głównie pokarmem mięsnym – rybami, skorupiakami, mięczakami, również owadami. Ich dieta jest zróżnicowana, dostosowana do pory roku i zasobności w pokarm terenu, gdzie ptaki przebywają. Np. mewy siwe i śmieszki swoje pisklęta karmią dżdżownicami i … owocami! Tak, podają im truskawki, wiśnie i czereśnie! Oczywiście, potrafią porywać pisklęta innych ptaków i wyjadać zawartość jaj z cudzych gniazd. Zimą brak jednak takich rarytasów. Ale np. śmieszki lubią owoce głogu czy jarząbu, a tego na Ursynowie jest dużo.

Osoby wyjeżdżające latem na wakacje nad morze lub nad jeziora, widują mewy wysiadujące na balustradach i poręczach mola, huśtające się na falach, szybujące  po niebie, a czasami pikujące do wody ... Krzyk mew przyjemnie brzmi nad morzem i jest stałym elementem wakacyjnego nastroju a potem wspomnień … Ale mewy w mieście? Może to z powodu zmian klimatycznych? – myślą niektórzy.

DSC_9386latarnie-1.jpg 

Miasto ze swoimi osiedlami mieszkaniowymi, blokowiskami, infrastrukturą techniczną, parkami, terenami zieleni na działkach, cmentarzach czy przy budynkach, stawami, jeziorami i rzekami jest dla wielu gatunków ptaków miejscem atrakcyjnym.

Szczególnie  zimą.    DSC_6875cieplo1.jpg  Wtedy miasto jest o kilka stopni cieplejsze, niż tereny pozamiejskie. Śnieg jest uprzątany, a ten który leży – szybciej się topi. Tu ptaki znajdują miejsca schronienia w nocy i odpoczynku w dzień (np. na dachach wysokich bloków). Wysypiska śmieci, śmietniki oraz kosze na śmieci wypełnione odpadkami to dla wielu ptaków zasobne w pokarm żerowiska. Zimą ludzie dokarmiają ptaki. Dlaczego więc mewy miałyby nie skorzystać z tych specyficznych „walorów” miejskiego środowiska?

Również na Ursynów śmieszki i mewy siwe przylatują po łatwy pokarm. Oblatują śmietniki i korzystają z pokarmu wyrzucanego lub podrzucanego ptakom przez ludzi. Czego to ludzie nie wyrzucają! Bywa, że z okien, mimo apeli i zakazów władz spółdzielni, lecą resztki obiadowe, pieczywo, obrzynki mięsa, odpadki z obróbki ryb i drobiu. To właśnie wtedy między mewami odbywa się istna walka z wrzaskiem i  piskiem o takie smakołyki, które nie trafiają się im zbyt często (powiedzmy sobie szczerze – na szczęście!).

  DSC_9805mewy1.jpg

Wtedy też mewy najbardziej rzucają nam się w oczy.

Mewy są bardzo plastyczne, mają zdolność przestawiania swojej diety  na pokarm, który jest osiągalny, np. zbożowo-roślinny. Podkradają wtedy gołębiom i ptakom krukowatym, dokarmianym zimą przez ludzi  -  kasze, gotowane warzywa, płatki owsiane,mieszanki ziaren i zbóż.

DSC_9464smieszki-1.jpg

Znalazłam w jednym z artykułów określenie mew – „ptasi kloszardzi”, bo całymi dniami żywią się na wysypiskach śmieci. W tym sensie, mewy, podobnie jak wszystkie ptaki krukowate w Warszawie (wrony siwe, gawrony, kawki i sroki), pełnią ważną funkcję „czyścicieli” miasta, wyjadając resztki po człowieku i usuwając padlinę.

Warto o tym pamiętać, kiedy narzekamy na ptasie hałasy i odchody lecące z drzew na ulice i chodniki.  Coś za coś …

Czy mewy jedynie zimą przylatują na Ursynów czy są tu obecne w pozostałych częściach roku? Tak naprawdę, to również na Ursynowie, mamy stawy i jeziora, a nawet nieduże rzeczki. Był nawet na ten temat świetny artykuł w Halo Ursynów https://www.haloursynow.pl/niezbednik/ursynowskie-pojezierze,208 pt. : „Ursynowskie pojezierze”.  W naszej dzielnicy występuje aż 26 zbiorników wodnych, co plasuje Ursynów na I miejscu w Warszawie. Zachowanymi po zlodowaceniach reliktowymi zbiornikami wytopiskowymi o dużych walorach przyrodniczych i krajobrazowych na terenie Ursynowa są m.in. jeziora: Grabowskie, Zgorzała, Imielińskie oraz stawy: Pozytywka, Wąsal, Nowe Ługi.


DSC_0174Zgorzala.jpg

Np. na Jeziorze Zgorzała jest wyspa ze sporą kolonią gniazdujących śmieszek. Ptaki wysiadują jaja na zmianę i agresywnie bronią swojego terytorium, gniazda a potem – piskląt.  Kolonia śmieszek na Zielonym Ursynowie jest  regularnie odwiedzana przez ptaki szponiaste, jak błotniak stawowy, myszołów, krogulec a nawet przez bieliki. Po co? Jak zwykle – chodzi o pokarm. Śmieszki zespołowo odganiają intruzów, robiąc przy tym niemiłosierny hałas, bicie skrzydłami i wykonując pikujące loty. Agresor ma jednak przewagę masy ciała i siły, więc nierzadko udaje mu się zniszczyć lęg lub porwać pisklę. Natura …

Kiedy zamarzają stawy i jeziora, mewy przenoszą się tam, gdzie jest bieżąca woda, jak kolektory ściekowe nad Wisłą lub mniejsze i większe rzeki miejskie.
Możliwe, że na Ursynów przylatują mewy znad Stawu Służewieckiego. Staw w pobliżu ul. Puławskiej powstał dzięki spiętrzeniu wody Potoku Służewieckiego. Na jazie, przez który wypływa woda ze stawu, miasto zbudowało małą elektrownię wodną. Woda nie zamarza tam całkowicie, więc mewy gromadzą się na obrzeżach, sztucznej wyspie oraz wysiadują na molo. Dookoła powstał  w 2018 r. park miejski, a przy samym stawie znajduje się petal tramwajowa “Wyścigi”. Świetne miejsce do wypoczynku i obserwacji mew oraz innych ptaków we wszystkich porach roku.